„A CO JEŚLI ktoś przyjdzie?” – pytam po raz milionowy.
„Nikt tu nie przyjdzie” – odpowiada cierpliwie Viktor. Stoi nad drewnianym kuchennym blatem, zajmując się mięsem i warzywami. Wygląda przy tym tak normalnie, tak zwyczajnie, że prawie zapomniałam, iż potrafiłby przebić kogoś własnymi palcami, wyrwać mu wątrobę, zjeść ją na śniadanie i wciąż nie czuć się syto.
„Skąd ta pewność?”
Unosi nóż kuche
















