Wrobiony i zapomniany: Odwet skazańca

Wrobiony i zapomniany: Odwet skazańca

Autor: Mad Max

Rozdział 7 Gdziekolwiek nie tutaj
Autor: Mad Max
20 cze 2026
Zdeterminowane spojrzenie Adeline przesuwało się po twarzach czworga członków rodziny Vance, po kolei. Arthur, Beatrice i Isla unikali jej wzroku, zbyt przerażeni, by spojrzeć jej prosto w oczy. Nawet Griffin, kipiący gniewem, w końcu ugiął się pod ciężarem jej lodowatego, przeszywającego spojrzenia. Adeline powiedziała: „Nie zamierzacie mówić? Dobrze, powiem za was. Kiedy pan Vance otrzymał suknię, była w idealnym stanie. Nagranie z monitoringu pokaże, że nigdy jej nie dotknęłam. Ale kiedy suknia trafiła w ręce Isli, była już uszkodzona. Oczywiste jest, kto za to odpowiada. Zatem nie sprawdzicie nagrania, ponieważ gdy to zrobicie, nie będziecie już mogli zrzucić winy na mnie. A przecież nie będę nadstawiać karku za kogoś innego, prawda?” „Nadstawiać karku za kogoś innego”. Te słowa uderzyły Arthura i Beatrice niczym bolesny cios, wywołując wspomnienia tego, co wydarzyło się pięć lat temu. Beatrice już płakała, a jej twarz była obrazem bezradności. „Adeline, to nie tak. Proszę, posłuchaj mnie. Ty i Isla obie jesteście moimi córkami. Jak mogłabym wybierać jedną nad drugą?” Gdyby to była Adeline sprzed pięciu lat, spragniona miłości Beatrice, zmiękłaby pod wpływem jej łez, ogarnięta współczuciem. Ale po pięciu latach cierpienia czuła teraz jedynie obrzydzenie. „Mów, co chcesz. To nie ma już znaczenia”. Słowa Adeline były zimne, gdy odwróciła się, nie chcąc uraczyć swojej rodziny ani jednym spojrzeniem więcej. Odeszła bez chwili wahania. Gdy skręcała za róg, niespodziewanie wpadła na Calluma. Stał tam w milczeniu; najwyraźniej był świadkiem wszystkiego, co się przed chwilą wydarzyło. Serce Adeline ścisnęło się, ale nie zwolniła kroku. Udawała, że go nie zauważa i szła dalej z determinacją. Każdy krok sprawiał wrażenie, jakby miażdżył jej serce. Nie miała ochoty z nim rozmawiać; chciała tylko jak najszybciej uciec z tego duszącego miejsca. W chwili, gdy miała go minąć, do jej uszu dotarł znajomy, lecz odległy głos Calluma — łagodny, ale stanowczy. „Adeline, wierzę, że tego nie zrobiłaś”. Te słowa nie przyniosły jej żadnej ulgi. Wręcz przeciwnie, napełniły ją goryczą. Myśl o tym, że on mówi „wierzę”, była niemal śmieszna. Zatrzymała się na sekundę, po czym przyspieszyła kroku. Jej utykanie sprawiało, że kroki były gorączkowe, niemal jakby przed czymś uciekała — jej oddalająca się, kulejąca sylwetka była obrazem cichej rozpaczy. Callum poczuł, jakby jego serce przebijały ostre igły, a ból rozprzestrzeniał się w piersi, odbierając mu oddech. Chciał ją zawołać, ale czuł się, jakby coś go dławiło, i żaden dźwięk nie wydobył się z jego gardła. Adeline w końcu dotarła do schowka, a jej ciało słaniało się z wycieńczenia. Opadła powoli na stare składane łóżko, czując się całkowicie wyprana z sił, jakby każda kropla energii została z niej wyssana. Zmęczenie uderzyło w nią niczym fala. Jej oczy były puste, a rozczarowanie, jakie czuła wobec tej rodziny, było niczym bezdenna otchłań, pochłaniająca ostatnie resztki przywiązania, jakie jej pozostały. Trzy lata spędzone w tym domu były jak chodzenie po ostrzu brzytwy, każda chwila wypełniona była lekceważeniem, niesprawiedliwością i bólem. Rany, których doznała, były jak koszmary wyryte głęboko w jej duszy już po jednym doświadczeniu. Nigdy więcej nie chciała znaleźć się w potrzasku tego koszmaru. Biorąc głęboki oddech, Adeline zmusiła się do zebrania sił i zaczęła pakować swoje rzeczy. Rozglądając się dookoła, widziała, że jej dobytek w tym ciasnym pomieszczeniu jest znikomy. Jedyną rzeczą, która do niej należała, był zestaw ubrań, które właśnie zdjęła; niedbale wrzuciła