Perspektywa Sylvie
Minął miesiąc, odkąd trafiłam do watahy Gilded-Crest. Powiedzmy, że działo się sporo. Od dnia, w którym wróciłam z kliniki i wybuchłam przed Valerionem jak bomba – szczerze mówiąc, byłam tykającą bombą zegarową – do dzisiaj nie zamieniłam z nim ani słowa.
To nie tak, że nie próbował ze mną rozmawiać, ale ja po prostu nie miałam na to ochoty. Skoro postanowił być dupkiem, n
















