Skradziona partnerka bezlitosnego Alfy

Skradziona partnerka bezlitosnego Alfy

Autor: Catherine Morrissey

5
Autor: Catherine Morrissey
27 maj 2026
Wilk Lucjusza kipiał z gniewu, obserwując rozgrywającą się przed nimi scenę. Lucjusz nie potrafił pojąć, dlaczego jego wilk zachowuje się w ten sposób, co tylko jeszcze bardziej go irytowało. Wiedział, że musi zdystansować się od tej sytuacji, zapomnieć o kobiecie, która wzbudziła w nim tak intensywne emocje, zanim zrobi coś lekkomyślnego. Spotkanie w garderobie było ekscytujące, pełne droczenia się i pożądania. Lucjusz pragnął jej, ale miał zamiar wyczekiwać na odpowiedni moment, dopóki nie będzie miał jej dokładnie tam, gdzie chce, aby następnie uwolnić się z jej uścisku. Nie oznaczało to jednak, że nie fantazjował o rozerwaniu na strzępy każdego, kto stanąłby między nimi, w szczególności Alistaira, oraz o wyeliminowaniu z niej wszelkich śladów męskiego zapachu, dopóki nie zaspokoi własnych żądz. – Alfo – wtrącił Julian, pojawiając się u jego boku – dokładnie przeszukaliśmy teren w poszukiwaniu dziewczyny, którą opisałeś, ale nie znaleźliśmy po niej ani śladu. Lucjusz uśmiechnął się złośliwie i w odpowiedzi wskazał w stronę parki publicznie okazującej sobie uczucia. – Och. – Ta. – To Luna Crimsoncrest, do kurwy nędzy. – Ta. – I nadal jej pragniesz? – Ta. – O kurwa, Lucjuszu! – Ta. – Daj spokój, to jak dźganie śpiącego tygrysa albo ciągnięcie lwa za ogon. Lucjusz zachichotał. – Czy on naprawdę wygląda jak tygrys? Raczej jak szczeniak. Julian westchnął i rozmasował sobie skronie. – Nie warto. – Nie, odkąd głupio ją naznaczyłem – odpowiedział Lucjusz. – Wow – wykrzyknął Julian, szeroko otwierając oczy. – Ale jak ona... kiedy... wy? – wyjąkał. Lucjusz zachichotał znowu. – No właśnie. Julian westchnął ciężko. – Jak do cholery w ogóle spotkałeś Lunę? Przespałeś się z nią i w dodatku wypaliłeś na niej swoje znamię? – syknął. – Alfa Alistair trzyma tę kobietę pod kluczem! Jest w stosunku do niej niezwykle opiekuńczy, a przynajmniej tak słyszałem. I dlaczego miałby nie być? Jest jego przeznaczoną i ulubienicą członków swojego stada! Lucjusz oderwał na chwilę wzrok od Alistaira i Serafiny, by spojrzeć na swojego Głównego Wojownika. – Dlaczego brzmisz jak Baltazar? – Ponieważ Baltazar jest tym rozsądnym. Szczerze mówiąc, gdyby nie był twoim Betą, ciekawe co by się z tobą stało. Lucjusz wzruszył ramionami, a jego opanowanie znalazło się na granicy załamania. Po pierwsze, Alistair wciąż ją obmacywał pod pretekstem okazywania uczuć, a po drugie, Julian miał rację. Jasna cholera, nie! Nigdy wcześniej nie czuł się w ten sposób. Jego wilk dzieliły chwile od uwolnienia się, a gdyby tak się stało, Alistair zginąłby. Nie było innej możliwości. Lucjusz zamknął oczy i wziął głęboki oddech, próbując się opanować. Siłą rozluźnił pięści, położył je płasko na stole i powoli wypuścił powietrze. – Musisz to przemyśleć, Lucjuszu. Nie zrób niczego głupiego. Nie pozwól, by kobieta wszystko dla ciebie zrujnowała. Lucjusz wzruszył ramionami i ponownie spojrzał na parę, gdy ci odsunęli się od siebie. – Wow!! O ja pierdolę!!! – mruknął Julian, szeroko otwierając oczy, gdy przyjrzał się Serafinie z bliska po raz pierwszy. Serce Lucjusza zadrżało, a jego pięści ponownie się zacisnęły. – Niech to szlag! Rozumiem dlaczego. Jest niewiarygodnie