Uwięziony Księżyc

Uwięziony Księżyc

Autor: Aeliana Moreau

04
Autor: Aeliana Moreau
2 mar 2026
Roderick Fletcher. Jedyny mężczyzna, o którym miałam nadzieję, że mnie pokocha, ale nigdy tego nie zrobił. Umysł to suka. Myślałam, że przebolałam zdradę Rodericka i nic nie poczuję, gdy go spotkam. Ale patrzenie na niego, gdy szedł w moją stronę, wyglądając, jakby to on tu rządził, sprawiło, że moje oczy zaszły łzami. Pociągnęłam nosem i odwróciłam wzrok, zmuszając łzy do powrotu. – Więc musiałem podejść, żeby porozmawiać z tobą osobiście. – Oparł się o ladę obok mnie. – Jakie to śmiałe. Moje gardło było zaciśnięte, niezdolne do znalezienia jakichkolwiek słów. Bałam się, że w moim głosie pojawi się pęknięcie, jeśli uda mi się odezwać. Trzech strażników krążyło obok niego, ich oczy biegały dookoła. Roderick wyglądał wytwornie, jakby wiodło mu się oczywiście dobrze. Co on tu w ogóle robił? Czy kogoś odbierał? – Jak masz na imię? – Przechylił głowę, zadając pytanie. Nic nie powiedziałam, nawet na niego nie spojrzałam. – Halo? – Nie mam ochoty wyjawiać swojego imienia nieznajomym – zdołałam w końcu odpowiedzieć. Mój głos był napięty. Jego oczy błyszczały rozbawieniem. A oto był mężczyzna, który nigdy nie uśmiechnął się do mnie, kiedy byliśmy razem przez rok. – Powiedzmy, że jestem dzisiaj przesadnie podekscytowany – westchnął. – Jestem tutaj, czekając na przybycie pewnej suki. – Kiedy posłałam mu zdziwione spojrzenie, dodał: – Byłej partnerki. Mamy za sobą pierwszy krok i został nam tylko ten malutki kroczek. W końcu będę od niej wolny. Prychnęłam. Był niewiarygodny. – Zrobiłbym to wcześniej, wiesz? Ale ta okropna dziewczyna zaginęła na lata. Cholernie nas stresowało jej szukanie. – Mówił z czystą pogardą. – Co sprawia, że nazywasz ją okropną? – Złapałam się na tym, że zapytałam, zanim zdążyłam się powstrzymać. Zachichotał. – Zaufaj mi, skarbie; ona jest potworem. Gdybyś ją zobaczyła, miałabyś to samo zdanie. Jest najbrzydszą rzeczą, jaką kiedykolwiek widziałem. Coś gorącego eksplodowało w mojej piersi. Robiłam wszystko, by nie pozwolić moim emocjom wypłynąć na zewnątrz. Nie. To nie było właściwe miejsce. Ale Roderick był prawdziwym potworem. Nie miał pojęcia, że stoi przed tą samą kobietą, którą gardził. Co ten pyszałek by zrobił, gdyby się dowiedział? To miało sens, dlaczego czekał na lotnisku. Najwyraźniej chciał zaciągnąć mnie do świątyni, by przeciąć wstążkę. Cóż, nie pozwolę mu upokorzyć mnie publicznie. Nie znowu. Na szczęście, mój bagaż w końcu dotarł. – Przepraszam za opóźnienie, proszę pani – powiedział młody mężczyzna, tocząc go w moją stronę. Nie patrząc na Rodericka, zebrałam się do wyjścia. To musiało go zaskoczyć. – Chciałbym porozmawiać z tobą innym razem. Twój kontakt, jeśli nie masz nic przeciwko. Przez chwilę stałam do niego plecami, rozważając swoje słowa. Odwróciłam się, gdy znalazłam najbardziej uprzejmą odpowiedź, jakiej mogłam udzielić: – Nawet gdybym musiała oddać swój numer, by ocalić się przed tobą, nie zrobiłabym tego. Alfo. Kiedy moje słowa dotarły do niego, w jego oczach zatańczyło zaskoczenie, a po nim cień urazy. Coś zakwitło w mojej piersi. To była duma. Więc potoczyłam swój bagaż dalej, zostawiając go stojącego tam w szoku. ****†****† Rufus i ja dotarliśmy do domu na przyjęcie. To było przyjęcie urodzinowe mojej macochy. Nie żebym miała jakikolwiek zamiar w nim uczestniczyć – niech Księżyc broni – po prostu przyjechałam w zbiegiem okoliczności idealnym czasie. Nie byłam ubrana na imprezę. Miałam na sobie proste dżinsy i koszulę, a włosy związane w kucyk. Mimo to, kiedy weszłam do sali, głowy zwróciły się w moim kierunku. Przez