Hailey
– Hej, ty – powiedziała, kiedy weszłam do świetlicy, gdzie otaczał ją mały tłum dzieci przy dużym okrągłym stole.
– Hailey! – zawołało kilkoro z nich, biegnąc, by mnie objąć.
– Cześć, kochani! – przywitałam każdego z osobna uściskiem.
– Co cię sprowadza? – zapytała Mandy.
Wzruszyłam ramieniem, spojrzałam na dzieci, a potem na nią. Subtelnie skinęła głową, rozumiejąc, że to nie rozmowa odpowiednia dla dziecięcych uszu.
– Chciałam wpaść i zobaczyć się z moimi ulubionymi ludźmi na świecie – powiedziałam z uśmiechem.
Mandy uśmiechnęła się szeroko. – Dziękuję. Wiesz, jak bardzo cenią sobie twoje wizyty. Dzieciaki, myślę, że Hailey chce zrobić jeden z naszych koralikowych naszyjników.
Grupa wybuchnęła okrzykami radości, co zawsze sprawiało mi przyjemność. Uwielbiałam możliwość rozjaśnienia im trochę dnia.
Dzieci w tej grupie miały od pięciu do dziesięciu lat. Niektóre niedawno osierocone, a inne tuż po urodzeniu. Nigdy nie zaznały, jak to jest mieć kochającą matkę i ojca. Mandy pracowała jako koordynatorka zajęć w sierocińcu od prawie pięciu lat i, niestety, niektóre z dzieci były tam dłużej, czekając, aż dorosną i opuszczą system.
– Możesz usiąść ze mną, Hailey – powiedziała jedna z dziewczynek nieśmiałym głosem.
– Bardzo chętnie usiądę z tobą, Melisso.
Wzięła mnie za rękę i zaprowadziła na swoje miejsce przy dużym okrągłym stole. Usiadłam na małym plastikowym krześle obok niej i pomogłam jej zrobić naszyjnik. Dzieci opowiadały mi o tym, co robiły w szkole i kto co robił w sierocińcu.
– Dobrze, dzieciaki, czas się posprzątać przed kolacją – ogłosiła Mandy po dobrej godzinie robienia naszyjników.
Dzieci pożegnały się. Obiecałam, że wkrótce się z nimi znowu zobaczę, zanim wyszły z pokoju, dając Mandy i mnie szansę na rozmowę. Rozejrzałam się po sali zabaw, zauważając wszystkie subtelne oznaki kreatywności Mandy.
– Johnny'ego tu nie było – zauważyłam.
Mandy uśmiechnęła się. – Nie, został adoptowany przez cudowną rodzinę w zeszłym tygodniu.
Otworzyłam usta ze zdumienia. – Żartujesz. To wspaniale!
Skinęła głową. – To był idealny wybór. Niewiele dzieci zostaje adoptowanych w wieku dziesięciu lat, ale oni się w nim zakochali, a on był w siódmym niebie. Płakał on, płakałam ja, wszyscy płakali, kiedy odchodził, ale to były łzy radości.
– Tak bardzo się cieszę z jego powodu. Będzie mi go brakowało, ale cieszę się, że znalazł własną rodzinę.
– Ja też. Więc, co cię sprowadza?
Znała mnie dobrze. – Ciężki dzień na sesji.
Westchnęła. – Znowu jakiś dupek fotograf?
– Carl.
Wywróciła oczami. Carl był tematem moich skarg od lat. Sytuacja się poprawiła, ale nadal był dupkiem.
– Co tym razem zrobił?
Pokręciłam głową. – Nic mi. Znęcał się nad jedną z nowych dziewczyn. Nienawidzę patrzeć, jak traktuje te nowe w ten sposób. Są takie młode i podatne na wpływy.
Mandy uśmiechnęła się. – Nienawidzisz patrzeć, jak ktokolwiek jest źle traktowany, bez względu na to, kim jest. To czyni cię tak wyjątkową. Masz największe, najżyczliwsze serce ze wszystkich, których znam. Serio myślę, że urodziłaś się aniołem.
Zawsze czułam się dziwnie, gdy otrzymywałam komplementy. Byłam modelką, odnoszącą sukcesy, ale w środku wciąż byłam małą dziewczynką, która kochała wszystkie stworzenia i była niepewna siebie, bez względu na to, jak często ludzie mówili mi, że jestem piękna.
– Dziękuję – wymamrotałam.
– Nadal myślisz o odejściu z branży?
– Tak.
– Aktorstwo?
Znowu skinęłam głową. – Chcę opowiadać historie – dobre historie.
– A jeśli nie dostaniesz ról, których chcesz?
Wzruszyłam ramieniem. – Nie mam nic przeciwko małym rolom i nie muszę zarabiać dwudziestu milionów za każdy film. Chcę tylko mieć szansę inspirować innych poprzez opowiadanie historii.
Mandy roześmiała się. – Dwadzieścia milionów byłoby miłe, ale rozumiem, co mówisz.
– Na razie wciąż mam kontrakt z tą agencją reklamową. Mam nadzieję, że nie zostanę zwolniona za to, że postawiłam się Carlowi dzisiaj. Kiedy skończyłam sesję, czekała na mnie wiadomość głosowa z prośbą o stawienie się w biurze w poniedziałek na spotkanie z niektórymi dyrektorami. Jeśli Carl mnie zwolni, będę naprawdę wściekła.
– Może podoba im się twoja praca. Dużo pracowałaś nad tą kampanią i wszyscy widzieliśmy reklamy. Odnoszą ogromny sukces.
Skinęłam głową. – Mam nadzieję. Zawsze się denerwuję takimi rzeczami.
– Nie martw się na zapas – powiedziała. – Wystarczy kłopotów, o które trzeba się martwić, bez wymyślania nowych.
– W każdym razie, jak się ma Melissa? Wydawała się dziś szczęśliwsza i bardziej zaangażowana.
Mandy westchnęła. – Radzi sobie lepiej. To będzie powolny powrót do zdrowia dla niej. Straciła całą rodzinę w mgnieniu oka.
Pokręciłam głową. Kiedy Melissa pojawiła się w sierocińcu miesiąc temu, akurat byłam tam z wizytą u Mandy. Wyraz strachu i smutku na twarzy dziewczynki złamał mi serce. Nie było nic, co ktokolwiek mógłby zrobić, aby uśmierzyć jej ból. Mandy zapewniła mnie, że otrzyma dużo poradnictwa i wsparcia.
– Dobrze. Cieszę się to słyszeć. Powinnam chyba już iść. Wiem, że wkrótce pojawi się twoja następna grupa.
– Nie stresuj się spotkaniem. Wiesz, że wykonujesz świetną robotę.
Uśmiechnęłam się. – Dzięki.
Wyszłam, kierując się do domu na szalony sobotni wieczór z Netfliksem i może odrobiną wina. Zarabiałam na swoim wyglądzie. Musiałam upewnić się, że dużo śpię i dobrze się odżywiam, zwłaszcza biorąc pod uwagę zbliżające się spotkanie. Byłam przerażona całą tą sytuacją.
















