Tłum wokół nich gęstniał, a wszyscy z uwagą przysłuchiwali się głosowi dobiegającemu z głośnika telefonu. Szok był namacalny.
Choć rodzina Vance’ów nie była najbogatsza w Veridian, wciąż uchodziła za jedną z najbardziej znaczących. Dla dzieci z zamożnych rodzin dziesiątki czy nawet setki tysięcy dolarów kieszonkowego miesięcznie było czymś zupełnie normalnym.
Ale nikt z nich nigdy nie słyszał o córce z bogatego domu, która nie otrzymywałaby ani grosza. Rodzina Vance’ów była jedynym wyjątkiem.
Ludzie pomyśleli: „Nic dziwnego, że Adeline wygląda tak biednie i nie ma nawet przyzwoitej sukni na bankiet”.
Nawet jeśli nie została przez nich wychowana, Adeline wciąż była rodzoną córką Vance’ów. Ich biologiczne dziecko nie dostało nic, podczas gdy przybrana córka była rozpieszczana kwotą 300 tysięcy dolarów miesięcznie.
Jeśli rodzina Vance’ów pozwoliła, by coś takiego wyszło na jaw, było jasne, że kompletnie nie wiedzą, jak zarządzać własnymi sprawami.
Szepty rozniosły się po sali jak pożar, a Griffin poczuł nieprzyjemne uderzenie gorąca na karku. Jego twarz poczerwieniała ze wstydu. Nie mógł uwierzyć, że tak kompromitująca rzecz dzieje się w rodzinie Vance’ów.
Pomyślał: „Jesteśmy szanowaną rodziną, bogatą i o ugruntowanej pozycji — jak możemy być tak skąpi, gdy chodzi o kieszonkowe dla własnej krwi?”.
Griffin warknął, a jego głos był ostry i zimny. „Nawet jeśli firma nie dawała ci pieniędzy, rodzice musieli ci coś dawać, prawda?”.
Adeline posłała mu kpiące spojrzenie, po czym przeniosła wzrok na Arthura i Beatrice stojących w tłumie. „Panie Vance, jeśli chce pan wiedzieć, czy Arthur i Beatrice dawali mi jakieś kieszonkowe, dlaczego nie zapyta ich pan bezpośrednio?”.
„Wyraźnie mi pan nie wierzy, ale jestem pewna, że uwierzy pan własnym rodzicom”.
Arthur i Beatrice zamarli, oboje zbyt zawstydzeni, by spojrzeć jej w oczy.
„Tato, mamo, dawaliście jej kieszonkowe, prawda?” — zapytał Griffin, patrząc na nich poważnie.
Arthur odwrócił wzrok, a jego głos zadrżał. „Myślałem, że ty jej będziesz dawać, więc ja...”.
Oczy Beatrice wypełniły się łzami winy. Powiedziała cicho: „Myślałam, że ty zamierzasz... Adeline, dlaczego nie powiedziałaś mi, że masz problemy z pieniędzmi? Gdybyś powiedziała wcześniej, dałabym ci je”.
„To moja wina. Nie zauważyłam tego wcześniej i pozwoliłam ci cierpieć. Ale musisz wierzyć, że traktowałam ciebie i Islę jednakowo”.
Adeline spojrzała na nią z półuśmiechem, a jej wzrok był obojętny. Pod jej chłodnym spojrzeniem Beatrice zmieszana spuściła wzrok.
Dopiero dzisiaj Adeline zdała sobie sprawę, że to Beatrice, jej własna matka, powstrzymała dział finansowy przed wypłacaniem jej pieniędzy.
I nie tylko to — podniosła kieszonkowe Isli do 300 tysięcy dolarów, jakby obawiała się, że jej ukochana przybrana córka poczuje się zlekceważona.
Te podwójne standardy były przerażające, a mimo to Beatrice wciąż twierdziła, że traktuje je jednakowo.
Kobieta żyjąca w luksusie, otoczona ekskluzywnymi ubraniami i dodatkami, nie mogła nie zauważyć, że jej własna córka nosi ubrania, których łączna wartość nie przekraczała 30 dolarów.
To nie tak, że nie zauważyła; po prostu jej to nie obchodziło. Jej przeprosiny były niczym więcej niż płytką grą pozorów.
Na szczęście Adeline dawno przejrzała podłość tej rodziny. Jej serce przez lata stwardniało, stając się odporne na ich okrucieństwo. Nie mając już żadnych oczekiwań, pozostała niewzruszona.
Gdy Adeline zignorowała przeprosiny Beatrice, publicznie upokarzając rodzinę Vance’ów na oczach wszystkich, wszelkie ślady winy, jakie czuł Griffin, zniknęły całkowicie.
Warknął: „Nie możesz choć raz się odezwać? Nie umiemy czytać w myślach. Skąd mieliśmy wiedzieć, co masz w głowie? Gdybyś powiedziała coś wcześniej, myślisz, że zostawilibyśmy cię bez grosza?”.
„Mówiłam”. Głos Adeline był cichy, ale lodowaty. „Po prostu nie braliście mnie na poważnie”.
Griffin zmarszczył brwi, gotów zaprzeczyć, gdy nagle w jego umyśle błysnęło wspomnienie. To było popołudnie; cała czwórka siedziała razem na sofie, śmiejąc się i rozmawiając.
Adeline podeszła nieśmiało, gniotąc rąbek swojego mundurka. Zanim zdążyła się odezwać, jej twarz już mocno spłonęła rumieńcem. Wahała się długo, zanim wyszeptała: „Tato, mamo, czy możecie mi dać 1500 dolarów na czesne...?”.
