PRZYBYŁAM kilka minut przed dziewiątą, powłócząc nogami po brudnym chodniku. Zmuszałam się do pójścia do chaty, którą ciocia Rowena tak cierpliwie mi wskazywała, nie wiedząc, że zeszłotygodniowy deszcz zamienił wszystko w błoto. Opadłe liście tworzą coś w rodzaju bezpiecznego przejścia, gdy w końcu staję na małych schodkach przed wejściem i pukam.
Casper otwiera drzwi. Po wyrazie jego twarzy widzę
















