Valerie stała pod drzwiami pokoju Viktora, zastanawiając się, czy powinna wejść do środka i poprosić go o pozwolenie na wyjście po kilka nowych sukienek. Minęło mnóstwo czasu, odkąd ostatnio była na zewnątrz, więc bardzo tego pragnęła.
Rozważała, czy podjąć ryzyko i porozmawiać z nim teraz, aby zyskać szansę na wychodzenie w przyszłości.
Zatopiła się w myślach, gdy nagle usłyszała dobiegający z pokoju głos.
„Kto to? Czy w pokoju jest ktoś jeszcze?”
Zaintrygowana, przysunęła się bliżej drzwi, gdy usłyszała dziewczęcy głos: „Kim ona jest?”.
Uchyliła lekko drzwi i cicho zajrzała do środka. Zobaczyła Viktora, swojego męża i zarazem Króla Alfa, siedzącego na sofie z nogami opartymi o stolik. Na kolanach trzymał laptopa, a tuż obok niego siedziała kobieta, która przylgnęła do niego niczym płytka do mokrego cementu.
Valerie zamarła. Wiedziała, że Król Alfa nigdy o nią nie dbał i że zawsze kręciły się wokół niego kobiety. Jednak po raz pierwszy widziała dziewczynę tak blisko niego. Z jakiegoś powodu nie spodziewała się, że otrzyma tak dobitny dowód. To było dobijające.
„Czy ona jest jego… kochanką?” – zapytała samą siebie, a w jej oczach pojawiły się powstrzymywane łzy.
Poczuła ucisk w piersi.
Od pierwszego tygodnia, gdy tylko przekroczyła próg tego pałacu, robiła wszystko, co w jej mocy, by zadowolić Króla Alfa. Mimo że została mu sprzedana przez własnych rodziców. Nigdy nie chciała tu trafić, ale szybko pogodziła się z losem i starała się jak najlepiej mu służyć.
Próbowała dla niego gotować, pomagać mu w sprawach osobistych, a nawet w pracy – choć nie bardzo się na tym znała, i tak próbowała. Chciała się przed nim otworzyć, być bardziej przyjazna i przystępna, ale on ani razu nie przyjął jej gestów dobrej woli. Zawsze odrzucał ją w najokrutniejszy możliwy sposób, co w sumie nie powinno jej dziwić.
Mimo to miała nadzieję, że przynajmniej wywarła na nim jakieś wrażenie, choćby najmniejsze. Na tyle duże, by zaczął ją szanować i traktować z uwzględnieniem jej uczuć. Czekała na to cierpliwie.
— Pracujesz nad tym cały dzień, nie masz już dla mnie czasu — powiedziała przymilnie kobieta, wydymając wargi.
— Moja praca jest ważniejsza niż cokolwiek i ktokolwiek inny — odparł chłodno Viktor, ale jego głos nie dotarł do Valerie. Miał na twarzy wyraz znudzenia, jakby ta dziewczyna wcale go nie obchodziła, jednak zazdrość nie pozwalała Valerie tego dostrzec.
Nie słyszała dokładnie, co mówią, widziała jedynie ruch ich warg świadczący o tym, że o czymś rozmawiają.
— No weź, proszę. Choćby pięć minut. Proszę — błagała kobieta.
— Rozważę to, gdy skończę — odparł Viktor, nie odrywając wzroku od laptopa.
Valerie natomiast obserwowała to wszystko z nadzieją, że Viktor w końcu straci cierpliwość, zmęczy się natarczywością tej kobiety i ją odepchnie. Nic takiego się jednak nie działo; co więcej, ręce dziewczyny zaczęły bezwstydnie błądzić po jego ciele.
Dziewczyna podniosła się z sofy i zbliżyła do jego twarzy. Pochyliła się nad nim, a jej włosy przysłoniły go tak bardzo, że Valerie nie widziała, co robią.
„Czy oni… czy oni się całują?” – próbowała powstrzymać czkawkę, która niemal wyrwała się z jej ust.
W chwili, gdy wszelka nadzieja wygasła i wydawało się, że kobieta nie zostanie odprawiona, ta straciła równowagę i o mało nie spadła z jego kolan. Nie tak Valerie wyobrażała sobie rozwój wypadków, ale każdy satysfakcjonujący finał byłby dobry. Jednak cała satysfakcja zniknęła w mgnieniu oka, gdy Alfa złapał kobietę tuż przed tym, jak miała uderzyć o ziemię.
Porzucił pracę, na której zawsze był tak skupiony, i poświęcił kobiecie dość uwagi, by uratować ją przed guzem na głowie, na którego w pełni zasłużyła – coś, czego nigdy nie zrobił dla Valerie, mimo wszystkiego, co dla niego poświęciła.
— Dziękuję. Jesteś taki słodki — zaszczebiotała uradowana dziewczyna.
Przez sekundę Valerie myślała, że wszyscy słyszą bolesny, głośny i nieznośny dźwięk pękającego serca, ale gdy Alfa podniósł kobietę i posadził ją z powrotem na kolanach, zrozumiała, że tylko ona go słyszy. I co jeszcze smutniejsze – tylko ona go czuje.
Cicho odeszła od drzwi i pobiegła do swojego pokoju.
Gdy dotarła na miejsce, zatrzasnęła drzwi i oparła się o nie, walcząc z płaczem. Bo dlaczego właściwie miałaby płakać? Przecież nigdy go nie kochała.
— Nigdy mnie nie kochał. Byłam głupia, próbując go uszczęśliwić. Byłam tylko narzędziem sprzedanym mu po to, bym urodziła mu syna. Nie było tu miłości, przyjaźni ani żadnej więzi. Byłam tylko przedmiotem, który miał robić to, co każe pan — Valerie wykrzyczała te słowa na głos, wybuchając płaczem.
Po prostu nie chciała dopuścić do siebie myśli, że widziała go z inną. Że po tym, jak dotykał jej, teraz dotyka tamtej.
Mógł być najokrutniejszym, najpotężniejszym i najbogatszym Alfą na świecie, ale to nie dawało mu prawa do traktowania jej w ten sposób.
— Nienawidzę cię.
Zasługiwała na coś lepszego i dobrze o tym wiedziała.
— Nie zostanę tu ani chwili dłużej…"
