je do plastikowej torby. Nadszedł czas, by odejść. Wstała i wyciągnęła rękę do drzwi, ale zanim jej blade, smukłe palce zdążyły dotknąć klamki, drzwi otworzyły się z zewnątrz. Stała tam kobieta pod sześćdziesiątkę, wpatrując się w nią. Kobieta zamarła na moment, gdy zobaczyła Adeline, a potem na jej twarzy wykwitł nieomylny uśmiech radości. „Panienko Vance, naprawdę pani wróciła?” Adeline zamrugała z zaskoczeniem. „Hattie?” Gdy spojrzała na Hattie Miller, Adeline ogarnęła fala emocji. Ze wszystkich domowników rodziny Vance, tylko Hattie zawsze traktowała ją jak prawdziwą dziedziczkę. Inna służba zawsze była chłodna i zdystansowana, a jedynie Isla była uważana za prawdziwą panią domu. Podczas upalnego lata, gdy Adeline pociła się w dusznej komórce, Hattie kupiła jej wentylator za własne pieniądze. W mroźną zimę, gdy Adeline drżała z zimna, Hattie kupiła jej koc elektryczny, by mogła się ogrzać. Na to wspomnienie oczy Adeline zaszkliły się, a łzy same zaczęły płynąć. Po początkowej radości wzrok Hattie padł na plastikową torbę w ręku Adeline. „Panienko Vance, czy panienka odchodzi?” Adeline otworzyła usta, niepewna, co odpowiedzieć, i tylko milcząco skinęła głową. Serce Hattie pękło, gdy patrzyła na Adeline. Chciała powiedzieć coś, by przekonać ją do zostania, ale słowa uwięzły jej w gardle. Wiedziała lepiej niż ktokolwiek inny, jak trudne było życie Adeline w rodzinie Vance — jak każde zimne spojrzenie, każda zniewaga, każda chwila lekceważenia powoli ją wyniszczały. Nie mogła znieść myśli o tym, by Adeline została w tym toksycznym domu ani chwili dłużej. Z ciężkim westchnieniem Hattie powiedziała: „Panienko Vance, jeśli musi panienka odejść, nie będę pani zatrzymywać. Ale przynajmniej niech pozwoli mi pani najpierw opatrzyć te rany”. Adeline machnęła ręką. „To tylko drobna rana. Przyzwyczaiłam się”. Serce Hattie się ścisnęło. Pomyślała: „Ile bólu musiała znieść Adeline, by tak obojętnie mówić o własnych ranach?” Choć Hattie była wściekła w imieniu Adeline, jako służąca była bezsilna. Wiedziała, że nie może nic zmienić w rodzinie Vance. Zmuszając się do łagodnego uśmiechu, Hattie powiedziała: „Panienko Vance, przeszła panienka taką drogę i nic nie jadła. Pozwoli panienka, że przygotuję talerz makaronu, zanim pani wyjdzie”. Adeline ponownie odmówiła. „Nie trzeba”. Potem, czując, że zabrzmiało to zbyt szorstko, dodała: „Lepiej wyjść wcześniej i znaleźć jakieś miejsce na nocleg”. W rzeczywistości po prostu nie chciała jeść niczego, co należało do rodziny Vance. Była teraz biedna, jej zdrowie było wątłe i nie zostało jej nic poza ostatnim strzępem godności. Nawet gdyby miała żebrać na ulicy, wolałaby to, niż zostać w rodzinie Vance, znosząc ich zimne spojrzenia. Mogła znieść złe traktowanie od każdego, ale nie od nich. Byli jej winni zbyt wiele, a nie zasługiwali na nią. „Hattie, naprawdę muszę już iść” — powiedziała. Oczy Hattie napełniły się smutkiem; wyciągnęła z kieszeni plik gotówki i wcisnęła go w dłoń Adeline. „Panienko Vance, proszę to wziąć na drogę. Przyda się pani. Proszę o siebie dbać tam, w świecie”. Łzy w końcu spłynęły z oczu Hattie, gdy to mówiła. Adeline zawahała się, chcąc odmówić, ale determinacja Hattie była niezachwiana. „Jest panienka sama w tym świecie. Bez pieniędzy nie da się przeżyć. Nie może panienka mieszkać pod mostem”. Adeline przygryzła wargę, a łzy cicho spływały jej po twarzy. Obcy ludzie potrafili okazać jej dobroć, ale jej własna rodzina — rodzice i Griffin — nigdy nie okazali jej prawdziwego współczucia. Pomyślała: „Dlaczego oni nie widzą, jak bardzo cierpię?”

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 7 Gdziekolwiek nie tutaj – Wrobiony i zapomniany: Odwet skazańca | Czytaj powieści online na beletrystyka