Życie Adeline legło w gruzach i dopiero wtedy Griffin pomyślał, by zainteresować się jej edukacją.
Pomyślała: „Jakie to ironiczne”. Spędziła dziesięć lat na morderczej pracy, mając nadzieję, że odmieni swój los. W chwili, gdy jej wysiłki miały przynieść owoce, zostały zmiażdżone ciężarem cudzej władzy.
Jedna nieostrożna uwaga rodziny Vance’ów przypieczętowała jej los i w jednej chwili została strącona w najgłębsze czeluści piekła.
Mogła mieć świetlaną przyszłość. Jej pochodzenie nigdy nie dawało jej takiej siły jak innym, ale jedyną rzeczą, na którą mogła liczyć, był jej nadzwyczajny wysiłek i oddanie nauce.
Jej marzeniem były studia na najlepszym uniwersytecie, a potem zrobienie magisterki i doktoratu.
Chciała zostać profesorką i stać przed studentami, wykorzystując swoją wiedzę i doświadczenie, by zmieniać życie ludzi takich jak ona. Ale rzeczywistość boleśnie wymierzyła jej policzek.
Nie została osobą, którą chciała być. Zamiast tego stała się skazańcem pogardzanym przez społeczeństwo, plamą, która na zawsze pozostanie w jej aktach.
Gdy o tym myślała, dłonie Adeline zacisnęły się w pięści, a paznokcie wbijały się w dłonie, czego nawet nie zauważała.
„Liceum w Veridian” — powiedziała cicho, niemal łagodnie.
Ale te słowa — „Liceum w Veridian” — uderzyły z ogromną siłą, niczym potężny głaz, przygniatając Arthura, Beatrice i Griffina tak mocno, że z trudem łapali oddech.
Liceum w Veridian było najbardziej prestiżową szkołą średnią w mieście, z najwyższymi progami punktowymi. W przeciwieństwie do Akademii Prescott, która przyjmowała każdego z grubym portfelem, Liceum w Veridian liczyło się tylko z wynikami, nie z bogactwem.
Fakt, że Adeline była w stanie utrzymać pozycję liderki na swoim roku rok po roku, dowodził, że była jedną z najlepszych z najlepszych. Z takimi wynikami dostanie się na topowe uczelnie było czystą formalnością.
„Niemożliwe, kłamiesz” — powiedział Griffin, a jego głos lekko drżał. „Liceum w Veridian jest na przedmieściach, ponad 50 kilometrów stąd. Wtedy codziennie jeździłaś tym starym rowerem...”.
W połowie zdania Griffin zamarł, nagle coś sobie uświadamiając, i nie był w stanie wykrztusić ani słowa więcej.
Widząc, jak blednie, Adeline nie mogła powstrzymać kpiącego uśmiechu pełnego pogardy. „Wolałam jeździć rowerem, niż chodzić do szkoły z Islą, bo nawet nie chodziłyśmy do tej samej szkoły”.
„Nigdy nie jadłam z wami śniadań, bo w Veridian lekcje zaczynały się o szóstej rano. Musiałam wstawać o czwartej i jechać rowerem dwie godziny, żeby zdążyć na zajęcia”.
„Nigdy nie wracałam na obiad, bo przerwa między lekcjami nie wystarczała, by obrócić w obie strony. Nie miałam pieniędzy na jedzenie, więc piłam więcej wody, żeby jakoś przetrwać dzień”.
„Zanim wracałam do domu, wy byliście już po jedzeniu, a ja musiałam dojadać resztki. A potem mówiliście, że urodziłam się pechowa, że zawsze jem resztki jak żebrak, rzucając się na jedzenie, jakbym nie jadła od dni...”.
„Adeline, tak strasznie mi przykro” — zapłakała Beatrice, a łzy płynęły jej strumieniami. „Nie wiedziałam, że tak cierpisz. To wszystko moja wina”.
„Nie była mi pani nic winna” — powiedziała Adeline, patrząc na szlochającą Beatrice. Jej własne serce było spokojne jak tafla wody. „Wychowałam się bez was. Rozumiem, że nie żywicie do mnie żadnych uczuć”.
„Dawno do tego przywykłam. Niezależnie od tego, jak było ciężko, nigdy nie użalałam się nad sobą. Pani Vance, nie zgadza się pani ze mną?”.
Słysząc to, szloch Beatrice uwiązł jej w gardle.
„Adeline, błagam cię. Jesteś silniejsza od Isli, potrafisz więcej znieść. Sama dawałaś sobie radę w sierocińcu, więc wierzę, że do więzienia też przywykniesz. Proszę, po prostu weź winę na siebie” — tak kiedyś Beatrice powiedziała do Adeline.
Wspomnienia pogrzebane przez pięć lat nagle powróciły. Beatrice była głęboko wstrząśnięta, chwyciła się za pierś, jakby miała zaraz zemdleć.
Adeline patrzyła na Beatrice, która wyglądała, jakby zaraz miała się osunąć na ziemię, i nie czuła nic poza pogardą.
