Zdobyta przez zabójczego Alfę

Zdobyta przez zabójczego Alfę

Autor: Lulu Wild

Rozdział 06 - Ogień płonący w pamięci
Autor: Lulu Wild
14 cze 2026
PIERWSZY jęk, który wydobył się z ust Caspera, w końcu zmusił mnie do ruchu. Adrenalina jest zbyt silna. Pompuje moją krew niczym maszyna. Nie zastanawiałam się ani chwili, gdy rzuciłam się całym ciałem między nich, rozdzielając te dwie istoty całą swoją siłą woli. Wiedziałam, że nie zdołałabym go odepchnąć. Viktor jest zbudowany jak buldożer, a potrzeba kogoś o podobnej masie, by móc go ruszyć. Ale nie chcę o tym myśleć, bo wyglądało na to, że ten mężczyzna, sam owiany złą sławą Alfa, pozwolił mi się odsunąć. On warczy. „Co ty wyrabiasz?” Świadoma osoby stojącej za moimi plecami, opuszczam ramiona i unoszę podbródek. Wiem, że igram z ogniem. I to nie z jakimś małym płomykiem, który można zdmuchnąć jak świeczkę. To pożar lasu, duszący wszystkich swoim dymem. Ale na odwrót jest już za późno. „Co ty wyrabiasz?” – powtarzam to samo pytanie, ściszonym głosem. Mam nadzieję, że nie zje mnie żywcem. Viktor wchodzi w światło, jedyny promień słońca prześlizgujący się między liśćmi. Zauważam znamię na jego ramieniu, które pulsuje, gdy on napina mięśnie. Nie poświęcam mu jednak więcej uwagi, bo prawdziwym zagrożeniem jest jego twarz. Ten groźny grymas. Głęboki, drżący warkot wydobywający się z jego piersi. „Nie igraj ze mną, Pip Cinder. Nie chcesz doprowadzić mnie do gniewu”. Pip Cinder? W moich oczach zbierają się drobne łzy, ale odpędzam je z całej siły, mrugając, by pozbyć się tej zdradzieckiej wilgoci. Nieważne, jak bardzo się teraz boję, nie zamierzam płakać przed Viktorem. Mężczyzną odpowiedzialnym za śmierć mojej rodziny. Unoszę podbródek jeszcze wyżej, żeby ukryć zaszklone oczy i wyglądać na bardziej pewną siebie. Rejestruję kątem oka, że on przygląda się chłopakowi za mną, jakby ten był obiadem, a Viktor nie jadł śniadania. Mój głos jest stabilny, gdy mówię: „Zaatakowałeś mojego przyjaciela”. „Twojego przyjaciela?” – Viktor przechyla głowę na bok. Jego gęste rzęsy omiatają policzek przy powolnym mrugnięciu. Uniósł brwi ze zdziwieniem. Alfa wydał z siebie dźwięk lekceważącego mlaśnięcia, jakby moje słowa nie zrobiły na nim wrażenia. „Proszę, powiedz, że to żart”. Poczułam ulgę, że nie zostałam natychmiast rozszarpana. Może uda mi się nas z tego wygadać. A później obrzucę Caspera kamieniami za to, że za mną polazł. To głupi pomysł. Wracanie do lasu i szukanie Viktora. Później sama też się tymi kamieniami obrzucę. Mija kolejna chwila. To powolne mruganie Viktora staje się coraz bardziej niecierpliwe. W końcu jego cierpliwość się wyczerpie, a na to nie mogę sobie pozwolić. „On jest... on jest, yyy...” – język mi się plącze. Jak długo wpatrywałam się w te przekrwione oczy, szukając w nich cienia litości i chęci wypuszczenia nas wolno? Głupio gubię się we własnych słowach. „Wczoraj wiedźma pomogła ci uciec. A teraz tak odważnie przyprowadzasz tu kolejną. Głupie, naprawdę. Ale odważne. Co ty wyrabiasz, Pip Cinder?” Znowu to imię. Pip Cinder. I to samo pytanie. Co ty wyrabiasz? „Nie przyprowadziłam go tutaj” – cedzę przez zęby. „Mówiłam ci, nie wiedziałam, że ktoś za mną idzie. Śledził mnie. Gdybym wiedziała, nie przychodziłabym tutaj”. „Mam w to uwierzyć?” „A ty co w ogóle tutaj robiłeś?” – pyta nagle Casper. Jego głos rozchodzi się echem po lesie, docierając prosto do uszu Viktora. I jeśli wcześniej wyglądał