Pomyłka w ciemności: Nosząc szczenię Alfy

Pomyłka w ciemności: Nosząc szczenię Alfy

Autor: Amonia

Rozdział 3
Autor: Amonia
16 mar 2026
Perspektywa Elle "Pani Miller…" – zaczęłam, próbując brzmieć normalnie pomimo tego wszystkiego, co się właśnie wydarzyło. "Elle." Jej głos przebił się przez linię, ostry i chłodny. Żołądek podszedł mi do gardła. "Jason został wybrany przez rodzinę Turingów. Rozumiesz, co to oznacza?" Nie czekała na moją odpowiedź. "Rodzina wilkołaków wybrała go do pracy bezpośrednio pod ich ochroną. To życiowa szansa." Oparłam się o ścianę windy, a moje nogi nagle zwiotczały. "To… wspaniale dla niego" – zdołałam powiedzieć, choć moje serce znów pękało. "Cieszę się szczęściem Jasona." "Naprawdę?" Jej ton był oskarżycielski. "Ponieważ właśnie nad tym pracowała nasza rodzina. Chyba nie myślałaś, że ktoś z ludzkiej społeczności – zwłaszcza z dzielnicy peryferyjnej – byłby odpowiedni dla mojego syna na dłuższą metę?" Drzwi windy się otworzyły, ale nie mogłam się ruszyć. Para czekająca na wejście spojrzała na mnie z niecierpliwością, a ja wybiegłam potykając się do holu, znajdując spokojny kąt w pobliżu rośliny doniczkowej. "Pani Miller, Jason i ja jesteśmy ze sobą od dwóch lat. Rozmawialiśmy o naszej przyszłości." Zaśmiała się, krótko i lekceważąco. "Przyszłości? Jaką przyszłość mogłabyś mu zaoferować? Pracę w tym żałosnym, małym ludzkim dziale w Rayne Group? Obie wiemy, że żaden człowiek nie dostanie awansu w tym dziale. Nie, Elle. Jason zasługuje na coś lepszego." Przygryzłam wargę tak mocno, że poczułam smak krwi. "Powinnam usłyszeć to od samego Jasona." "Jest coś jeszcze, o czym powinnaś wiedzieć" – kontynuowała, ignorując mój komentarz. "Tam jest pewna dziewczyna. Jej ojciec ma ogromne wpływy w tamtym mieście. Bardzo zainteresowała się Jasonem." Moja wolna dłoń zacisnęła się w pięść. "Więc dzwoni pani, żeby mi powiedzieć, że Jason zostawia mnie dla dziewczyny, którą dopiero co poznał?" "Dzwonię z grzeczności" – jej głos stwardniał. "Żeby zasugerować ci, abyś ułatwiła to wszystkim. Zakończ to sama. Nie zmuszaj do tego Jasona. Zawsze miał zbyt miękkie serce." Łzy znów zamazały mi wzrok. Po tym wszystkim, co razem przeszliśmy – zarwanych nocach na naukę, wspieraniu się nawzajem w problemach rodzinnych, oszczędzaniu na naszą przyszłość – to wszystko było skończone, ponieważ rodzina wilkołaków zaoferowała mu ochronę. A po tym, co wydarzyło się dzisiejszej nocy z Bradem Rayne'em, jakie miałam prawo czuć się zdradzona? Byłam teraz wybrakowanym towarem. Gdyby ktokolwiek z ludzkiej społeczności dowiedział się, że byłam z wilkołakiem – i to Alfą – zostałabym wykluczona. Żaden ludzki mężczyzna by mnie nie zechciał. "Rozumiem" – wyszeptałam, a mój głos się załamał. "Zrobię, o co pani prosi." "Dobrze. To bardzo... rozsądne z twojej strony." Brzmiała na zadowoloną z siebie. "Jason przyśle kogoś po swoje rzeczy później. Żegnaj, Elle." Połączenie zostało zakończone, pozostawiając mnie samą w hotelowym holu. Ludzie przemieszczali się wokół mnie – śmiejąc się, rozmawiając, żyjąc swoim normalnym życiem – podczas gdy moje właśnie rozpadło się na milion kawałków. Jakoś dotarłam z powrotem do mojego mieszkania, choć nie pamiętam samej podróży. W chwili, gdy zamknęłam za sobą drzwi, nogi pode mną ugięły się. Zsunęłam się na podłogę, a po mojej twarzy spływały ciche łzy. Dwa lata miłości. Dwa lata marzeń. Przepadły w jedną noc. Zostałam tam na podłodze, dopóki poranne światło nie przeniknęło przez moje cienkie zasłony. Sen nigdy nie nadszedł. Za każdym razem, gdy zamykałam oczy, widziałam twarz Jasona, potem bursztynowe oczy Brada Rayne'a, a potem rozczarowanie, jakie poczułaby moja matka, gdyby wiedziała, co zrobiłam. Gdy zadzwonił budzik, prawie wzięłam zwolnienie lekarskie. Ale potrzebowałam pieniędzy – zwłaszcza teraz, gdy miałam sama płacić czynsz. Powlekłam się więc do łazienki, krzywiąc się na swoje odbicie. Moje różnokolorowe oczy – jedno zielone, drugie niebieskie – były opuchnięte i przekrwione od płaczu. Cienie pod nimi wyglądały jak siniaki. Dotarłam do Rayne Group, wyglądając jak żywy trup. Moja kierowniczka działu, znerwicowana kobieta, która podlizywała się wilkołakom na stanowiskach kierowniczych, spojrzała na mnie tylko raz i zmarszczyła brwi. "Wyglądasz okropnie" – powiedziała zamiast powitania, rzucając stos teczek na moje biurko. "Wszystkie one muszą być dzisiaj przetworzone." Skinęłam głową mechanicznie. Kiedy odeszła, przeszedł obok menedżer wilkołak z działu sprzedaży, marszcząc nos z obrzydzeniem. "Dlaczego ludzka sekcja jest zawsze tak nieefektywna?" mruknął wystarczająco głośno, byśmy wszyscy usłyszeli. Moi współpracownicy mieli spuszczone głowy, ale zauważyłam, jak kilkoro z nich dyskretnie przesunęło nadmiar swojej pracy na moje biurko w ciągu całego poranka. W normalny dzień mogłabym coś powiedzieć. Dzisiaj milcząco przyjęłam to wszystko. Do południa moje ręce trzęsły się tak bardzo, że nie mogłam poprawnie obsługiwać kserokopiarki. Dwa razy nacisnęłam złe przyciski, marnując papier i czas. Kiedy w końcu zaczęła działać, przewróciłam kasetę z tonerem, plamiąc moją jedyną przyzwoitą bluzkę do pracy. "Niezły wyczyn, Różnooka" – zakpił jeden z moich ludzkich współpracowników, używając przezwiska, którego nienawidziłam. Moja heterochromia zawsze sprawiała, że się wyróżniałam, i to nie w pozytywnym sensie. W pokoju socjalnym podskakiwałam na każdy dźwięk, przerażona, że Brad Rayne może się pojawić. Za każdym razem, gdy otwierały się drzwi, odwracałam się gwałtownie z walącym sercem. "Wszystko w porządku?" zapytała Tina, jedna z niewielu przyzwoitych osób w naszym dziale. "Wydajesz się dzisiaj bardzo nerwowa." "W porządku" – skłamałam, wylewając gorącą kawę na raporty, które właśnie skończyłam. "Szlag!" Próbowałam ratować dokumenty, ale były zrujnowane. Musiałam zacząć od nowa. "I tak by tu nie zszedł" – mruknęłam do siebie, wycierając plamę po kawie. "Ktoś taki jak on nigdy nie odwiedziłby ludzkiej sekcji." Do wieczora byłam ostatnią osobą w naszym dziale. Wszyscy inni poszli do domu, zostawiając mnie z górami niedokończonej pracy. Mój wzrok się zamazał, kiedy wpatrywałam się w ekran, a słowa pływały mi przed oczami. Kiedy upuściłam teczkę po raz trzeci, w końcu przyznałam się do porażki. Zebrałam się na odwagę i poszłam do biura przełożonego. Jego drzwi były otwarte, a kiedy zapukałam, spojrzał z irytacją. "O co chodzi?" zapytał, nie zadając sobie trudu, by ukryć niesmak. "Chciałabym prosić o dwudniowe zwolnienie lekarskie." – powiedziała głosem, który był ledwie słyszalny. Zmierzył mnie wzrokiem, dostrzegając moją poplamioną kawą bluzkę i zapłakaną twarz. "Wyglądasz jak nieszczęście. Przychodzenie do pracy w takim stanie jest nieprofesjonalne. Reprezentujesz Rayne Group." Przełknęłam ślinę. "Przepraszam, proszę pana." "Dobrze. Ale to odbije się na twojej ocenie pracowniczej." Odwrócił się z powrotem do komputera, odprawiając mnie. Wyszłam z budynku oszołomiona, wpatrując się w ruchliwą ulicę przed sobą. Wilkołaki spacerowały pewnie, głośno rozmawiając, podczas gdy ludzie przemykali obok ze spuszczonymi oczami. Dwa odrębne światy dzielące tę samą przestrzeń. Powlekłam swoje wyczerpane ciało na dworzec autobusowy i wsiadłam do dalekobieżnego autobusu zmierzającego do ludzkiej społeczności na obrzeżach Moonshade Bay. Podróż trwała prawie godzinę, autobus trząsł się i kołysał, gdy przemieszczaliśmy się od lśniących dzielnic wilkołaków przez strefy mieszane, aż w końcu do zaniedbanych obrzeży, gdzie mieszkała moja rodzina. Moje serce wydawało się puste w piersi, kiedy patrzyłam na zmieniający się krajobraz, który stawał się coraz bardziej zrujnowany z każdą mijaną milą. Wszystko, czego chciałam, to zobaczyć moją matkę, jedyne pocieszenie, jakie mi pozostało na tym świecie.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 3 – Pomyłka w ciemności: Nosząc szczenię Alfy | Czytaj powieści online na beletrystyka