IDZIEMY z Viktorem przez las w relaksującej ciszy, kąpiąc się w cieple słońca świecącego nad naszymi głowami. Wiatr wciąż wieje od czasu do czasu, szeleszcząc liśćmi na drzewach, mierzwiąc mi włosy i wywołując na moich ustach lekki uśmiech. To nie wydaje się dziwne, choć powinno. Nawet jeśli jestem spięta jak te drzewa i sztywna jak gałęzie, czuję się komfortowo, idąc ramię w ramię z nim. Myślałam
















