VAE
Zawsze pragnęłam mieć starszego brata.
Moi szkolni przyjaciele ich mieli, a podobało mi się to, jak opiekuńczy potrafią być starsi bracia.
Dlatego dzisiejszy dzień był najszczęśliwszym dniem w moim życiu. Ponieważ po raz pierwszy miałam mieć starszego brata!
— Już są! — pisnęłam z radości, gdy usłyszałam wjeżdżający samochód tatusia.
Śmiech mamy towarzyszył mi, gdy wybiegałam z domu, by czekać na werandzie.
Czułam motyle ekscytacji trzepoczące w moim brzuchu. W końcu tu byli! Miałam poznać mojego nowego przyjaciela. Mojego nowego brata!
Wczoraj zapytałam mamę, czy skoro jest adoptowany, mogę go uważać za brata, a ona odpowiedziała, że tak.
Chichotałam, niecierpliwie czekając, aż tatuś zatrzyma samochód i wysiądzie razem z nim.
Stukanie dochodzące z boku drzwi wejściowych odciągnęło moją uwagę na kilka sekund; odwróciłam się, by spojrzeć na ptaka w gnieździe. Nasz nieproszony lokator.
Uśmiechnęłam się. Miała na imię Pippa — imię nadane przeze mnie. Zbudowała gniazdo blisko jednego z naszych okien, automatycznie czyniąc je swoim domem. Mama chciała ją przegonić, ale błagałam, żeby tego nie robiła.
Była naprawdę miła. Choć czasem wydawała niepokojące dźwięki — jak teraz — miałam nadzieję, że mój nowy brat przyzwyczai się do tego i polubi ją tak samo jak ja.
Odwróciłam się z powrotem do samochodu, słysząc otwieranie drzwi. Tatuś wysiadł pierwszy z miejsca kierowcy. Drzwi pasażera się otworzyły. Wstrzymałam oddech, czując, jak policzki mi płoną. Potem wysiadł on, a powietrze uwięzło mi w płucach.
W końcu tu był!
Ekscytacja uderzyła we mnie natychmiast, ale osłabła, zanim zdążyłam ruszyć nogami.
Nowy chłopiec... wydawał się inny.
Wczoraj wieczorem podsłuchałam, jak mama mówiła tacie, że on ma dwanaście lat. Ale chłopiec przede mną nie wyglądał tak, jak powinno wyglądać dziecko.
Tak, był młody, tak jak ja. Ale... miał rysunek na ramieniu. Tatuaż!
Wzdrygnęłam się, marszcząc brwi.
Jakiś czas temu mama powiedziała mi, że to źle, gdy dzieci mają tatuaże. Powiedziała, że będę mogła go mieć dopiero, gdy skończę osiemnaście lat i zdecyduję, że naprawdę tego chcę.
Ale ten nowy chłopiec miał tylko dwanaście lat. Jak to możliwe, że już go miał?
Było w nim coś jeszcze, co wywołało zimny dreszcz w moim żołądku, w jednej chwili zabijając motyle. Nie potrafiłam tego wyjaśnić, ale nie wyglądał na tak ożywionego jak inne dzieci. Wydawał się bardzo zimny, cichy. Niesympatyczny.
Pokręciłam głową, karcąc się w duchu za ocenianie go, zanim go jeszcze przywitałam. Mama mówiła, że nie wolno oceniać ludzi, których się nie zna.
Więc przywołując uśmiech na twarz, podbiegłam do niego, znów czując podekscytowanie.
— Cześć! Czekałam na ciebie! — Mój uśmiech był najpromienniejszy z możliwych.
Niestety, on tylko spojrzał na mnie chłodno, w żaden sposób nie zachowując się jak inne dzieci.
— Jestem Vaelith, ale mówią na mnie Vae — kontynuowałam, wyciągając rękę na powitanie.
Ale jego reakcja była taka sama — pusta i ponura.
Powoli spuścił wzrok na moją wyciągniętą dłoń, ale jej nie uścisnął.
Mój uśmiech w końcu zniknął, a w piersi poczułam kłucie. Co było nie tak? Nie polubił mnie? Ale mama mówiła, że jestem bardzo lubianą osobą. Mnóstwo ludzi lubiło mnie już przy pierwszym spotkaniu.
