Perspektywa Elle
Stałam przed małym mieszkaniem mojej rodziny w ludzkiej dzielnicy, z dłonią zamarłą na klamce. Od krzyków dobiegających ze środka żołądek zwinął mi się w supeł. Rozpoznałam piskliwy głos babci Grace przebijający się przez cienkie ściany, a po nim dźwięk tłuczonego przedmiotu. Jakaś część mnie chciała się odwrócić i odejść, znaleźć inne miejsce na spędzenie nocy. Ale przebyłam całą tę drogę, by sprawdzić, co z moją przybraną matką.
Biorąc głęboki oddech, pchnęłam drzwi.
Scena, która mnie powitała, zmroziła mi krew w żyłach. Susan, moja przybrana mama, klęczała w salonie z opuszczoną głową, podczas gdy babcia Grace górowała nad nią, poczerwieniała z wściekłości. Rozbite ceramiczne kawałki były rozrzucone wokół kolan Susan.
"Nazywasz to czystym?" wrzasnęła babcia Grace, rzucając w twarz Susan kolejnymi odłamkami tego, co kiedyś było talerzem obiadowym. "Spójrz na te plamy! Jesteś ślepa, a do tego głupia?"
Susan nie podniosła wzroku, nie broniła się. Zauważyłam fioletowawy siniak tworzący się na jej czole. Jak długo tam klęczała?
Rzuciłam torbę i pospieszyłam naprzód, padając na kolana obok niej.
"Babciu Grace, proszę" – błagałam, obejmując ramieniem drżące ramiona Susan. "Susan po prostu przegapiła kilka plamek. Nie musisz jej bić!"
Uwagę babci Grace natychmiast przyciągnęłam ja, a jej oczy się zwęziły. "Proszę, proszę, spójrzcie, kto w końcu postanowił nas odwiedzić!"
Ugryzłam się w język. Nie mogłam jej powiedzieć, że byłam w pracy, wyczerpana i załamana, a potem poprosiłam o zwolnienie lekarskie. Zdecydowanie nie mogłam wspomnieć o tym, co wydarzyło się z Bradem Rayne'em. Wspomnienie przemknęło przez mój umysł – jego bursztynowe oczy, żar jego skóry – i szybko je odepchnęłam.
"Przepraszam" – powiedziałam cicho. "W pracy było dużo do zrobienia."
"W pracy?" parsknęła. "Ta żałosna fucha w ludzkiej sekcji? Założę się, że twoja pensja w tym miesiącu znów nie pokryje nawet twojej części wydatków."
Susan próbowała się odezwać. "Elle bardzo ciężko pracuje..."
"Zamknij się!" warknęła babcia Grace. "Nikt cię nie pytał."
Poczułam, jak Susan wzdryga się obok mnie, i zacisnęłam mocniej ramię wokół niej. "Proszę, przestań na nią krzyczeć."
Babcia Grace pochyliła się, a jej twarz znalazła się cale od mojej. "Spędzasz całe dnie Bóg wie gdzie, wracasz do domu o każdej porze i nie pomagasz w żadnym domowym obowiązku. Twoja przybrana matka potwornie cię rozpieściła!"
Niesprawiedliwość tych słów paliła mnie w piersi. Pracowałam dłużej niż ktokolwiek w tym domu, a mimo to po powrocie spotykałam się z takimi nadużyciami. Ale kłótnia tylko pogorszyłaby sytuację.
"Zajmę się teraz obowiązkami" – zaoferowałam cicho. "Pozwól mi posprzątać ten bałagan."
Babcia Grace prychnęła. "Za mało, za późno. Jesteś zupełnie jak twoja matka – bezużyteczna!"
Chwyciła swoją filiżankę z bocznego stolika i cisnęła nią w stronę Susan. Nie myśląc, przesunęłam ciało, by ją osłonić. Filiżanka roztrzaskała się na moich plecach, a gorąca herbata przesiąkła przez moją i tak już poplamioną bluzkę. Poczułam ostry ból, gdy ceramiczne fragmenty wbiły się w moją skórę.
Susan sapnęła. "Elle!"
Zacisnęłam zęby, powstrzymując ból. "Nic mi nie jest."
Drzwi wejściowe się otworzyły i wpadła moja kuzynka Megan, niosąc torby z zakupami. Wyraz twarzy babci Grace natychmiast uległ przemianie.
