Choć światła i klimatyzacja były włączone, łóżko było niezasłane, a szafa stała otwarta. Nie było w niej ani jednej sukienki, ani jednej pary butów.
Viktor chodził po pokoju, szukając jej wszędzie. Sprawdził łazienkę i garderobę z nadzieją, że może jednak tam jest, ale po chwili musiał się poddać.
Viktor poczuł narastający niepokój. — Służba!
— Gdzie jest Valerie?! — zapytał ostro, gdy tylko się pojawili.
Pokojówki spojrzały na niego i natychmiast zrozumiały, że mają kłopoty. — N-nie wiemy, panie.
— Jak to: nie wiecie? Czy waszym zadaniem nie jest pilnowanie czystości w tym pokoju?!
— Tak, panie, jest. Ale od kilku dni drzwi były zamknięte, a kiedy próbowałyśmy prosić panią Valerie o pozwolenie na wejście, nigdy nie odpowiadała. Nie chciałyśmy jej przeszkadzać, więc postanowiłyśmy zostawić ją w spokoju — wyjaśniła jedna z kobiet.
— Dlaczego mi tego nie zgłosiłyście?
— Próbowałyśmy, panie, ale zawsze był pan zajęty, więc nie chciałyśmy panu głowy zawracać.
Viktor był wściekły. Przeszedł do swojego pokoju, chwycił telefon i zadzwonił do swojej asystentki.
— Hekate! — rzucił, gdy tylko odebrała.
— Tak, panie — odparła.
— Sprowadź mi Kane’a, NATYCHMIAST! — rozkazał.
— Tak jest!
Rozłączył się. Około dwóch minut później telefon zadzwonił. Odebrał.
— Halo, mówi Kane.
— Kane, mam dla ciebie zadanie.
— Oczywiście, wszystko dla pana.
— Musisz wykorzystać swoje umiejętności. Szukam pewnej dziewczyny, musisz ją dla mnie znaleźć jak najszybciej.
— Dobrze, będę potrzebował jej imienia i zdjęcia.
— Nazywa się Valerie; zdjęcie prześlę ci później.
— Rozumiem, biorę się do pracy natychmiast.
— Dobrze, pamiętaj, ma to być zrobione jak najszybciej — powiedział i odłożył słuchawkę.
Usiadł na krześle i natychmiast pogrążył się w myślach.
„Dlaczego tak mnie wkurza jej odejście? Przecież nigdy jej nawet nie lubiłem”. Podniósł telefon i wysłał zdjęcie Kane’owi, po czym wpatrywał się w nie przez chwilę. „A może jednak?”
— Hej kochanie, co robisz tak wcześnie? Wracaj do łóżka — powiedziała jedna z dziewczyn, z którymi spał poprzedniej nocy. Najpierw się zawahał, ale wkrótce postanowił płynąć z prądem. „Ona należy do mnie, to wszystko. Nie ma prawa uciekać, kiedy tylko jej się spodoba. Znajdę ją i dopilnuję, żeby nigdy więcej czegoś takiego nie zrobiła”.
W międzyczasie Valerie osiedliła się daleko od Viktora i jego terytorium. Sprzedała ubrania, biżuterię i buty, które zabrała z jego domu, co pozwoliło jej wynająć całkiem przyzwoite mieszkanie. Choć w porównaniu z jego pałacem jej nowy dom był niczym, czuła się w nim dobrze.
— Nowy dom, nowe ubrania, nowe meble — szepnęła pod nosem, siadając na łóżku. — Nie mogę uwierzyć, że zdobyłam to wszystko, sprzedając tylko kilka tamtych rzeczy. I wciąż zostało mi sporo gotówki.
Położyła się. — Chciałabym móc po prostu wydawać te pieniądze i nic nie robić do końca życia, to byłoby wspaniałe. — Sprawdziła stan konta w telefonie. — Ech! To zdecydowanie za mało, by żyć bez pracy. Muszę znaleźć zajęcie.
Czas spędzony w domu Viktora sprawił, że stała się delikatna i nie była przyzwyczajona do trudów, przez co szukanie pracy okazało się nie lada wyzwaniem. Ostatecznie jednak udało jej się coś znaleźć.
Wkrótce została księgową w ogromnej firmie handlowej. Nie było to wybitne stanowisko, zwłaszcza że pracowali tam też inni księgowi, ale wolała, żeby tak zostało – dzięki temu nie przyciągała uwagi. I tak zaczęła swoje nowe życie, czekając na narodziny dziecka.
[2 lata później]
Valerie pośpiesznie przygotowywała się do pracy. Włożyła buty i wbiegła do salonu, gdzie mała postać kręciła się, oglądając wierszyki w telewizji.
Poszła do kuchni, wzięła jedzenie, wróciła i zaczęła go karmić. Po chwili wyciągnęła telefon i zadzwoniła.
— Gdzie jesteś? Jest prawie 8:30, spóźnię się do pracy, jeśli zaraz się nie zjawisz — powiedziała.
— Przepraszam, zaspałam. Będę za dwie minuty, obiecuję.
— Zawsze wstajesz za późno! Jeśli tak dalej pójdzie, będę musiała poszukać innej opiekunki.
— Nie, to nie będzie konieczne, pani Valerie. Jestem już pod drzwiami.
Valerie odłożyła jedzenie i podeszła do drzwi. Otworzyła je, ale nikogo nie było. — Doprawdy? To dlaczego nie zadzwonisz dzwonkiem? — zapytała sarkastycznie.
— Uh, no, właśnie miałam, tylko sznurowadło mi się rozwiązało! Ktoś mi nadepnął na nogę. Chwileczkę!
Valerie westchnęła. Wtedy zobaczyła dziewczynę biegnącą w stronę jej domu. — Tak strasznie przepraszam! — wydyszała dziewczyna.
— Dobra, już wchodź! — ucięła Valerie i wróciła do środka.
Dziewczyna weszła za nią i od razu pobiegła do salonu. Podniosła syna Valerie i przytuliła go. — Jak się masz, mały człowieku?
— Dobrze, Szefowo — odpowiedział.
Valerie wyjrzała zza ściany. — Szefowo?
— Kazałam mu tak na siebie mówić, przepraszam.
— Nieważne, muszę już iść, do zobaczenia później.
— Jasne, pa! — Opiekunka chwyciła chłopca za rączkę i pomachała Valerie.
— I Maisie! — zawołała Valerie.
— Tak?
— Nie ucz mojego syna więcej żadnych głupot! — powiedziała Valerie i zatrzasnęła drzwi.
— Tak jest, pani Valerie! — odkrzyknęła Maisie, po czym spojrzała na chłopca. — Twoja mama jest strasznie sztywna. Nie bądź taki jak ona, dobrze?
