groźnie, to teraz wygląda jak samo uosobienie mordu. Wstrzymuję oddech. Casper mówi dalej, papla, jakby nie było jutra, ale ja nie słyszę ani słowa. Uszy mam zatkane od tego, jak mocno wstrzymuję powietrze. Przebijający dzwonienie w bębenkach blokuje wszystkie dźwięki oprócz chrapliwego oddechu mężczyzny stojącego kilka kroków przede mną. Casper jest nieświadomy wszystkiego, naiwnie sypie pytaniem za pytaniem, wspominając w pewnym momencie o mojej ciotce. Przełykam irytację, która rośnie z każdym bezsensownym słowem wylewającym się z jego ust. Kiedy dostrzegam błysk żółtawego złota w źrenicy Viktora, sięgam do tyłu i ściskam dłoń Caspera. Błąd. Bo Viktor warczy. To nie jest typowe, ludzkie warczenie. Warczy głośno i potężnie, niczym wilk w ludzkiej skórze, sprawiając, że dreszcze przebiegają zarówno mnie, jak i Caspera. Coś mignęło w moim polu widzenia i zauważyłam, że palce Viktora się wygięły. Paznokcie zastąpiły pazury. W momencie, gdy uświadamiam sobie, że Viktor zaraz się przemieni, puszczam dłoń Caspera i odruchowo wyciągam rękę, chwytając Viktora za ramię. Ja. Chwytam. Go. Za. Ramię. Pojawia się to okropne uczucie, że właśnie popełniłam fatalny błąd, ale dziwnym trafem czuję też, jak zalewa mnie fala spokoju. Przerażona tym, co zrobiłam, próbuję cofnąć rękę, ale jest już za późno. Viktor swoją drugą ręką chwyta mnie i przyciąga do swojego ciała. W powietrzu następuje jakieś wyładowanie. To było tak, jakby jeden koniec w końcu się domknął i odnalazł drugi, tworząc idealne koło. Zniknął rozległy las, złote pola, drzewa, słońce mrugające zza konarów. Byliśmy tylko my dwoje. I choć tylko jego dłoń i mój nadgarstek stanowiły punkt styku skóry ze skórą, czułam, jak jego dotyk krąży po całym moim ciele. Płonę. Nie czuję już spokoju. Między naszym dotykiem kipi gwałtowne uczucie. I sądząc po jego minie, on czuje to samo. Viktor pochyla głowę, jego usta znajdują się cale od moich. „Nigdy więcej tego nie rób”. „Czego?” – brakuje mi tchu. Szczerze mówiąc, to żenujące, jak szybko potrafię zmienić się w kompletną miazgę pod jego wpływem. Zeszłej nocy udało mi się przespać zaledwie kilka godzin, zanim koszmar o tragicznej śmierci mojej rodziny obudził mnie w rozpaczy. Nie mam więc teraz zbyt wielkiej samokontroli. A przynajmniej tak sobie wmawiam. „Dotykania ciebie?” – pytam nieśmiałym głosem. Podkurczam palce, próbując wyrwać swój nadgarstek z jego uścisku, ale oczywiście mi się to nie udaje. „Nie” – warczy prawie ze złością. Jakby myśl o tym, że miałabym go już nigdy nie dotknąć, była niedorzeczna i absolutnie nie do zniesienia. „Dotykania jego”. Położył taki nacisk na słowo „jego”, że znów zaczęłam bać się o życie Caspera. „Przepraszam, ale co to ma z tobą wspólnego?” – mrużę oczy, nie chcąc, by dostrzegł strach, który na pewno bije z moich źrenic. Zmuszam się, by przypomnieć sobie, że ten człowiek jest mordercą. To Alfa, którego wataha jest przyczyną mojego tragicznego życia. Po chwili cichego zastanowienia spoglądam na Caspera szukając wyjaśnienia, ale on tylko unosi ręce w geście udawanego alarmu. „Mogę dotykać kogo chcę”. Przysięgam, spojrzenie Viktora wystarczyłoby, by rozpalić ogień wewnątrz tego złotego obsydianu. „Nic mu nie rób. Dopiero co go poznałam. To chłopak na posyłki przysłany przez moją ciotkę, żeby coś mi przekazać. To wszystko. Musiał widzieć, jak idę sama do lasu i postanowił pójść za mną” – wyjaśniłam niechętnie, myśląc