Kiedy Valerie doszła do tego wniosku, zrozumiała, że ma już dość.
Mogła znosić złe traktowanie tylko do pewnego momentu, zanim całkowicie straciła siły emocjonalne. Musiała opuścić ten dom i musiała zrobić to szybko.
Zaczęła pakować swoje ubrania i rzeczy osobiste, gdy zauważyła, że niemal wszystko, co posiada, zostało kupione i podarowane jej przez Alfę. Uznała, że ucieczka z cudzą własnością nie byłaby w porządku, więc postanowiła je zostawić. Zmieniła jednak zdanie, uświadamiając sobie, że będzie potrzebowała sporej sumy pieniędzy, by zacząć nowe życie ze swoim nienarodzonym dzieckiem. Zabrała więc wszystko z zamiarem późniejszej sprzedaży.
— Wygląda na to, że to koniec naszej podróży. Podróży, która nawet się nie zaczęła. Mam nadzieję, że znajdziesz kogoś lepszego dla siebie. — Z tymi słowami odwróciła się i nie oglądając za siebie, wyszła z pałacu.
Wychodząc, upewniła się, że nikt jej nie widzi. W tym celu założyła długą pelerynę, która skrywała również jej twarz.
Gdy zbliżyła się do głównych drzwi, zatrzymał ją strażnik: — Dokąd się udajesz?
— Ja… kazano mi kupić artykuły spożywcze z Silasem. — Valerie starała się jak najlepiej osłonić twarz, mówiąc do niego.
Silas był pracownikiem pałacowym, ale ponieważ był starszym człowiekiem i pracował tam od dawna, cieszył się dużym zaufaniem i szacunkiem.
— Hm, dobrze. — Strażnik próbował jej się przyjrzeć, ale widząc Silasa stojącego w pewnej odległości przed pałacem, rozmawiającego przez telefon i wyglądającego, jakby na kogoś czekał, jego podejrzliwe spojrzenie zmieniło się w wyraz pewności.
Odsuwając się na bok, ustąpił Valerie drogi. Nie czekając ani sekundy dłużej, pośpiesznie wyszła z pałacu, ale zamiast skierować się ku Silasowi, ruszyła prosto do samochodu.
Przed wyjściem zamówiła Ubera i kazała kierowcy zaparkować na końcu drogi. Gdy zeszła ze schodów pałacu, znalazła się na głównej drodze i szybko ruszyła w lewą stronę, gdzie stało auto.
Na szczęście strażnik nie zauważył, dokąd idzie, i udało jej się dotrzeć do pojazdu.
— Proszę jechać. — Siadając w samochodzie, zerknęła za siebie, by upewnić się, czy nikt jej nie śledzi.
Wkrótce silnik zawarczał i Valerie opuściła tamto miejsce.
— Zacznijmy nowe życie. — Wyjrzała przez okno w stronę nieba, kładąc dłoń na brzuchu i czując w sobie nienarodzone dziecko.
[Cztery dni później]
Viktor wciąż nie wiedział, że Valerie uciekła z pałacu. Nie zaglądał do jej pokoju zbyt często; bywał tam tylko wtedy, gdy miał na nią ochotę.
Siedział w jadalni, gdy po spróbowaniu zupy na jego twarzy odmalował się grymas obrzydzenia. Odłożył łyżkę i wziął kęs steku leżącego przed nim. — To jedzenie smakuje inaczej — wymruczał do siebie.
Zostawił posiłek na stole. — Zawołajcie tu szefa kuchni.
— Tak jest. — Pokojówka stojąca z boku skłoniła się i odeszła, a wkrótce pojawił się mężczyzna o pogodnym uśmiechu i twarzy pokrytej zmarszczkami. Miał na sobie biały fartuch i kucharską czapkę.
— Dzień dobry, panie. — Szef kuchni przywitał go i skłonił głowę z szacunkiem.
Viktor nie odpowiedział, wytarł usta serwetką, a potem w końcu zapytał: — Kto odpowiada za przygotowywanie moich posiłków?
— Każdy w kuchni ma swój udział w przygotowaniach, panie, ale zazwyczaj to ja gotuję większość dań — odparł szef kuchni.
Viktor spojrzał na niego. — Jedzenie smakuje inaczej niż kilka dni temu. Dlaczego?
Kucharze wymienili spojrzenia, w powietrzu unosiła się konsternacja.
— Czy może zwolnił pan kogoś z pomocników? — zapytał Viktor, tym razem bardziej dociekliwie.
— Nie, panie, ale skoro pan o tym wspomina, pani Valerie nie pomaga już przy gotowaniu. Przychodziła codziennie i upierała się, by przygotowywać pana posiłki, ale od jakiegoś czasu tego nie robi. — Szef kuchni w końcu udzielił mu konkretnej odpowiedzi.
— Chcesz mi powiedzieć, że to Valerie gotowała wszystkie moje posiłki?
Szef kuchni poczuł się mocno zastraszony. — N-nie wszystkie, że tak powiem, zazwyczaj tylko pomagała przy jednej lub dwóch rzeczach.
— Gdzie ona jest? — zapytał Viktor.
— Nie wiem, panie; nie widziałem jej od dłuższego czasu — odparł szef kuchni.
Viktor skinął lekko głową, po czym wstał z krzesła i nie mówiąc nic więcej, skierował się do wyjścia z jadalni.
„Skoro o tym mowa, rzeczywiście nie widziałem jej od dawna” — pomyślał Viktor. Próbował przypomnieć sobie ostatnie spotkanie i zdał sobie sprawę, że minął prawie tydzień.
Gdy tylko dotarł pod jej pokój, pchnął drzwi, ale były zamknięte.
— Valerie! Jesteś tam? Otwieraj natychmiast! — krzyczał, waląc w drzwi, ale nie doczekał się odpowiedzi.
Wpadł we wściekłość i wyważył drzwi kopnięciem. Gdy wszedł do środka, rozejrzał się, ale po Valerie nie było śladu.
— Valerie?! — zawołał głośno dwa razy, ale nie słysząc odpowiedzi, zrozumiał, że coś jest nie tak…
















