Skradziona partnerka bezlitosnego Alfy

Skradziona partnerka bezlitosnego Alfy

Autor: Catherine Morrissey

4
Autor: Catherine Morrissey
27 maj 2026
Natychmiast po tym, jak Alfa Lucjusz wyszedł, Serafina upadła na ziemię, drżąc i chwytając łapczywie powietrze. To był najbardziej intensywny moment w jej życiu. Jaką u licha władzę nad nią miał ten diabelnie przystojny mężczyzna? Dlaczego jej ciało topniało pod jego dotykiem i spojrzeniem nawet po tym, jak wypowiedział pod jej adresem najgorsze słowa, jakie ktokolwiek powiedział jej od dłuższego czasu? – Wdech, wydech – sapnęła, wachlując swoją rozgrzaną twarz. Wypowiedział również najbardziej absurdalne stwierdzenie, jakie usłyszała od dłuższego czasu. Co miał na myśli, mówiąc „wracasz ze mną do domu”? Mógł być Alfą, najbardziej bezlitosnym Alfą znanym w świecie wilkołaków, ale Alistair był jej przeznaczonym. Pomimo poniżającego traktowania, jakiego z jego strony doświadczała, wciąż należała do niego. Byli sobie przeznaczeni. – Po prostu oddychaj – mruknęła do siebie i położyła dłonie na bijącym sercu, aby je uspokoić. Nie rozumiała, dlaczego pomimo wszystkich tych uspokajających słów i myśli, które sobie serwowała, wciąż czuła strach. Jej ciało drżało, serce tłukło się w klatce piersiowej, a jej wilk szalał w jej podświadomości. – Tutaj jesteś – syknął złośliwy głos, gdy drzwi do jej garderoby otworzyły się z hukiem. Zaskoczona tym nagłym wtargnięciem, odsunęła się jeszcze dalej od drzwi. – Gdzie byłaś? Nie wiesz, że Alfa Alistair szukał cię wszędzie? Zapomniałaś już o swoich obowiązkach Luny Crimsoncrest? Serafina wypuściła powietrze, o którym nie wiedziała, że je wstrzymuje, i podniosła się na nogi. Spojrzała na intruza po raz pierwszy i dostrzegła jedną z omeg, z którymi sypiał Alistair. Serafina przewróciła oczami, po czym wpatrywała się w swoje odbicie w lustrze, udając, że ignoruje młodą dziewczynę. – Suko, słuchasz mnie? Jesteś głucha czy głupia? Alfa Alistair zażądał, byś natychmiast znalazła się u jego boku. A ty mnie ignorujesz! – perorowała. Prychając, Serafina nadal udawała, że poprawia makijaż. Młoda wilkołaczka warknęła: – Jesteś zarozumiała, co? Jesteś zarozumiała, bo wiesz, że nic ci teraz nie zrobię. Cóż, poczekaj, co się stanie po przyjęciu. Z tymi słowami wybiegła z garderoby Serafiny i zatrzasnęła za sobą drzwi. Serafina musiała się mocno powstrzymywać, by nie wybuchnąć śmiechem. Zawsze sprawiało jej przyjemność pokazywanie tym podłym dziewuchom ich miejsca w szeregu, mimo że wiedziała, iż konsekwencje będą tragiczne. Zdecydowała nie martwić się tym teraz, a wręcz zignorować Alistaira. Opadła na wygodną kanapę w swojej garderobie i z ulgą wypuściła powietrze. Ostatnie kilka dni były dla niej absolutną sielanką. Alistair był zbyt zajęty swoim wielkim przyjęciem, a ona kryła się w cieniu i całkowicie go unikała. – Ugh – jęknęła. – To wszystko się skończy, kiedy ten bezlitosny Alfa Lucjusz wróci do swojego stada. Masowała skronie z zamkniętymi oczami, życząc sobie, aby jakimś cudem coś się stało i przedłużyło jego pobyt. Przynajmniej wtedy miałaby kilka dni wolności więcej. Na samą myśl o Alfie Lucjuszu chłodny dreszcz przebiegł po jej kręgosłupie, sprawiając, że natychmiast usiadła prosto. Dlaczego sama myśl o nim wywoływała w jej ciele taką reakcję? Roześmiała się ponuro, przypominając sobie jego groźby. Był nie tylko niegrzeczny i nikczemny, ale też postradał zmysły. Bo dlaczego zdrowo myślący człowiek uwierzyłby w to, albo wręcz groził, że odbierze Lunę stada? To było przezabawne i gdyby nie była na niego aż tak wściekła, śmiałaby się głośniej. Jej uszy wyłowiły dźwięk dudniących kroków zmierzających w stronę garderoby i natychmiast zerwała się na nogi. – Serafino! – warknął Alistair, otwierając gwałtownie drzwi. – Oszalałaś? Co ty tu do cholery robisz, skoro wezwałem cię około godzinę temu? Oczy Serafiny zaczęły wędrować wkoło ze strachu. Jej serce zaczęło bić nieregularnie, a oddech stał się urywany. – J-ja – zająknęła się, przesuwając się powoli, dopóki nie oparła się o toaletkę. Alistair szydził, a żyły na jego szyi wyglądały, jakby za chwilę miały eksplodować. Zacisnął pięści, odsunął krzesło przed nią i warknął na nią. – Jak śmiesz, suko? Jak śmiesz mnie lekceważyć! Ile razy mam cię ostrzegać, żebyś nie okazywała mi braku szacunku? Myślisz, że się nie dowiem? Dziewczyna, którą do ciebie posłałem, powiedziała mi wszystko. Zwyzywałaś ją, sprzeciwiłaś mi się i masz czelność stać tutaj i patrzeć mi w oczy! – wrzeszczał, nim zlikwidował dystans między nimi. – Widzę, że znowu obrastasz w piórka. Ponieważ byłem zajęty przez ostatnie kilka dni, myślisz, że teraz jesteś wolna? Tak szybko zapomniałaś, gdzie jest twoje miejsce? Zapomniałaś, jak się tu znalazłaś? Ty głupia idiotko! Serafina ledwo mogła oddychać. Jej paznokcie wbijały się w dłonie, gdy zwinęła je w pięści. Pot wystąpił na jej czoło, a nogi pod nią drżały. – Przepraszam – zachrypiała, a jej ręce powędrowały do drżących warg. Alistair roześmiał się maniakalnie, a jego oczy zmieniły kolor ze złotego z powrotem na normalny. – Powinnaś dostać nagrodę za to mistrzowskie udawanie, świnio! Zamachnął się i wymierzył jej potężny cios, który posłał ją na lustro znajdujące się za nią. – Następnym razem, gdy cię wzywam, masz na to wezwanie odpowiedzieć! – warknął, uderzając ją ponownie, zanim zdążyła odzyskać równowagę. Tym razem upadła na podłogę, jęcząc. Wybuch bólu przeszył jej ciało. W oczach zaczęło jej wirować i zwinęła się w kłębek, gdy piekące łzy wypłynęły z jej oczu. – Zająłbym się tobą znacznie gorzej, gdyby nie to przyjęcie! – dyszał, a po jego twarzy spływał pot. – Wstawaj, kurwa, z podłogi, ogarnij się i dołącz do mnie przy stoliku! Po tych słowach wybiegł z pokoju. Gdy tylko drzwi się zamknęły, Serafina zalała się cichymi łzami. Jej wilk szalał w niej. Próbowała stanąć na nogi, ale upadła z powrotem na podłogę. Drzwi otworzyły się ponownie i weszło kilka chichoczących omeg. Kiedy tylko zobaczyły ją rozciągniętą na podłodze, wybuchnęły histerycznym śmiechem. – Wiedziałam, że odpowiednio się z nią policzy – zakpiła jedna z nich. – No dawaj, wstawaj, suko – powiedziała inna, podciągając ją i rzucając na krzesło. – Ugh, nienawidzę tego, dlaczego to zawsze my musimy ją czyścić? – burknęła kolejna. – Zamknij się i zróbmy to. Serafina skrzywiła się z bólu, gdy osuszały i oczyszczały rany na widocznych partiach jej ciała, a następnie nakładały makijaż na siłę, aby ukryć gojące się rany. Gniew i ból wzbierały w niej, ale siedziała sztywno, gdy pracowały nad jej ciałem. – Głupia dziewucha, zawsze sprawia, że musimy zajmować się jakimś gównem – powiedziała jedna z nich, celowo dźgając ranę na jej ramieniu. Serafina wydała ciche stęknięcie i odsunęła gwałtownie ramię. Jej oczy zaczęły zmieniać kolor z powrotem na czarny i czerwony. Wilk Serafiny walczył o kontrolę, ponieważ Alistaira nie było w pobliżu. Obnażyła zęby na Omegę, wydając z siebie niski warkot, który sprawił, że dziewczyna odskoczyła do tyłu. Bez względu na wszystko wciąż była partnerką Alfy i Luną Crimsoncrest, więc nawet jeśli Alistair traktował ją jak śmiecia, wciąż miała nad nimi władzę. Na dźwięk jej warknięcia wszystkie zrobiły krok do tyłu i wpatrywały się w nią szeroko otwartymi oczami. Wilk