Griffin rzucił gazetę na stolik kawowy, gapiąc się na Adeline i karcąc ją: „Pieniądze, pieniądze, pieniądze! Tylko o tym myślisz! Wracasz do domu tylko po to, żeby prosić o pieniądze, co?”.
„Gdyby rodzina Vance’ów nie miała pieniędzy, w ogóle fatygowałabyś się z powrotem? Naprawdę nie wiem, po co matka i ja cię tu sprowadziliśmy”.
„Jeśli nie masz nic innego do roboty, po prostu więcej się ucz. Isla zajęła dziesiąte miejsce w całej szkole po pierwszym egzaminie. Która ty byłaś?”.
„Ja... byłam pierwsza...”.
„Dość! Jesteś ostatnia w rankingu, a jeszcze masz czelność o tym wspominać?”.
Myślał, że zlecił już działowi finansowemu przelewanie 150 tysięcy dolarów na jej konto każdego miesiąca, a ona wciąż miała czelność prosić o 1500 dolarów.
Pomyślał wtedy: „Isla nawet nie ma tyle pieniędzy — czy ona w ogóle zastanawia się, co zrobiła, by na to zasłużyć?”.
Łzy natychmiast wezbrały w oczach Adeline, jakby poczuła się głęboko skrzywdzona.
On poczuł jedynie irytację i stracił wszelkie zainteresowanie czytaniem wiadomości finansowych.
Na szczęście Isla była rozsądna. Potrząsnęła jego ramieniem i zaczęła się przymilać. „Griffin, tym razem byłam dziesiąta. Czy dostanę nagrodę?”.
Nigdy nie potrafił oprzeć się Isli, swojej uroczej młodszej siostrzyczce. Natychmiast zapomniał o nieprzyjemnościach spowodowanych przez Adeline i uszczypnął ją w policzek, mówiąc z pobłażaniem: „Isla, co chcesz w nagrodę?”.
„Widziałam torebkę za 30 tysięcy dolarów. Kupisz mi ją, Griffin?”.
„Dobrze, dobrze. Skoro ci się podoba, kupię ci ją. Nawet nie mów o 30 tysiącach — kupiłbym ją, nawet gdyby kosztowała 300 tysięcy”.
Po udobruchaniu Isli odwrócił się do Adeline, wyraźnie zniesmaczony. „Dlaczego jeszcze tu stoisz? Wracaj do pokoju i do nauki”.
Adeline, czując się głęboko zraniona, odwróciła się i uciekła.
Zarówno Arthur, jak i Beatrice westchnęli w tym samym momencie. „Gdyby tylko Adeline była tak rozsądna jak Isla”.
*****
„Panie Vance, czy w końcu pan sobie przypomniał?”. Głos Adeline wyrwał go z zadumy, a każde wypowiedziane przez nią „Panie Vance” było jak ukłucie w piersi.
Był jej bratem — rodzonym bratem, a nie jakimś „Panem Vance”. Ale odkąd wyszła z więzienia, ani razu nie nazwała go „Griffinem”.
Wyraz jego twarzy stwardniał; wycedził przez zaciśnięte zęby: „To wciąż przez to, że twoje stopnie były tak fatalne. Byłaś ostatnia w rankingu i jeszcze miałaś czelność prosić o pieniądze. Było mi zbyt wstyd, by cię nagradzać”.
Oczy Adeline stały się jeszcze zimniejsze. Pod tym lodowatym spojrzeniem Griffin poczuł nieznane mu wcześniej poczucie winy. Zacisnął zęby i warknął: „No co, masz coś do powiedzenia?”.
„Przez trzy lata liceum byłam pierwsza na roku w każdym semestrze. Jak to się stało, że w pana ustach, panie Vance, stałam się ostatnia?”.
Widząc niedowierzanie na jego twarzy, Adeline zaśmiała się chłodno, a w jej głosie pojawiła się nuta satysfakcji. „Cóż, przypuszczam, że to ma sens”.
„Panie Vance, pan nawet nie wie, do której szkoły chodziłam, więc to zrozumiałe, że nie wie pan nic o moich wynikach w nauce”.
Griffin stał jak porażony piorunem. Jego umysł nie potrafił przetworzyć tego, co właśnie usłyszał. Głos mu drżał z ledwie skrywanego szoku. „Czy nie chodziłaś do Akademii Prescott?”.
Akademia Prescott była najlepszą elitarną szkołą w Veridian; to ją ukończyła Isla. To była szkoła, do której trafiały wszystkie dzieci z bogatych i wpływowych rodzin.
Griffin naturalnie założył, że Adeline również tam chodziła.
Szybko odwrócił się do Arthura i Beatrice, a jego głos drżał z paniki. „Tato, mamo, kiedy Adeline wróciła, przenieśliście jej dokumenty tutaj?”.
Twarz Arthura poczerwieniała. Otworzył usta, ale zdołał wydobyć jedynie kilka stłumionych dźwięków. Wyglądało to tak, jakby uszły z niego całe siły, a autorytet, który niegdyś budził, całkowicie wyparował.
Wargi Beatrice drżały, a jej oczy pełne były paniki i zagubienia. Starannie nałożony makijaż nie potrafił ukryć wstydu malującego się na jej twarzy.
Oboje stali tam nieruchomo, jakby powietrze wokół nich zgęstniało.
Griffin pobladł. Wszystko, co myślał o Adeline, rozpadło się niczym domek z kart. Pogarda i lekceważenie, które czuł wcześniej, teraz wydawały się ostrymi nożami raniącymi go od środka.
Głos mu się łamał, gdy z trudem próbował wykrztusić słowa, a gardło mu się ścisnęło. „Adeline... do jakiego liceum chodziłaś?”.
















