ZABAWNIE jest myśleć, że jeszcze kilka miesięcy temu moim największym zmartwieniem było to, kiedy w końcu objawi się mój wilk. Kiedy będę wystarczająco duża, by dołączyć do rodzinnych, tajnych rozmów przy kolacji? Kiedy będę wystarczająco dojrzała, by dołączyć do brata i sióstr na polowaniach, treningach i zabawach w lesie? Teraz wydaje się to takie niedorzeczne. Myśleć, że kiedyś uważałam wszystko za niesprawiedliwe.
Teraz marzę tylko o tamtych dniach. Chciałabym, żeby tu byli, przedrzeźniali mnie, śmiali się ze mnie, bo Ojciec po raz kolejny nie pozwolił mi wyjść z nimi na polowanie. Chciałabym, żeby moja matka tu była, gładziła mnie po włosach, mówiąc, że mam najpiękniejsze i najbardziej jedwabiste włosy, choć wiedziałam, że kłamie, i powtarzała, że wszystko będzie dobrze.
Ale życzenia to nic innego jak mrzonki. Sny, o których myślisz, gdy twoje życie zaczyna staczać się w przepaść. Życzenia to tylko bajki.
A ja nie mam luksusu na takie bajki.
— Co masz na myśli? — syczę do ciotki, piorunując ją wzrokiem. To za dużo. Zdjęcia, wspomnienia, koszmary, które prześladują mnie nawet w dzień. Wszystko to było dla mnie tragedią. Wciąż jest. Nie mogę uwierzyć i nie chcę wierzyć, że ta kobieta, moja ciotka Rowena — jakkolwiek dziwna i odpychająca by nie była — zabrałaby mnie z powrotem do nocy, w której straciłam wszystko.
— Lyra, słuchaj...
— Nie, ty słuchaj! — krzyczę. Moje dłonie drżą u boków. — Czy ty o tym wiedziałaś?
Ona milczy.
Śmieję się. — Oczywiście, że wiedziałaś. Spójrz na to! — Kopnęłam stół, na którym pokazała mi wszystkie zdjęcia tak zwanej Watahy Księżycowego Drapieżnika. — Wiesz o nich wszystko. Bardzo dobrze! Ale dlaczego mnie tu zabrałaś? Dlaczego kazałaś mi przyjechać, wiedząc, że jest tu wataha, która z zimną krwią zniszczyła moją rodzinę?
— Nie powinnaś była spotkać ich tak szybko. — Ciocia Rowena zaciska zęby. — To był błąd.
— O, więc miałam ich spotkać, ale nie tak szybko? Powiedz mi, ciociu, kiedy powinnam była ich spotkać?
— Posłuchaj, Lyra, nie to miałam na myśli. Chciałam powiedzieć, że miałam ci o tym wszystkim najpierw opowiedzieć, żebyś wiedziała, czego się spodziewać...
— I co! — krzyczę z frustracji. Oddech mi się rwie. Tak bardzo swędzą mnie ręce, żeby coś chwycić i rzucić tym o ścianę. — Czego ode mnie oczekujesz, co? To są mordercy moich rodziców! A ja tu jestem, niezdolna, by cokolwiek z tym zrobić. Ta wataha zrujnowała mi życie, a ja tak bardzo się ich bałam tam w lesie!
Ciocia Rowena próbuje mnie uspokoić. Chwyta krzesło, odsuwa je dla mnie, a sama siada po drugiej stronie stołu. Spokojnie zamyka książkę. Kobieta, która jest żywym odbiciem mojej matki, uśmiecha się czule, wyglądając na troskliwą i najbardziej kochającą ciotkę. Oblizuje usta. — Przepraszam — mówi tak cicho. — Przykro mi, że musiałaś się o tym dowiedzieć w taki sposób.
Widząc jej rezygnację, wypuściłam drżący oddech. Serce łomocze mi w piersi, walcząc o odrobinę powietrza. Ale wiedza o mordercach mojej rodziny czających się w lesie zaledwie kilka mil stąd sprawia, że cały tlen w moich płucach zamarza.
— Proszę, usiądź, Lyra. Pozwól mi się wytłumaczyć — błaga. — Proszę.
Odsuwam krzesło i siadam.
— Tak, wiem o Wasze Księżycowego Drapieżnika. I tak, wiem, że powinnam była ci o tym powiedzieć, zanim tu przyjechałaś. Ale myślałam, że nie przyjedziesz, jeśli będziesz wiedzieć — patrzy na mnie ze smutkiem. — A nie chcę, żebyś żyła sama, błąkając się po świecie bez rodziny.
— Nie żałuj mnie — wypluwam. — Gdzie byłaś przez całe moje życie? Nawet cię nie znam. Nawet nie wiedziałam, że w ogóle mam jakąś ciotkę.
Zamyka na chwilę oczy, jej dłonie zaciskają się na blacie stołu. — Wiesz już, co się stało. Nie mogłam być w twoim życiu wtedy, ale chcę w nim być teraz. Jestem jedyną osobą, która ci została.
I to prawda. Ona jest jedyną, którą mam. Jakiekolwiek podobieństwo do tego, co kiedyś miałam, czyli do mojej matki. Nie mam krewnych, a przynajmniej żadnych, którzy dbaliby na tyle, by się ze mną skontaktować, i ona ma rację. Nie chcę żyć sama.
To po części dlatego zdecydowałam się przyjechać.
— Więc dlaczego nie powiedziałaś mi o watasze?