jednocześnie, że w ogóle nie jestem mu winna żadnych wyjaśnień. „W to akurat jestem w stanie uwierzyć”. Viktor uśmiecha się drwiąco, zakładając mi kosmyk włosów za ucho. Drgnęłam. Całe moje ciało zareagowało. To tak, jakby w mojej krwi płynął prąd elektryczny, rozchodzący się po każdej żyle. Zaciskam mocno oczy, walcząc z falą irytacji na to, jak bardzo on na mnie działa. Jego palce spoczywają przez kilka sekund między moim uchem a policzkiem, zanim mnie puszcza. Jego dłoń wciąż jednak zaciska się na moim nadgarstku. „Twoja ciotka. Czy to ta kobieta z wczoraj?” Potakuję, przypominając sobie tamto zdarzenie. Moja ciotka pojawiła się znikąd, zdołała wpędzić kilku wilkołaków, w tym ich potężnego Alfę, w serię cierpień i katuszy, i zabrała mnie do domu. Choć przypomnienie sobie, jak bezradna byłam w obronie własnej, było frustrujące, nie mogłam powstrzymać wdzięczności wobec ciotki. Przypominam sobie, żeby później jej podziękować. „Tak” – potwierdziłam. „To ona”. „I jest wiedźmą”. „A to nie twój interes” – wypalam, próbując uwolnić ramię. Ale uścisk Viktora się zacisnął. Nie na tyle mocno, by sprawić ból, ale wystarczająco, bym nie mogła się wyrwać. Osobiście najchętniej rzuciłabym mu kamieniem w twarz. Czy w ogóle można walczyć z kimś tak majestatycznym i potężnym jak on? Muszę unieść głowę, by móc dostrzec te złote drobinki w jego oczach. Jego wzrost dominuje nad moim drobnym ciałem, zajmując całą przestrzeń, przez co nie potrafię przestać czuć się... dobrze. „Puść. Mnie”. Patrzę, jak jego oczy błyskają jaskrawą żółcią, zanim powoli, niemal jakby wbrew swojej woli, puszcza moją rękę. Viktor obserwuje mnie jak jastrząb. „Lyro. Nie podoba mi się, gdy widzę cię z nim. Albo z twoją ciotką”. W środku tego wszystkiego usłyszałam parsknięcie Caspera. Viktor postanawia to zignorować, bo jego wzrok pozostaje przykuty do mnie z ogromną siłą. Przełykam ślinę, czując intensywność jego spojrzenia. „Nie wiesz, do czego są zdolni”. Wkrótce to moja kolej, by wpatrywać się w niego intensywnie. Muszę mrugnąć, by wzrok mi się wyostrzył, ale pozwalam sobie na odwagę i stoję przed nim wyprostowana. On chce, żebym trzymała się z daleka od jedynej rodziny, jaka mi została? W mojej pamięci zapłonął ogień. Jego blask jest tak ostry, że przesłania wszystko poza zarysem tej jednej, tragicznej nocy. Przebłyski krwi i połamanych sylwetek, które atakują mnie za każdym razem, gdy zamykam oczy. Przyjmuję to za każdym razem z ulgą, bo to kojące móc poczuć cokolwiek po tych ostatnich kilku miesiącach. Wiem, co powinnam czuć. Furię. Gniew. Nawet strach. A jednak, rozważając swoje położenie, czuję jedynie zmęczenie. Kręcę głową, próbując odegnać te widmowe płomienie. Huczący w moim mózgu ogień przygasł, pozwalając światu wokół mnie odzyskać nieco barw. Ale dominuje w nich złoto. Żółć tak jasna, że przeszywa mi serce. Staję na palcach, przybliżając się do niego. Viktor pochyla głowę, gdy szepczę: „Twoje zdanie nic dla mnie nie znaczy. Jesteś nikim” – on zaciska szczękę. „I nigdy nikim nie będziesz”. Wykorzystując moment jego szoku, pociągam Caspera i wybiegamy z lasu. Upartość i determinacja, które pielęgnowałam w sobie przez całą noc, w końcu zaczynają dochodzić do głosu. Skoro ciotka nie chce, bym robiła nic głupiego, postanowiłam, że muszę wziąć sprawy w swoje ręce. Zamierzam się zemścić. I muszę sprawić, by ta zemsta była dotkliwa.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki