LYRA.
Wsunęłam z powrotem telefon w zarośla. Teraz nie miałam już z niego żadnego pożytku.
Jeszcze przed momentem tryskałam optymizmem. Wyglądało jednak na to, że prześladował mnie najgorszy pech na świecie.
Starłam z twarzy słone łzy, jednak, mimo najszczerszych chęci, z moich ust nadal wyrywał się cichy płacz.
Ze spuszczoną głową powlokłam się na tyły domu stada i weszłam przez tylne wejście
