atrakcyjna. Lucjusz stłumił warknięcie, przenosząc uwagę gdzie indziej. Niezaprzeczalnie była piękna, ale przede wszystkim nie była w jego typie. Obwiniał swojego wilka i to głupie naznaczenie. Jego ciało podnieciło się na widok jej soczystych ust i mętnych oczu. Wywołało to w nim wspomnienia ich wspólnej nocy. Nagle zalała go fala gniewu. Chciał ją złapać, pocałować namiętnie i odepchnąć Alistaira na bok. Jednak coś przykuło jego uwagę – ona nie była podniecona. Gdyby naprawdę czerpała przyjemność z przebywania w ramionach swojego przeznaczonego, zapach jej podniecenia zadziałałby na niego odurzająco. – Pozwólcie, że przedstawię wam Serafinę, moją Lunę – ogłosił Alistair. Lucjusz uśmiechnął się złośliwie, wziął jej dłoń i złożył na niej krótki pocałunek, ocierając się o jej skórę. Sapnęła cicho, a jej policzki na chwilę poczerwieniały. Jej nagłe podniecenie ogarnęło go. – Zatem to ty jesteś tą Luną, o której wszyscy rozmawiają. – Serafina wyrwała swoją dłoń, a jej oczy płonęły z irytacji. Uśmiech Lucjusza się poszerzył. – Tak, w rzeczy samej. Moja Luna jest najbardziej kompetentna – chwalił się Alistair, przedstawiając ją innym ważnym gościom. – Dziś w nocy twoim zadaniem jest odkrycie wszystkich brudnych sekretów tego skurwiela i przedstawienie ich mnie – poinstruował Juliana, gdy Alistair był poza zasięgiem słuchu. – Wiem, że ten sukinsyn ma trupy w szafie. Pokaż mi je. Julian westchnął: – Tak, Alfo. Chwileczkę, jaki masz plan? Myślałem, że poprosisz o bezpieczne miejsce na spotkanie z Luną, byś mógł załatwić swoje sprawy przed powrotem do domu jutro? Lucjusz spojrzał na niego z niedowierzaniem. – Rany, nie jestem aż tak okropny, Julianie. Nie mogę za nią teraz biegać, nie po tym, co odkryliśmy. To nie byłoby w porządku. – To po co ja się w ogóle wplątuję w ten bałagan i wygrzebuję dla ciebie te brudy? – zapytał Julian. – Dlaczego my właściwie w ogóle tu jesteśmy, Julianie? Czy możemy ufać Alistairowi? – zapytał Lucjusz, a Julian pokręcił głową. Z jego ust uciekło westchnienie. – Lucjuszu, znam cię bardzo dobrze. Zawsze coś knujesz – Lucjusz uśmiechnął się cynicznie, a jego jasnoniebieskie oczy błyszczały ze złośliwością. – Co u diabła zaplanowałeś? Lucjusz wzruszył ramionami. – Ona wraca ze mną do domu. Julian, któremu udało się złapać drinka i właśnie go popijał, zakrztusił się. Złapał go kaszel, a jego oczy zrobiły się czerwone, gdy próbował odzyskać oddech. – Mój drogi przyjacielu – zachichotał Lucjusz, klepiąc go po plecach. – Co do cholery! Lucjusz! Postradałeś zmysły? Oczy Lucjusza pociemniały i warknął na niego. – Dobrze, w porządku, okej, w porządku! Ty rządzisz. Ty jesteś Alfą. Zbiorę informacje i przygotuję moich ludzi na wojnę, bo do tego właśnie to gówno prowadzi. Lucjusz zignorował go i z powrotem przeniósł swoją uwagę na Alistaira. Byli teraz z członkami jego stada, z których wszyscy patrzyli na Serafinę, jakby była jakimś aniołem. Jego serce ścisnęło się na ich widok. Gdyby tylko nie był tak samolubny, pomyślał. – Lucjuszu – powiedział miękko Julian. – Ta? – Robisz to, bo chcesz wyrzucić ją ze swoich myśli, prawda? Lucjusz wzruszył ramionami. – A po co innego miałbym to robić? – Cóż, w rzeczywistości, najlepszym sposobem, by ruszyć dalej, jest zostawienie jej tutaj. Jeśli będziesz daleko od niej, zapomnisz o niej w kilka tygodni, a