Adeline siedziała na ławce przez coś, co wydawało się wiecznością – wystarczająco długo, by niebo pociemniało, a latarnie uliczne zaczęły po kolei migotać.
Miękkie, żółte światło rozlało się nad nią, a ona trwała tam bez ruchu, z pustym, odległym spojrzeniem. Samochody pędziły obok, a podmuchy wiatru targały jej włosy, odbijając chaos panujący w jej własnym życiu.
Niedaleko, w cieniu, stał Callum,
















