NIEBO zasnuła szara płachta, tak gęsta, że nie potrafiłam odróżnić dnia od nocy. Nie było żadnej granicy między nieboskłonem a chmurami. Wiedziałam, że jest sam środek dnia tylko dzięki hałasowi dobiegającemu z zewnątrz. Słyszałam kilka ciężkich kroków, a potem okrzyki; słyszałam biegnących ludzi, a kiedy otworzyłam wielkie okno w pokoju, o którym wiedziałam już, że należy do Viktora, zobaczyłam m
















