Wygnańczyni Króla Alfy: Odrzucenie Białej Wilczycy

Wygnańczyni Króla Alfy: Odrzucenie Białej Wilczycy

Autor: Aeliana Moreau

Rozdział 5
Autor: Aeliana Moreau
22 cze 2026
  Z perspektywy Valeriona   Siedziałem przygnębiony na tylnym siedzeniu samochodu, podczas gdy Gawain, jeden z zabranych przeze mnie wojowników, kierował nas z powrotem na tereny stada. Kolejne poszukiwania mojej przeznaczonej w innych watahach spełzły na niczym. Robiłem to od dwóch lat i każda wyprawa kończyła się porażką.   Tym, czego pragnę w życiu najbardziej, jest moja przeznaczona. Ktoś, kogo mógłbym kochać i pielęgnować, ktoś, kogo będę mógł nazwać swoim. Ktoś, kto u mojego boku zasiądzie na tronie, a gdy nadejdzie właściwy czas, urodzi mi szczenięta. Moja własna Królowa.   Każdego dnia widzę, jak bardzo kochają się moi rodzice, i chciałbym móc doświadczyć tego samego. Ojciec bezgranicznie kocha matkę, a ona darzy go równie wielkim uczuciem. Dzielą taką miłość, jakiej i ja zawsze pragnąłem, ale jak dotąd nie odnalazłem tej jedynej.   Odwiedzałem stada pod pretekstem rutynowych kontroli, ale moim prawdziwym celem było odnalezienie mojej przeznaczonej. Wybrano mi partnerkę, lecz ja nie chciałem tak żyć. Wkrótce zostanę Królem Alphą, a żeby objąć ten tytuł, potrzebuję u mego boku Luny.   To była moja ostatnia wyprawa. Zjeździłem wszystkie stada i wciąż nic. Moje serce było ciężkie, i klnąc na Księżycową Boginię, wracałem na własne ziemie.   Na wypadek, gdybym nie znalazł tej właściwej, wybrano dla mnie kobietę, z którą miałem zostać ukoronowany. Nie uśmiechał mi się ten pomysł, ale ojciec twierdził, że to dla mojego własnego dobra; że miało to zapobiec rebelii ze strony innych Alph. Wygląda na to, że muszę postawić dobro mojego ludu ponad własnymi pragnieniami.   Gdy dojechaliśmy do domu stada, przywitała mnie matka. W wieku 43 lat wyglądała, jakby nie przekroczyła 25. Cholerny wilkołaczy gen. Po matce odziedziczyłem rysy twarzy, po ojcu sylwetkę. Wybiegła radośnie z domu i z podekscytowaniem zajrzała do samochodu. Zrzedła jej mina, kiedy zorientowała się, że wracam sam.   Spojrzała na mnie, a ja pokręciłem głową. Podeszła i przytuliła mnie. Ujęła moją dłoń i wprowadziła mnie do środka. W części kuchennej zastaliśmy ojca pochylonego nad gazetą; podniósł wzrok, gdy weszliśmy. Widząc, że wróciłem z niczym, objął mnie współczująco.   Rodzice zawsze wspierali mnie we wszystkim, co robiłem. Nie potrafiłem się na nich gniewać nawet za to, że to oni wybrali mi kandydatkę. Chcieli tylko tego, co dla mnie najlepsze.   Przeprosiłem i udałem się do swojego pokoju. Valen w mojej głowie westchnął ze smutkiem; czułem się tak fatalnie z jego powodu. Pragnąłem mojej przeznaczonej, ale bycie od niej odciętym było znacznie trudniejsze do zniesienia dla wilczej części mnie.   "Daliśmy z siebie wszystko, Valen. Może Księżycowa Bogini nie przewidziała dla nas partnerki, a może ona nie żyje. Przeszukaliśmy każdy kąt i wróciliśmy z niczym. Jestem następnym Królem Alphą, teraz muszę postawić mój lud na pierwszym miejscu" – powiedziałem do niego przez naszą więź myślową. Valen wycofał się na krańce mojej świadomości, nie racząc mi nawet odpowiedzieć.   Zabrałem się do przebierania, gdy poczułem, że przez połączenie myślowe stada próbuje się do mnie dobić mój najlepszy przyjaciel i przyszły Beta, Korvan. Opuściłem barierę i usłyszałem jego głos.   "Siema, stary, już jesteś. Znalazłeś ją?" – zapytał ożywiony. Odkąd skończyłem czternaście lat, wszyscy nie mogli doczekać się swojej nowej Luny, więc rozumiałem jego entuzjazm.   "Nie, brachu. Nie znalazłem. Wygląda na to, że Księżycowa Bogini nie ma dla mnie partnerki" – roześmiałem się sucho przez więź i usłyszałem jego westchnienie.   "Bardzo mi przykro, stary. Ale wiesz, w zasadzie połączyłem się z tobą, by ci przekazać, że dzisiaj rano schwytaliśmy na naszych ziemiach Samotnika. Zale kazał wtrącić ją do lochów; czekaliśmy na twój powrót, byś zdecydował, co z nią zrobić" – rzekł Korvan przez więź myślową.   "Samotnik? Samica Samotnika? Od lat nie mieliśmy z nimi żadnych problemów. Co robił patrol, kiedy wkroczyła na nasze terytorium? Zrobiła komuś krzywdę? I dlaczego w ogóle jeszcze żyje, Korvan?" – wybuchnąłem ze złością.   Od ośmiu lat nie doświadczyliśmy ataku dzikich wilków. Tamten zabrał mi coś cennego, i od tego czasu darzyłem Samotników szczerą nienawiścią. To paskudne, wstrętne stwory, nienależące do żadnej watahy, które nie zasługują na niczyje współczucie.   "Stary, ona wyglądała na cholernie słabą i przerażoną. Jakby przed czymś uciekała. Nie zachowywała się jak zdziczała bestia, była po prostu wystraszona. Po wystrzeleniu środka usypiającego od razu przybrała ludzką postać. W dodatku to był wczesny ranek, mało kogo było na patrolu" – Korvan próbował przemówić mi do rozsądku, ale ja nie zamierzałem tego słuchać.   "Nic mnie to nie obchodzi, Korvan. Samotnicy to niebezpieczne kreatury i powinni być zabijani na miejscu. Nie życzę sobie, żeby kręciła się blisko członków mojego stada. Zabijcie ją, Korvan" – warknąłem gniewnie przez więź myślową i podniosłem zasłonę umysłu.   Kiedy ściągałem koszulę, usłyszałem pukanie; do pokoju weszła Zelene, moja wyznaczona partnerka. Była piękna i przez wszystkich uwielbiana, ale nie była moją przeznaczoną; ani ja, ani Valen nie czuliśmy do niej zupełnie nic. Chcemy naszej drugiej połówki!   "Wróciłeś, Valerionie. Słyszałam, że nie znalazłeś swojej przeznaczonej" – wyszeptała w sposób, który pewnie wydawał jej się seksowny, ale we mnie wzbudził tylko niesmak.   "Zabieraj ode mnie ręce i wynoś się z mojego pokoju, Zelene!" – warknąłem moim przypisanym Alphom głosem, a ona czym prędzej wybiegła. Nie chciałem wiązać się z nikim poza moją przeznaczoną. Pragnąłem czuć to wszystko, co mają moi rodzice.   Wyszedłem z kąpieli i miałem zamiar zmrużyć oko, kiedy do pokoju wpadła wściekła matka. O nie. Nie wiedziałem, co takiego przeskrobałem, ale matka potrafiła być przerażająca, kiedy wpadała w furię.   "Nie wychowałam cię w taki sposób, Valerionie Lucisie Thorne!" – krzyknęła, a po pełnym imieniu poznałem, że mam kłopoty.   "Przecież nic nie zrobiłem, mamo. Właśnie wróciłem z podróży i poszedłem do swojego pokoju. Przysięgam, że nic nie zrobiłem" – patrzyłem na nią, usilnie zachodząc w głowę, o co może chodzić. Z powodu wyrzucenia Zelene? Matka nawet nie przepadała za nią jakoś specjalnie, zgodziła się na nią tylko dlatego, że była dla mnie najlepszą partią.   "I właśnie to zrobiłeś! Kompletnie nic! Na naszym terytorium pierwszy raz od ośmiu lat złapano Samotnika, a ty nawet nie zamierzałeś dowiedzieć się, co ją tu sprowadziło? Jesteś następnym Królem Alphą, Valerionie, nie możesz traktować takich spraw z pobłażaniem. Co, jeśli jest ich więcej i ona tylko szpieguje? A jeśli moglibyśmy wydobyć z niej więcej informacji, a ty wydałeś rozkaz, żeby od razu ją zabić?" – wybuchnęła, by po chwili odwrócić się na pięcie i wyjść.   Westchnąłem z rezygnacją, po czym przez połączenie myślowe przekazałem Korvanowi, że zejdę do lochów w ciągu pół godziny i że nikt nie ma prawa tknąć tego Samotnika. Ubrałem się i zszedłem na dół, żeby coś zjeść. Będę potrzebował sił na rozprawienie się z tym popieprzonym intruzem.   Opuściłem budynek stada i poczułem w głowie rosnący niepokój Valena. Nigdy wcześniej nie był niespokojny, co zaczynało mnie martwić.   "Co jest, kolego? Coś nie tak?" – zapytałem przez naszą więź.   "Sam nie wiem. Mam przeczucie, że w lochach za chwilę wydarzy się coś niezwykłego, tylko nie mogę do końca rozgryźć co" – odpowiedział Valen.   Przyspieszyłem kroku w stronę lochów. Miałem nadzieję, że obejdzie się dziś bez rozlewu krwi. Kiedy zaczynam, nie potrafię się zatrzymać, i to był kolejny powód, dla którego potrzebowałem mojej przeznaczonej. Pieprz się, Księżycowa Bogini.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 5 – Wygnańczyni Króla Alfy: Odrzucenie Białej Wilczycy | Czytaj powieści online na beletrystyka