NIE MIAŁAM czasu przetworzyć tego, co się działo, zanim dłoń Marthy uderzyła Garry'ego prosto w tył głowy, która z głośnym łupnięciem opada dosłownie na drewniany blat. Wzdrygam się, współodczuwając jego ból. On jęczy głośno i wyraźnie, wydając z siebie przenikliwy skowyt, który sprawiłby, że las na zewnątrz by się wzdrygnął. Mam na myśli to, że w ogóle nie mogłam winić mężczyzny. Martha ma piekie
