"Moja słodka dziewczynka wróciła!" gruchała, a jej wściekłość zniknęła, jakby nigdy nie istniała. Podeszła pospiesznie do Megan, całkowicie ignorując mnie i Susan, nadal klęczące na podłodze. "Co przyniosłaś, kochanie?"
Megan uśmiechnęła się do mnie kpiąco ponad ramieniem babci, wyciągając przekąski ze swoich toreb. "Spójrz, co Tyler kupił mi dzisiaj, babciu. Mówi, że jego szef w strefie mieszanej może wkrótce otworzyć kolejne stanowisko."
"To wspaniale!" Babcia Grace promieniała, głaszcząc Megan po włosach. Odwróciła się, by posłać nam gniewne spojrzenie. "Widzicie? Megan znalazła sobie chłopaka z koneksjami wśród pracodawców wilkołaków. W ten sposób zachodzi się wysoko w tym świecie! Nie tak jak wy dwie, zadowalające się ochłapami."
Pomogłam Susan wstać, zauważając, jak krzywi się z bólu. "Chodź, oczyścimy twoje rany."
Drzwi wejściowe otworzyły się ponownie i tata wślizgnął się cicho do środka. Ogarnął wzrokiem scenę – rozbite naczynia, siniaki Susan, krew przesiąkającą przez moją bluzkę – i odwrócił wzrok, a jego oczy nerwowo powędrowały w stronę babci Grace.
"Mamo" – powiedział ostrożnie – "może wystarczy na dzisiejszy wieczór? Jeśli Susan nie będzie mogła ugotować kolacji, bo jest ranna, wszyscy będziemy głodni. A jest tydzień pełni księżyca – ludzie nie mogą wychodzić po zmroku po jedzenie."
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. To było jego zmartwienie? Nie to, że jego żona i córka były ofiarami przemocy, ale to, że kolacja może się opóźnić?
"Wychodzimy" – oznajmiłam nagle, chwytając Susan za rękę. "Chodź, Susan. Nie musimy tu zostawać."
Oczy Susan rozszerzyły się w panice. Wyrwała swoją dłoń z mojej i rzuciła się w stronę kuchni. "Nie! Ugotuję! Od razu zacznę robić kolację!"
Chwyciła nóż i zaczęła gorączkowo siekać warzywa, a jej ręce trzęsły się tak bardzo, że bałam się, że się zatnie. "Widzisz? Gotuję. Wszystko jest w porządku."
Widok jej desperackiej próby zadowolenia babci Grace coś we mnie złamał. Zbyt się bała, by odejść, była zbyt uwarunkowana, by wierzyć, że tylko na to zasługuje.
"Susan, proszę..." wyszeptałam.
Ale ona potrząsała głową w panice, a łzy płynęły po jej twarzy, gdy wciąż siekała. "Przepraszam, poprawię się. Proszę, nie złośćcie się."
Wiedziałam już, że tej nocy nie przekonam jej do odejścia. To psychologiczne więzienie było zbyt silne, budowane przez dziesięciolecia nadużyć.
Postanowiłam wziąć swoją torbę i wyjść. Nikt nie próbował mnie zatrzymać, kiedy wychodziłam.
W autobusie powrotnym do centrum miasta obserwowałam przez okno mijaną linię podziału między ludzką dzielnicą a strefą mieszaną. Latarnie uliczne stawały się jaśniejsze, budynki nowsze. Mój telefon zabrzęczał z wiadomością od Jasona.
"Elle, co się z tobą dzieje? Dlaczego nie odbierasz moich telefonów? Tutaj wszystko jest super, zadzwoń, gdy to przeczytasz. Kocham, Jason."
A potem zadzwonił.
Mój palec zawisł nad przyciskiem odbierania, ale nie mogłam się zmusić, by go wcisnąć. Co miałabym w ogóle powiedzieć? "Hej, przespałam się z Bradem Rayne'em, wilkołakiem Alfą, dyrektorem generalnym Rayne Group"?
Jak struś chowający głowę w piasek, schowałam telefon. Łatwiej było się ukryć, niż stawić czoła prawdzie. Łatwiej było udawać, że nie widziałam przychodzących połączeń, niż wypowiedzieć słowa, które sprawiłyby, że to wszystko stałoby się rzeczywistością.
Wyciszyłam telefon i oprałam czoło o chłodną szybę, patrząc przez łzy na rozmazane światła miasta. Obiecałam sobie, że pewnego dnia zarobię wystarczająco dużo pieniędzy, by wyciągnąć Susan z tamtego domu.
Ale najpierw sama musiałam przetrwać.
