Kiedy Isla pchnęła Elodie ze schodów, istniało nagranie z monitoringu. Ale gdy tylko to się stało, Beatrice usunęła nagranie, które mogło dowieść niewinności Adeline, co sprawiło, że dziewczyna nie mogła się bronić w sądzie.
„Dość tego!” — warknął chłodno Griffin. „Przestań z tym sarkazmem. Tak, przeoczyliśmy pewne sprawy, ale czy ty nie masz w tym żadnej odpowiedzialności? Byłaś zazdrosna o życie Isli, więc celowo ją dręczyłaś, żeby się na nas odegrać”.
„Jesteś zgorzkniała, niesympatyczna i zamiast spojrzeć na własne błędy, wolisz obwiniać nas”.
„Griffin, nie mów tak o swojej siostrze” — załkała Beatrice.
„Mamo, ty wciąż jej bronisz? Stała się gorsza właśnie przez to, jak próbowaliśmy jej to wynagrodzić. Inaczej nie zrobiłaby tego, co zrobiła”.
„Zepchnęła Elodie ze schodów, doprowadzając ją do stanu wegetatywnego, i wrobiła w to Islę. Wysłaliśmy ją do więzienia na pięć lat, a teraz trzyma urazę i robi sceny przed wszystkimi gośćmi”.
Beatrice zawahała się, a w jej oczach błysnęło poczucie winy. Szybko spojrzała na Adeline, która przyglądała jej się z wiedzącym, niemal kpiącym uśmiechem. Serce Beatrice zabiło mocniej i nie potrafiła odwzajemnić spojrzenia córki, odwracając wzrok ze wstydu.
„Dobrze, wystarczy już tego” — powiedział Arthur, marszcząc lekko brwi i mówiąc głosem pełnym autorytetu. „Adeline, dlaczego nie dałaś nam znać, że wracasz do domu? Gdybyśmy wiedzieli, przygotowalibyśmy dla ciebie sukienkę”.
Adeline zamarła. „Nie wiedzieliście, że dzisiaj wychodzę?”.
„Oczywiście, że nie. Gdybyśmy wiedzieli, posłałbym po ciebie kierowcę. Jak się tu dostałaś?”.
Adeline przeniosła swoje zimne, przenikliwe spojrzenie na Griffina. „Przyjechałam samochodem pana Vance’a, ponieważ powiedział, że wydajecie bankiet powitalny na moją cześć”.
„Bankiet powitalny? Czy dzisiaj nie są urodziny Isli?”.
„Tak, zaproszenie, które dostałem, mówiło o świętowaniu urodzin Isli. Kiedy to się zmieniło w bankiet powitalny?”.
„Chcecie, żebyśmy wydawali bankiet powitalny dla skazańca? To jakiś żart?”.
Ludzie wokół zaczęli szaleć szeptami.
Twarz Griffina spłonęła rumieńcem wstydu. Otworzył usta, by coś wyjaśnić, ale po chwili bełkotania nie wydobył z siebie żadnego sensownego słowa.
Adeline nie mogła powstrzymać gorzkiego śmiechu, który wzbierał w jej wnętrzu. To ona była tu żartem.
Arthur i Beatrice pamiętali jedynie o tym, że dziś są urodziny Isli. Nawet nie pomyśleli o tym, że to również dzień, w którym Adeline wychodzi na wolność.
Co do tak zwanego „bankietu powitalnego”, o którym wspomniał Griffin, był to tylko zbieg okoliczności — po prostu została dołączona do imprezy urodzinowej Isli.
Fala goryczy rozlała się w jej piersi. Pomyślała: „Czego ja w ogóle oczekiwałam?”. Adeline nie chciała już dłużej brać udziału w gierkach rodziny Vance’ów i odwróciła się, by odejść.
Nagle w jej stronę nadbiegła postać w bieli. Adeline próbowała uniknąć zderzenia, ale jej ranna noga to uniemożliwiła.
Osoba ta wpadła na nią, a siła uderzenia posłała Adeline prosto na ziemię. Ból przeszył jej łokieć i nogę. Zmarszczyła brwi, a jej i tak blada twarz stała się jeszcze bardziej bezkrwista.
Gdy ból nieco zelżał, spojrzała w górę i zobaczyła Arthura, Beatrice i Griffina otaczających młodą kobietę w białej sukni haute couture zdobionej piórami, zasypując ją troskliwymi pytaniami.
„Isla, wszystko w porządku? Boli cię coś? Czy nic ci się nie stało?”.
Oczy Isli wezbrały łzami, jej twarz poczerwieniała od płaczu; wyglądała na całkowicie zdruzgotaną. „Tato, mamo, Griffin, tak bardzo boli”.
Natychmiast cała rodzina Vance’ów rzuciła się do niej, sprawdzając ją gorączkowo. „Isla, gdzie cię boli? Czy Adeline cię skrzywdziła, kiedy na ciebie wpadła?”.
Bez chwili zastanowienia Griffin naskoczył na Adeline, krzycząc: „Nie możesz patrzeć, jak leziesz?!?”.
