chwilę czułam się nieswojo. Cała ta uwaga wciąż była dla mnie nowością. Nigdy nie wiedziałam, że mogę otrzymywać tyle komplementów, dopóki nie uwolniłam się od mojej blizny. Teraz ludzie rzadko mogli na mnie patrzeć, nie mówiąc mi, jak piękna jestem. Moja przyrodnia siostra, Nora, podeszła do mnie z uśmiechem. – Cześć! Jesteś trochę spóźniona na przyjęcie. Jak masz na imię? Typowa Nora. Od młodości zawsze chciała przyjaźnić się z gorącymi dziewczynami. Gardziła mną tak bardzo, bo przynosiłam „plamę” jej imieniu. Oszpecona dama będąca jej siostrą. Pięć lat temu zatrzasnęła mi drzwi przed nosem, nie wpuszczając mnie mimo moich błagań. Teraz była cała milusia. – Nie jestem tutaj na przyjęcie – odpowiedziałam jej chłodno i odwróciłam wzrok, szukając mojego ojca. Znalazłam go w rogu z moją macochą i kilkoma gośćmi. To on był powodem, dla którego tu byłam. Musiałam wiedzieć, co było tak pilne poza zerwaniem więzi z Roderickiem. Miał na mnie utkwione podejrzliwe spojrzenie. Ruszyłam w jego stronę. – Hej! Kim jesteś? – Nora poszła za mną, brzmiąc na nieco urażoną. Ale ignorowałam ją, dopóki nie dotarłam do ojca. Mój ojciec był znanym Alfą, stąd przyjęcie pełne dygnitarzy. Postarałam się skłonić głowę przed nimi, stając przed ojcem. – Kim jesteś? – zapytała moja macocha. Spotkałam jej wzrok z uśmieszkiem. – Czy jestem aż tak inna, że nie możecie mnie rozpoznać? – Spojrzałam na ojca. – A co z tobą, ojcze? Jestem zbyt odmieniona? Słyszalne westchnienia rozeszły się wokół mnie. Dłoń Nory powędrowała do jej ust. – To niemożliwe – mruknęła, kręcąc głową. – Lyric? – Oczy ojca były pełne szoku i rozpoznania. – Kim jest ta oszustka? – warknęła moja macocha. – Myślisz, że brakuje nam wiedzy o tym, jak wygląda Lyric? Myślisz, że nabierzemy się na to oszustwo? Skupiłam wzrok na tacie. – Jestem tutaj tylko dlatego, że powiedziałeś, iż jest coś ważnego, o czym musisz ze mną porozmawiać. Jeśli nie masz nic przeciwko, chciałabym, żebyśmy odbyli tę rozmowę teraz. Ojciec zabrał mnie do swojego gabinetu, zostawiając za sobą liczne zszokowane osoby, które nie mogły wykrztusić słowa. Nie zaprzeczę, jak dobrze było wiedzieć, że to ja byłam powodem ich oniemienia. Nie mogli nazwać mnie brzydką. Właściwie, już nigdy nie będę nazwana brzydką przez nikogo. – Co ci się stało, Lyric? Twoja blizna była niemożliwa do usunięcia – zapytał Ojciec. – Nie chcę o tym teraz rozmawiać. – Ani o okropnych rzeczach, które wydarzyły się w ciągu pięciu lat. Wciąż próbowałam przed nimi uciec. – Po prostu powiedz mi, dlaczego mnie tu potrzebowałeś. – Tak, to. – Jego oblicze skwaśniało. – Nie masz pojęcia, jak szczęśliwy byłem, kiedy... Znalazłem cię po latach poszukiwań. Ty po prostu... zniknęłaś. – Westchnął. – Mamy problem, Lyric. Nasza Wataha jest w głębokim gównie z Darkspire. Ja... Ja popełniłem pewien błąd i straciłem dużo pieniędzy – całe mnóstwo – zadłużając się u Darkspire. Okej, nie podobało mi się, dokąd to zmierzało. Darkspire była wielopokoleniową watahą wilków, znaną z wydawania na świat tylko najsilniejszych Alf. Alf, którzy zawsze zajmowali pierwsze miejsce w systemie hierarchii. Unikano ich jak tylko się dało, gdyż byli znani z bycia okrutnymi. Nie wchodziło się z nimi w zatargi z żadnego powodu. – Jeśli wieść o tym się rozniesie, będziemy zgubieni. Spadniemy w rankingach, a pochodząc z watahy, która była przyzwyczajona do bycia na szczycie, wierz mi, to nie jest dla nas dobre. Ale oni są skłonni odpuścić. Zmarszczyłam brwi. To nie miało sensu. Wyczuwałam nadchodzące wielkie „Ale”. – Ale potrzebują Luny z tej rodziny, tylko na rok.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki