Terran
Powinnam się świetnie bawić, zamiast czuć się, jakbym stała przed najważniejszą decyzją w życiu. To była jedna z tych sytuacji bez wyjścia. Źle, jak zrobię tak, i źle, jak zrobię inaczej.
– Potrzebuję drinka – wymamrotałam.
– Zaraz ci przyniosę, kochanie. – Ładna blondynka siedząca na skórzanej kanapie naprzeciwko mnie szybko wstała, żeby to zrobić.
Zach spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
– Poszło gładko.
Nie do końca o to mi chodziło. Potrzebowałam drinka, ale nie oczekiwałam, że mi go przyniesie. Była gościem. Wróciła minutę później z margaritą, której brzeg kieliszka był obsypany solą. Nie był to dokładnie drink, o którym myślałam, ale ujdzie.
– Dziękuję – powiedziałam, nie mogąc sobie przypomnieć jej imienia.
Uśmiechnęła się.
– Zawsze do usług, Terran. Jeśli czegoś potrzebujesz, wystarczy poprosić.
Uśmiechnęłam się i skinęłam głową, ignorując flirt. Nie byłam w nastroju do flirtowania, co było do mnie niepodobne.
– Możecie nas panie na chwilę zostawić? – zapytał Zach.
Cztery kobiety, które poszły za nami na dół, szybko wstały, żeby nas zostawić samych. Relaksowaliśmy się w mahoniowym saloniku pod pokładem mojego jachtu. Głośna muzyka dobiegająca z górnego pokładu przypomniała mi, że to impreza. Jakby mi trzeba było dudniącej muzyki jako przypomnienia. Zach Bailey, mój najlepszy przyjaciel na świecie i gość honorowy na tej małej potańcówce na Oceanie Spokojnym, kilka mil od wybrzeża Los Angeles, od godziny mówił mi, żebym się wyluzował.
– Stary, wyluzuj – powiedział Zach z miejsca obok mnie. – Rozluźnij się. To moje urodziny, a ty psujesz nastrój.
Wzruszyłam ramionami.
– Jestem wyluzowany – skłamałam. – Potrzebowałem chwili wytchnienia od słońca.
– Nie jesteś wyluzowany. Chodzisz, jakbyś osobiście był odpowiedzialny za podtrzymywanie świata.
Zaśmiałam się.
– Przepraszam. Nie chcę być smutasem. Chodźmy na górę.
Weszliśmy po schodach na górny pokład, gdzie trwała impreza. Nie szczędziłam wydatków, żeby urządzić Zachowi wystrzałową imprezę z doskonałym jedzeniem przygotowanym przez jednego z najlepszych szefów kuchni w mieście i dużą ilością alkoholu. Usłyszałam plusk i wiedziałam, że ktoś właśnie wskoczył do wody. Zatrudniłam też ratowników, wiedząc, że alkohol i woda mogą być śmiertelną kombinacją.
– Powinieneś to zrobić – wymamrotał Zach.
– Zrobić co? – zapytałam, idąc przed nim po schodach.
– Wskoczyć do wody, otrząsnąć się z trosk – zasugerował.
Spojrzałam na szorty kąpielowe, które miałam na sobie. Stroje kąpielowe były obowiązkowym strojem na imprezie.
– Może i tak – odparłam.
Roześmiał się.
– Wątpię. Zepsułbyś sobie tę swoją ładną czuprynę.
Mimowolnie przeczesałam dłonią potargane czarne włosy na mojej głowie, które obecnie były wolne od kosmetyków do włosów. Kiedy szłam na formalne spotkanie biznesowe, zazwyczaj zaczesywałam je żelem do tyłu. W normalny dzień w biurze trzymałam je w ryzach, ale dzisiaj mogły swobodnie opadać na moją twarz w stylu starego, dobrego Johnny'ego Deppa.
– Nie krępuj się – powiedziałam do mojego blondwłosego przyjaciela o niebieskich oczach. Mimo że obchodził trzydzieste drugie urodziny, nie wyglądał na więcej niż dwadzieścia pięć lat.
Weszliśmy na górny pokład, gdzie alkohol lał się strumieniami, napędzając kręcące się ciała na prowizorycznym parkiecie. Usłyszałam kolejny plusk i wiedziałam, że ktoś znowu skorzystał ze zjeżdżalni. Wszyscy dobrze się bawili.
– Wszystkiego najlepszego – powiedziała urocza rudowłosa, całując Zacha w usta, po czym przejechała dłonią po jego nagiej klatce piersiowej i odeszła.
Uśmiechał się jak głupi.
– Kto to był? – zapytałam.
Wzruszył ramieniem.
– Nie mam pojęcia.
Zaśmiałam się z tupetu tej kobiety. Ilość odsłoniętej skóry była alarmująca. Byłam pewna, że niektóre stroje kąpielowe, które miały na sobie kobiety, były nielegalne w niektórych krajach. Nić dentystyczna zakrywałaby więcej.
Westchnęłam. Taki był cel. Dwie rzeczy, które Zach kochał najbardziej na świecie, to piękne kobiety i przebywanie na wodzie. Trochę trudno było znaleźć dla faceta, który miał wszystko, czego chciał, znaczący prezent urodzinowy.
– Potrzebuję prawdziwego drinka – powiedziałam.
– Dobrze, ja pójdę przywitać się z kilkoma osobami, które znam – powiedział Zach, po czym odszedł.
Podeszłam prosto do baru, prosząc o szkocką bez dodatków, po czym odwróciłam się i ruszyłam w przeciwnym kierunku niż zabawa. Zazwyczaj byłam duszą towarzystwa, ale dzisiaj wydawało się to po prostu kolejnym dniem, który odlicza czas do momentu, kiedy będę musiała podjąć decyzję. Oparłam ramiona na relingu i obserwowałam fale, myśląc o swoim życiu.
Niedługo potem Zach oparł łokcie na relingu obok mnie. Przez chwilę milczał.
– Nadal jesteś zły z powodu testamentu twojego ojca? – zapytał Zach.
Wzruszyłam ramionami.
– Nie zły, trochę zestresowany.
Roześmiał się.
– Myślę, że to to samo.
Odsunęłam kosmyk niesfornych czarnych włosów z czoła i odwróciłam się, żeby na niego spojrzeć.
– Mogę to wszystko stracić albo zostać obarczony kulą u nogi. To nie jest decyzja, którą mogę podjąć pod wpływem impulsu.
Powoli pokiwał głową.
– Rozumiem. Nie oczekiwałbym tego od ciebie. Myślę, że musisz zdecydować, co jest dla ciebie ważniejsze.
Jęknęłam.
– Nie wiem. Lubię swoje życie takim, jakie jest. Żona tylko dodałaby dramatu. Nie chcę związku. Nie chcę kłopotów z meldowaniem się komuś.
– Albo wpadaniem w kłopoty za zdradę lub błądzenie wzrokiem – dodał Zach.
– Dokładnie. Lubię swoją wolność. Lubię luksus flirtowania z atrakcyjną kobietą, jeśli mam na to ochotę. Nie chcę przysłowiowej kuli u nogi, która by mnie powstrzymywała.