Serafiny żywił się strachem sączącym się z ich ciał. Rósł w siłę i wkrótce wyrwał kontrolę z uścisku Serafiny. Serafina warknęła groźnie, ściskając zranione ramię. Jej wilk wpatrywał się w każdą omegę swoimi czerwono-czarnymi oczami. To był pierwszy raz od dłuższego czasu, kiedy przejął kontrolę. Alistair zawsze dbał o to, by zmusić go do wycofania się. Pragnął krwi. Chciał rozerwać skóry tych głupich omeg. Chciał uciec i biegać wolno po lasach. Wiedząc, co się stanie i jakie pociągnie to za sobą reperkusje, Serafina walczyła o odzyskanie kontroli. – Wynocha!! – warknęła, uderzając dłońmi o toaletkę i potrząsając głową, aby zepchnąć swojego wilka z powrotem i przejąć dowodzenie. Dziewczyny wyszły z garderoby, trzęsąc się jak przemoknięte psy. Gdy tylko drzwi się zamknęły, Serafina opadła na krzesło i odetchnęła. Jej serce zaczęło walić w klatce piersiowej. Jeśli natychmiast nie postąpi zgodnie z rozkazem, doniosą na nią Alistairowi i spotka ją gorsza kara. Z trudem podniosła się, prawie tracąc równowagę. Gdy tylko spróbowała poruszyć nogami, ból przeszył jej nogę. – Kurwa – syknęła, zamykając oczy i opierając się o toaletkę, gdy przeszywający ból pulsował w jej lewej nodze. Otworzyła jedno oko, by zlustrować nogę. – Kurwa – syknęła znowu, wiedząc, że musi działać szybko. Gryząc wargi, zrobiła kolejny krok i wydała z siebie przeraźliwy krzyk. Zassała więcej powietrza, gdy ból przeniósł się na klatkę piersiową i zacisnął na niej. Po kilku minutach unormowała oddech i zdołała zrobić kolejny krok w kierunku drzwi. Każdy krok, który stawiała, bolał bardziej niż poprzedni, ale parła naprzód, kulejąc, dopóki nie chwyciła za klamkę drzwi. Biorąc głęboki oddech, przekręciła klamkę i pozwoliła, by wyraz jej twarzy zmienił się w maskę spokojnej, perfekcyjnej, opanowanej i spełnionej Luny. Chociaż jej umysł miał zaraz eksplodować, przedzierała się korytarzami, dopóki nie dotarła do głównej sali i nie zlokalizowała stołu Alistaira. Na jego widok wezbrała w niej wściekłość. Oto stał uśmiechnięty i próbował zaimponować członkom Stada Obsydianowego Księżyca tuż po tym, jak ją pobił. Najgorszą rzeczą w jej sytuacji była konieczność uśmiechania się i udawania Luny Crimsoncrest, kiedy jej status był gorszy od niewolnicy. – Powiedz mi zatem, Alistair, jak trzymasz swoich wrogów na dystans? Podpisujesz traktaty ze wszystkimi? – zapytał znajomy głos. Serafina zatrzymała się i wstrzymała oddech. Jej zmysły wszczęły alarm, gdy Alfa Lucjusz nagle zmaterializował się obok Alistaira, ze złośliwością błyszczącą w jego oczach. Serafina zobaczyła, jak Alistair krzywi się na jego pytanie. To było podchwytliwe pytanie, a zarazem zniewaga. Oczy Alistaira szybko omiotły salę w poszukiwaniu drogi ucieczki. Tchórz, pomyślała Serafina. – Ooo, oto i ona! – gruchał Alistair, wstając, przyciągając ją do siebie i całując namiętnie. Jego szorstkie ramiona wbiły się w rany, które wcześniej zadał, co wywołało jej ciche jęknięcie, ale to nie była jedyna rzecz, na którą Serafina zwróciła uwagę. Dlaczego pocałunek Alistaira tak bardzo ją odpychał? Był jej przeznaczonym i pomimo okrutnego traktowania, z jakim się u niego do tej pory spotkała, jej ciało zawsze pragnęło jego dotyku. Dlaczego w takim razie pewien mężczyzna przemknął jej przez myśl, kiedy jej przeznaczony brutalnie się z nią obchodził pod pretekstem publicznego okazywania uczyć? Dlaczego czuła wzrok tamtego mężczyzny wwiercający się w jej skórę, kiedy trzymała swojego partnera? Coś było nie tak...

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

4 – Skradziona partnerka bezlitosnego Alfy | Czytaj powieści online na beletrystyka