Punkt widzenia Brada
Wpatrywałem się w twarz Marissy, gdy pochylała się, by mnie pocałować, a na moich ustach igrał zimny uśmiech. Zuchwałość tej kobiety nie przestawała mnie zadziwiać.
– Naprawdę jesteś wyrachowana, prawda? – powiedziałem, a mój głos ociekał sarkazmem. – Czekałaś tu na mnie? Kto cię tu, do cholery, wpuścił?
W oczach Marissy mignęła niepewność, ale i tak parła naprzód, a jej usta
















