Punkt widzenia Brada
Po grze w golfa z Raymondem Carterem czułem się rześko.
– Panie Carter, dobrze pan grał – rzuciłem wspaniałomyślnie, gdy schodziliśmy z osiemnastego dołka. – Zechce pan dołączyć do mnie na popływanie? Basen rodziny Rayne'ów jest doskonały na ochłodę po grze.
Raymond uśmiechnął się, a wyraz jego twarzy był starannie wyważony. – Będę zachwycony, panie Rayne.
Ruszyliśmy do przebi
















