Kaelith odwróciła się i rzuciła do ucieczki. Las był zadbany; nie było tu chaszczy, jeżyn ani powalonych drzew. Jej stopy miękko uderzały o igliwie pokrywające ziemię, gdy dawała z siebie wszystko. Nogi paliły ją żywym ogniem, zmęczone już trzydziestominutowym biegiem.
— Kaelith, musisz się przemienić! — krzyknęła Junia.
— Ja… nie… mogę… potrzebuję… pełni — dyszała Kaelith, skupiając się na drodze
