Tatuś wkroczył do akcji, odchrząkując. — Uh... On po prostu musi odpocząć, Vae. Nadrobicie zaległości później.
Opuściłam rękę, a w mojej piersi wezbrała bolesna emocja. Może powinnam pobiec do pokoju i się wypłakać. Czułam się odtrącona.
Mama wyszła już z domu i stanęła obok mnie.
— Witaj, słodziaku. Jak się miewamy? — Pochyliła się nad chłopcem, mierzwiąc mu włosy palcami.
Ale on wciąż był zimny i pozbawiony emocji. Co z nim było nie tak?
Mama zerknęła na tatę, po czym znów spojrzała na chłopca, chichocząc. — Więc, jak masz na imię, co?
— Nikomu nie chce powiedzieć — odpowiedział tatuś, prawdopodobnie oszczędzając mamie trudu wielokrotnego pytania.
Smuciłam się, teraz już mierząc chłopca gniewnym spojrzeniem. Jak można być takim mrukiem? Nie lubiłam go!
— Och — mama zaśmiała się wymuszenie, dotykając ucha. — Cóż, myślę, że możemy to naprawić, prawda? Chodźcie już. Przygotowałam lunch.
Kładąc rękę na moich ramionach, odwróciła mnie i poprowadziła w stronę domu.
— Cześć, Vae — powiedział nagle obcy głos.
Mama zatrzymała się w tym samym momencie co ja. Zaskoczenie odmalowało się na mojej twarzy, gdy gwałtownie się odwróciłam, by na niego spojrzeć.
To był mój nowy brat; w końcu coś powiedział.
— C-cześć — uśmiechnęłam się.
Ale mimo że mnie zauważył, spojrzenie jego oczu pozostało zimne, mroczne i nieprzyjazne.
Później tego dnia podsłuchałam rozmowę mamy i taty w kuchni.
— Pan Aldridge powiedział, że przywieziono go w takim stanie niecały tydzień temu. Ledwo z kimkolwiek rozmawia, woli być sam i nie chce nawet podać swojego imienia — mówił tatuś.
— Chłopiec w jego wieku z tatuażami? Co u licha mu się przytrafiło? — zapytała mama szeptem, siekając warzywa na wyspie kuchennej.
— Cóż, nie wiedzą, co się stało. Po prostu znaleźli go na ulicy, jak bił inne dziecko. Odkryli, że jest bezdomny i go przygarnęli. Myślą, że wszystko będzie dobrze, jeśli zamieszka w kochającej rodzinie. Dzięki Bogu, że zgłosiliśmy się na ochotnika.
Zrobiło mi się żal mojego nowego brata i próbowałam się do niego zbliżyć, ale on zawsze był wobec mnie taki chłodny.
Kiedy oferowałam mu cukierki, mówił, że ich nie lubi i odmawiał.
Nie chciał się ze mną bawić, oglądać filmów ani czytać bajek, nawet gdy odwiedzał mnie mój najlepszy przyjaciel, Jace. Zawsze siedział w swoim pokoju, układając puzzle — jedyny rodzaj gry, którą kochał.
Trzy dni po jego przyjeździe mama nadała mu imię. Ale nie wydawało się, żeby mu się spodobało; zawsze nas ignorował, gdy go tak wołaliśmy.
Potem zaczęłam zauważać coś dziwnego. On zawsze się we mnie wpatrywał.
Kiedy jedliśmy przy stole, jego oczy skupione były głównie na mnie. Kiedy bawiłam się w salonie i myślałam, że jest w swoim pokoju, nagle dostrzegałam go, jak obserwuje mnie z kąta.
Stało się to nieco niepokojące, bo nigdy nie wypowiadał ani słowa i nigdy się do mnie nie przyłączał.
Ale pewnej nocy obudziłam się i zobaczyłam, że zjadł kilka moich cukierków.
Nie byłam zła, że wziął je bez pozwolenia. Byłam raczej zaskoczona, że je zjadł, skoro wcześniej twierdził, że ich nie lubi.
Potem pewnego dnia — tydzień po jego przyjeździe — zrobił jedną z najbardziej niewiarygodnych rzeczy.
Bawiłam się moim szkicownikiem w salonie, gdy usłyszałam skrzeczenie ptaka.
Zerwałam się na równe nogi, wybiegłam na zewnątrz i zastałam najbardziej przerażający widok. Mój brat trzymał Pippę, zaciskając dłoń na jej szyi, dusząc ją.
Moje nogi zastygły, twarz mi pobladła, a oczy rozszerzyły się, jakbym zobaczyła ducha.
Chciałam krzyczeć, ale nie mogłam. Słowa zamarły mi w gardle.
Dusił ją tak mocno, że jej szyja niemal oddzieliła się od reszty ciała.
Kiedy w końcu odwrócił się, by na mnie spojrzeć, odzyskałam głos. Ale mój język wydawał się, jakby podwoił swoją wielkość.
— Co ty... Co zrobiłeś... —
Nie potrafiłam mówić poprawnie. Rzucił martwą Pippę na ziemię, a na jego złej twarzy pojawił się grymas.
— Nie chciała przestać piszczeć — wypowiedział te słowa, jakby właśnie pozbył się zwykłej zabawki.
Wtedy moje gardło się rozluźniło i wrzasnęłam — tak mocno, że upadłam na pupę.
.....
Mama i tatuś byli tak samo zszokowani jak ja, a jeszcze bardziej przerażające było to, że chłopiec zdawał się nie rozumieć, co zrobił źle.
Płakałam przez długi czas, zarówno z powodu straty Pippy, jak i ze strachu przed życiem z „potworem”. Bo oczywiście był potworem. Tylko potwory mogły zrobić coś takiego.
To nie był taki brat, o jakim marzyłam.
Tego dnia mama i tatuś pokłócili się o to.
— Powinniśmy go odesłać. Ten chłopiec jest wyraźnie niestabilny — upierał się tatuś.
— Nie! On po prostu potrzebuje więcej opieki i uwagi. Powinniśmy zamiast tego umówić go na spotkania z terapeutą.
— Kochanie, on zabił małego ptaszka gołymi rękami! Ja sam nigdy nie byłbym do tego zdolny. A ten chłopiec ma tylko dwanaście lat! On jest obłąkany!
Po raz pierwszy żałowałam, że mama nie posłuchała taty i nie odesłała tego potwora. Ale pod koniec burzliwej kłótni to ona wygrała, zdoławszy przekonać tatę, by dał mojemu bratu jeszcze trochę czasu.
Ale odmówiłam spania w domu i spędziłam noc u Jace'a. Mama Jace'a i moja mama były bliskimi przyjaciółkami. A ponieważ Jace i ja byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, jego matka nie miała nic przeciwko temu, bym u nich została.
Jace pocieszał mnie, obiecując, że nigdy nie pozwoli, by ten potwór mnie skrzywdził.
Ale następnego dnia byłam już w domu, a mój brat rzucił mi dziwne spojrzenie, gdy wchodziłam do środka. Sprawiło to, że stałam się bardzo nerwowa; trzymałam go na dystans.
Sytuacja stała się jeszcze bardziej niekomfortowa, gdy zaczął wydawać się zły za każdym razem, gdy Jace był w pobliżu. Nie chciał się z nami bawić, a mimo to zawsze patrzył na Jace'a w sposób, który mnie niepokoił, jakby nie podobał mu się fakt, że on jest ze mną.
Pewnej nocy wydarzyło się coś dziwnego.
Spałam głęboko, gdy poczułam lekki dotyk na jednym boku twarzy. Najpierw odwróciłam się, myśląc, że to mama. Ale wtedy usłyszałam cichy szept: „Moja”.
Moje oczy gwałtownie się otworzyły i rozszerzyły jeszcze bardziej, gdy padły na twarz mojego brata, potwora. Cichy krzyk wyrwał się z mojego gardła, gdy usiadłam.
Był środek nocy, a on siedział na krawędzi mojego łóżka, pochylając się nad moją twarzą i przyglądając mi się jak jakiemuś przedmiotowi.
Skóra mi cierpła ze strachu. Z jakiegoś powodu bardzo źle się z tym czułam. W ogóle mi się to nie podobało.
— C-co ty tu robisz? — zapytałam drżącym głosem.
Było coś w jego oczach, co sprawiło, że poczułam jeszcze większy niepokój. Jak na kogoś tak młodego, posiadał w oczach tyle mroku. Tyle chłodu.
Nie sądziłam, że odpowie, bo rzadko to robił, gdy zadawałam pytania, ale ku mojemu zdumieniu powiedział: — Chciałem spędzić z tobą trochę czasu.
Powinnam czuć się szczęśliwa. Mój starszy brat po raz pierwszy chciał spędzić ze mną czas. Ale coś w sposobie, w jaki to powiedział, sprawiło, że poczułam się nieswojo. Poza tym było bardzo późno. Dlaczego zakradł się do mojego pokoju w ten sposób?
Wciąż też nie otrząsnęłam się po sytuacji z ptakiem.
— Ja... Nie chcę. Jest późno — moje usta lekko drżały, gdy odpowiadałam.
Wciąż siedziałam, zaciskając dłonie na prześcieradle obok siebie. Chciałam tylko, żeby sobie poszedł.
Patrzył na mnie przez chwilę, zanim pochylił się nad łóżkiem.
— Dlaczego? — Nie sądziłam, że to możliwe, ale jego głos stał się jeszcze zimniejszy. — Dlaczego nie mogę być z tobą?
— Po prostu idź sobie! — Mój głos podniósł się o ton.
Obecność jego samego ze mną, w moim ciemnym pokoju, zalała mnie wspomnieniami Pippy duszonej przez niego na śmierć. Mógłby z łatwością zrobić mi to samo. Prawda?
Jeśli nie wyjdzie zaraz, będę musiała zawołać mamę i tatę.
Ale na szczęście do tego nie doszło; odsunął się i wstał. Spojrzał na mnie gniewnie, dając mi do zrozumienia, że jest zły, i przez chwilę bałam się, że mnie skrzywdzi.
Ale na szczęście po prostu się odwrócił i wyszedł.
Cztery dni później wydarzyło się najgorsze.
Jace i ja bawiliśmy się na podwórku, śmiejąc się i biegając ochoczo. Pobrudziłam sobie twarz ziemią i gdy Jace próbował mi ją wytrzeć, pojawił się mój brat.
— Zdejmij z niej ręce — rozkazał.
Zawsze wyglądał na złego, gdy widział, jak bawię się z Jace’em, ale dzisiaj wyglądał na jeszcze bardziej wściekłego. Pałającego żądzą zemsty. Nigdy nie widziałam czegoś podobnego.
— Hej, o co chodzi? Jest jakiś problem? — zapytał Jace, szczerze zdezorientowany, zabierając rękę z mojej twarzy.
Wyraz twarzy brata jeszcze bardziej stwardniał. — Nie masz prawa jej dotykać. Nigdy więcej.
Moje brwi zmarszczyły się w grymasie, gdy patrzyłam na niego skonsternowana. Co z nim było nie tak?
Jace prychnął. — O czym ty gadasz? Dlaczego nie mogę jej dotykać? Jest moją przyjaciółką. Poza tym — znów wyciągnął rękę do mojej twarzy, wycierając brud — tylko ją czyściłem.
To, co stało się później, nastąpiło błyskawicznie.
Mój brat podniósł kawałek drewna leżący na ziemi i zaatakował nim Jace'a. Krzyk wyrwał się z mojego gardła, gdy patrzyłam, jak Jace jest uderzany w głowę, nogi i inne części ciała.
Upadłam na ziemię, krzycząc i cofając się na pupie. Strach, jakiego nigdy wcześniej nie czułam, całkowicie mnie sparaliżował.
Jace bezwładnie osunął się na ziemię, a z boku jego głowy zaczęła płynąć krew.
Mój brat wciąż trzymał drewno w dłoni, gdy na mnie spojrzał, a ja poczułam, jak moje płuca natychmiast przestają pompować powietrze.
Jęknęłam i odsunęłam się, chcąc znaleźć się jak najdalej od niego. Ale będąc na ziemi, było to niemożliwe i wkrótce kucnął przede mną.
Jego oczy wciąż wyglądały na ciemne i pełne gniewu, ale gdy uniósł dłoń do mojej twarzy, pojawił się w nich cień miękkości. Zamknęłam oczy i znów wrzasnęłam, myśląc, że mnie uderzy, ale on zamiast tego odgarnął kilka luźnych kosmyków włosów, zakładając je za moje ucho.
— Siostrzyczko — wymruczał, gładząc palcem mój policzek.
Zadrżałam, a łzy spłynęły mi po twarzy.
Wtedy szepnął to samo słowo, które usłyszałam tamtej nocy: „Moja”.