więź, która myślisz, że was łączy, zaniknie. – Tygodni? – warknął Lucjusz. – Muszę wyrzucić ją ze swoich myśli i snów tak szybko, jak to możliwe! – A-ale- – Poza tym, kiedy trzymanie się od kogoś z daleka kiedykolwiek dla mnie zadziałało? Po prostu zrób tak, jak ci kazałem. Ja zajmę się resztą. Ramiona Juliana opadły. – Przez ciebie kiedyś zginę, Alfo. – Nie, jestem całkiem pewien, że to ja jestem twoim wybawcą. Julian zniknął z jego pola widzenia i poszedł zająć się tym, co mu powierzono. Oczy Lucjusza ponownie zaczęły szukać Serafiny. Była teraz zaangażowana w wymuszoną, uprzejmą rozmowę z kobietą należącą do stada Crimsoncrest. Zirytowany odwrócił wzrok, szukając jakichkolwiek pęknięć w tej idealnej fasadzie. Lucjusz wiedział, że to wszystko farsa. Alfa taki jak Alistair ukrywał tak wiele. Przypomniał sobie, jak sprytnie Alistair unikał jego dociekliwych pytań. Lucjusz uśmiechnął się złośliwie, był zdeterminowany nie pozwolić, by Alistair wyszedł stąd dzisiejszej nocy bez odpowiedzi na jego pytanie. – Dosypcie mu czegoś do drinka – poinstruował przez więź stada. Członek Obsydianowego Księżyca, który znajdował się najbliżej Lucjusza, skinął głową i ruszył w stronę Alistaira. Teraz Lucjusz musiał tylko poczekać, aż alkohol osłabi dowcip i mechanizmy obronne Alistaira, po czym będzie mógł wykonać swój ruch. – Cześć przystojniaku – mruknęła mocno wyperfumowana rudowłosa, siadając obok Lucjusza. Crimsoncrest. Omega. Zapach ich Alfy na niej! Zmysły Lucjusza zostały pobudzone. – Więc, ty jesteś tym osławionym nieokiełznanym bestią, o którym tyle mówią, prawda? – powiedziała, przysuwając się bliżej. Lucjusz zmrużył oczy, gdy zdał sobie z czegoś sprawę. Każdy członek Stada Crimsoncrest nosił wyraźny zapach swojego stada oraz swojej rangi, z wyjątkiem Serafiny. Kiedy spotkali się tamtej nocy po raz pierwszy, Lucjusz trzymałby się z daleka, gdyby miała na sobie zapach Crimsoncrest lub Luny Crimsoncrest, ale go nie miała. Miała swój własny, kuszący zapach; zapach jej przeznaczonego w ogóle nie był na niej obecny. Intrygujące! – pomyślał. – Słyszałam, że jesteś nieokiełznany i żadnej kobiecie nie udało cię ujarzmić – zapytała, a Lucjusz uśmiechnął się kpiąco. Normalnie pobawiłby się jej zuchwałością, pozwalając dziewczynie wierzyć, że wygrała, i podążając za nią, aż zostaliby sami. Wtedy by udowodnił, że się myliła, zaspokajając jej żądze, po czym by ją zostawił samą z jej nową obsesją na punkcie jego samego i jego umiejętności. Ale teraz jego jedyna uwaga skupiała się na tej dziewczynie o orzechowych oczach, która nawiedzała jego sny. Rudowłosa wciąż nie dawała mu spokoju, a jej palce przesuwały się po jego skórze. Jego wzrok pozostawał na niej utkwiony, podczas gdy wydał z siebie niski warkot. Ona tylko uśmiechnęła się zuchwale i robiła to dalej. Rzucił na nią okiem. Jej dekolt groził wylewaniem się z gorsetu, który miała na sobie, a mini spódniczka ledwo cokolwiek zakrywała. Ale jej gruba warstwa makijażu na twarzy była przesadzona. Wyczuwał, że podniecenie zaćmiło jej zdolność oceny. To go nie obchodziło. To, co go irytowało, to zuchwałość Omegi, która usiadła obok niego i go dotykała! Tradycyjnie, Omegi trzymały się z dala od tych, którzy byli potężniejsi od nich. Chwycił jej dłoń, która przekroczyła granicę, i siłą ją odtrącił. Wydęła na niego wargi, krzyżując i rozkrzyżowując nogi. Lucjusz zatrzymał się. Dlaczego pachniała zapachem Alfy mocniej niż rzekoma Luna? – Zgrywasz niedostępnego, duży chłopcze? – drażniła się z nim. Cierpliwość Lucjusza w stosunku do niej wyczerpała się. Jednym płynnym ruchem chwycił ją za ramię i poprowadził do ciemnego kąta. Zachichotała i poszła za nim. Przycisnął ją do ściany, a jego oczy błyszczały psotnie. Sięgnęła w stronę jego paska, wciąż podekscytowana paplając. Jego prawa dłoń siłą ją odtrąciła, podczas gdy lewa zacisnęła się na jej szyi, trzymając w bezlitosnym, duszącym uścisku. Walczyła o oddech, a jej twarz przybrała ten sam ognisty odcień co jej włosy. W jej oczach zebrały się łzy, czyniąc je czerwonymi i załzawionymi. – Słuchaj uważnie – rozkazał, a jego głos przepełniony był jadem. – Nie waż się ponownie kłaść na mnie ani na nikim z mojego stada tego brudnego palca, czy wręcz zbliżać się do nas. Czy to jasne? – ryknął, a rudowłosa słabo skinęła głową, kiedy w jej polu widzenia pojawiły się czarne plamki. Z warczeniem odrzucił ją na bok i odszedł, zostawiając ją osuniętą na ziemię. Jak u diabła on w ogóle zarządza swoim stadem w ten sposób? Dlaczego omega nie zna swojego miejsca? – zastanawiał się, kwestionując całą tę sytuację. Gdy wrócił na swoje miejsce, zarówno Alistair, jak i Serafina zniknęli. Jego serce zamarło, a jego wewnętrzny wilk szturchnął go, nawołując do odszukania ich, szczególnie Serafiny. – Cholera, to miejsce jest kompletnie pojebane – odezwał się Julian bez tchu, dołączając do niego. Lucjusz uśmiechnął się pod nosem, dokładnie tak, jak przypuszczał. – Alistair to skurwiel. Jest zamieszany w różnego rodzaju podejrzane interesy, o których nawet nie masz pojęcia. To właśnie był powód zorganizowania tego przyjęcia. A goście tutaj, to przedstawiciele innych watah, z którymi podpisał umowy, a którzy okazują się wrogami Obsydianowego Księżyca. Poza innymi okropnymi rzeczami, których dokonał... Nie można mu ufać. Ta impreza to tylko farsa, by pokazać swoim sojusznikom, że go osłaniasz, podczas gdy on sam planuje cię zdradzić. Próbuje udowodnić swoją siłę. Właśnie dlatego jest taki przesadnie przyjazny. Nasz zespół włamał się do ich sieci i znalazł mnóstwo obciążających go dowodów. Przesłałem ci już pliki... – Ale to nie wszystko. Jego Luna nie jest tak naprawdę jego przeznaczoną. To kłamstwo. Za jego relacją z nią kryje się mroczna historia, ale nikt nie chce dzielić się żadnymi szczegółami. Wygląda na to, że wszystko, co dotyczy Crimsoncrest, jest spreparowane. – Strzał w dziesiątkę – Lucjusz uśmiechnął się złośliwie, gdy przepłynęło przez niego poczucie olśnienia. Teraz wiedział dokładnie, o czym musi porozmawiać z Alfą Alistairem. – Przejrzę pozostałe szczegóły później w nocy. Na razie muszę odnaleźć naszego łaskawego gospodarza. Mam palące pytanie, które muszę mu zadać, i chciałbym zidentyfikować obecnych dzisiaj przedstawicieli z innych stad. Zbierz mi informacje na ich temat. Żaden z nich nie opuści tego miejsca żywy, czy to tej nocy, czy też rano. Z tymi słowami podniósł się z miejsca i pociągnął nosem w powietrzu, dopóki nie uchwycił śladu zapachu Serafiny, który następnie poprowadził go wybraną ścieżką.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

5 – Skradziona partnerka bezlitosnego Alfy | Czytaj powieści online na beletrystyka