VIKTOR ani na chwilę nie spuszcza ze mnie wzroku, odkąd usiadłam na jednym z hokerów przy kuchennej wyspie, by zjeść zupę, którą przygotowała dla mnie Martha. Jego oczy śledzą każdy mój ruch, chłonąc każde najdrobniejsze poruszenie, niczym głodny drapieżnik obserwujący swój kolejny posiłek. Z trudem przełykam kolejne łyżki, nie z powodu temperatury zupy, ale dlatego, że nie potrafię otrząsnąć się
















