Adeline pomyślała: „Griffin? Skąd on się tu wziął?”
Griffin, mężczyzna stojący przed nią, promieniował furią, a jego obecność była duszna – niczym zimnokrwisty wąż owijający się ciasno wokół niej, nie chcący puścić.
Panika wezbrała w Adeline. Szarpała się desperacko, ale jego uścisk był nieubłagany, niczym żelazne okowy zatrzaśnięte na jej nadgarstku.
Jego twarz była upiornie blada, a zęby zacisną
