— Bo byś nie przyjechała, prawda?
— Oczywiście, że nie.
Uśmiecha się. Jej dłonie sięgają po moje. — Przykro mi, że musiałaś się o tym dowiedzieć w ten sposób. Uwierz mi, nie miałam zamiaru cię tak zranić.
— Skąd wiedziałaś, że to oni? — pytam. Pozwalam jej gładzić moje ręce, udając, że to ręce mojej matki. Wiem, że to smutne, ale nie mogę przestać myśleć, że choć moja matka nie żyje, wciąż jest tu ze mną, chroni mnie, prowadzi ku czemuś znacznie bardziej wartościowemu.
Ciocia Rowena wzdycha. — To muszą być oni.
— Nie możesz oskarżać tak całej watahy — kłócę się. Cofam gwałtownie ręce i widzę, że ją to odrobinę zabolało.
— Chodzą słuchy, szeptane wieści o morderstwie twojej rodziny. Watahy się zbroją, budują ochronę przed wrogami. Panuje chaos. Rozchodzą się pogłoski, że są takie watahy, które próbują zmusić wszystkich do uległości, by stać się jedynymi władcami. Tamtej nocy widziano Watahę Księżycowego Drapieżnika w pobliżu waszego domu. Czaili się w mroku, obserwowali, opuszczali miejsce zbrodni.
Przełykam ślinę. Moje ręce znów drżą. Wszystko wydaje się rozmazane. Jeśli to prawda, to właśnie spotkałam zabójcę mojej rodziny.
Viktor Mordrake. Wilk, który chronił mnie przed swoją watahą w lesie, był Alfą grupy, która zaatakowała całą moją rodzinę.
— Dlaczego my? — drżącą dłonią pocieram twarz. — Dlaczego moja rodzina? Dlaczego nie mogła to być jakaś inna rodzina? W okolicy jest mnóstwo wilkołaków. Dlaczego my?
— Nie wiem — kręci głową. — Nie mam pojęcia dlaczego. Niektórzy mówią, że to był przypadkowy atak. Inni twierdzą, że to dlatego, że twój ojciec był bardzo ważną osobą. Pochodził z wysoce szanowanego rodu wilkołaczych rodzin i pracował w ministerstwie. Był jednym z tych, którzy mieli moc, by obalić każdego Alfę działającego wbrew prawu, regulując świat nadprzyrodzony we współpracy z ludźmi.
— To niemożliwe — nie chcę wierzyć, że to jedyny powód. — To nie ma sensu. Po co mordować całą moją rodzinę?
— Oni są tacy bezwzględni. Nie dbają o to, kogo zabijają. Viktor Mordrake ma reputację znaną tylko ze złych rzeczy. Jest żądny krwi. To tyran. Zabija ludzi, którzy stają mu na drodze, i jest głodny władzy. Przez lata wszyscy próbowali okiełznać tę watahę, ale bezskutecznie. Został Alfą w bardzo młodym wieku, z powodu, który sprawia, że dorośli mężczyźni drżą ze strachu.
— Jakiego?
— Zabił poprzedniego Alfę.
— Kto to był?
— Jego własny ojciec.
On jest obłąkany, pomyślałam z ukłuciem lęku. Strumień potu obficie spływa mi z czoła, choć chłód płynący z gęstej mgły na zewnątrz sprawia, że wszystkie włoski na moim ciele stają dęba.
Chwytam krawędź stołu. — Gdzie oni mieszkają?
— Zamieszkują małą wyspę niedaleko stąd — mówi ciocia Rowena. — Dlatego powiedziałam, że nie powinnaś ich spotkać tak szybko. Rzadko zdarza im się przeprawiać między wyspami i błąkać po lasach.
— Ale to jest ich terytorium?
— Tak. Posiadają wiele ziem. Kilka lat temu Viktorowi udało się obalić tutejszego Alfę. Większość czasu tylko krąży po lasach, dlatego ludzie nie mają z nim problemów. A reszta watahy poprzysięgła mu wierność.
— To za dużo jak na jeden raz — tylko tyle zdołałam powiedzieć. Wstaję z krzesła i chwiejnym krokiem idę do swojego pokoju.
— Lyra — woła ciocia Rowena. Zatrzymuje się, gdy oglądam się za siebie. — Nie zrób nic głupiego. Kiedy zdecydowałaś się przyjechać, byłam szczęśliwa. I nie sądziłam, że kiedykolwiek skrzyżujesz z nimi ścieżki. Planowałam powiedzieć ci to dziś wieczorem, przy naszej pierwszej wspólnej kolacji, ale plany nie zawsze wychodzą, prawda?
Uśmiecham się tylko.
— Kiedy miałaś zostać zaatakowana — kontynuowała ciocia Rowena. Zatrzymałam się. — Dlaczego Viktor Mordrake stanął przed tobą?
Smarzczyłam brwi, mgliście pamiętając, co się stało. Pamiętam tylko tę część, w której owładnął mną strach przed śmiercią. Mój najgorszy lęk się ziszczał: miałam zostać rozszarpana i pożarta przez watahę wilków, będąc całkowicie bezbronną. Musiało być ze mną coś nie tak, skoro tak łatwo przyszło mi pomyśleć, że Viktor Mordrake faktycznie próbował mnie chronić.
— Nie wiem — powiedziałam zgodnie z prawdą. — Już nic nie wiem.
















