LYRA.
Przez całą uroczystość nie mogłam usiedzieć spokojnie. Czułam pieczenie na karku i wiedziałam, że to Declan się we mnie wpatruje.
Kiedy powiedziałam mu, żeby zwracał na mnie uwagę, nie miałam na myśli gapienia się w moje plecy przez całą ceremonię. Nie mogłam jednak zaprzeczyć, że myśl o tym, iż patrzy bezpośrednio na mnie, wprawiała mnie w radosne oszołomienie.
Powinnam się teraz bać, prawda? Bo to trochę przerażające tak się w kogoś wpatrywać, ale czułam coś zupełnie przeciwnego.
Chciałam, żeby jego wzrok spoczywał na mnie.
Kiedy wcześniej zobaczyłam panno Stellę rozmawiającą z nim, byłam wściekła. Zazdrość odbierała mi zmysły. Była znana na całym kampusie z tego, że chętnie rozkłada nogi przed przystojnymi mężczyznami, którzy chcieli się z nią przespać. A Declan zdecydowanie był przystojny.
Krew się we mnie gotowała na widok tego, jak na niego patrzyła. Podrywała go, a ja nie byłam pewna, czy Declan uznał ją za atrakcyjną, bo choć jej nie lubiłam, nie mogłam zaprzeczyć, że była naprawdę seksowna i miała ładną twarz.
Ale nie pozwoliłabym jej go uwieść. Nie mojego Declana.
Gdy tylko ceremonia dobiegła końca i wszyscy zaczęli tłoczyć się na dużej scenie, by robić zdjęcia, ostrożnie wycofałam się spośród kolegów z roku i zaczęłam go szukać wzrokiem. Musiałam do niego dotrzeć, zanim dorwą go te brudne ręce Stelli.
Nie musiałam jednak długo szukać – Declan już zmierzał w moją stronę i w końcu stanęliśmy naprzeciw siebie. Jego twarz była lustrzanym odbiciem uśmiechu na moich ustach.
– Cześć! – powiedziałam, nie wiedząc, co powinnam tym razem rzec.
– Cześć! To jest ten moment, w którym miałem wręczyć ci kwiaty, ale ty mi je już zabrałaś. – Zachichotał, uśmiechając się szerzej; jego dołeczki się pogłębiły, a moje serce zaczęło bębnić w piersi.
Patrzył mi prosto w oczy, przez co traciłam koncentrację.
Zachichotałam, próbując wyrwać się z własnej bańki: – Myślę, że to raczej moment, w którym powinieneś powiedzieć: „Gratulacje! W końcu skończyłaś szkołę! Teraz nie muszę już wydawać na ciebie tyle pieniędzy!”.
Declan zaśmiał się serdecznie i pomimo tłumu wokół nas, słyszałam jego śmiech tak, jakby był jedynym dźwiękiem w okolicy.
Podszedł bliżej, a jego ramię oplotło moją talię, przyciągając mnie do niego. Poczułam, jak jego dłoń wędruje na tył mojej głowy i przyciska ją do jego piersi. Pozwoliłam, by jego zapach wypełnił moje nozdrza, gdy go objęłam. Naprawdę pięknie pachniał.
– Gratulacje, Lyra. Cieszę się, że w końcu mogę zabrać cię do domu. – Jego głos był niski i głęboki, a mimo szczerości w jego tonie, nie mogłam powstrzymać smutku.
W końcu wracałam do domu. To było wszystko, czego pragnęłam.
Ale na jak długo? Prędzej czy później Rowan przyjdzie i się o mnie upomni.
– Hej! Jesteś tu ze mną? – Głos Declana wyrwał mnie z zadumy.
Nie powinnam dziś myśleć o Rowanie. Tylko o Declanie.
Skinęłam głową i mocniej wtuliłam się w jego pierś. – Nie zamienisz mnie w niewolnicę, żebym odpracowała wszystkie wydatki na ten internat, co?
– Hmmm... Właściwie podsunęłaś mi pomysł. Zrobienie z ciebie mojej niewolnicy brzmi jak niezła zabawa. – Zachichotał, ściskając mnie mocniej obydwoma ramionami, i po prostu tak staliśmy, przytuleni, podczas gdy tłum przemieszczał się wokół nas.
¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨
DECLAN.
– Jesteś pewna, że nie chcesz, bym po ciebie przyjechał, żebyśmy mogli pójść na bal razem? – zapytałem, zamykając bagażnik samochodu po schowaniu większości jej rzeczy, które zabieraliśmy do domu watahy.
Staliśmy na parkingu akademika, w którym mieszkała. Chciała przygotować się do balu razem z koleżankami, podczas gdy ja miałem wrócić do hotelu, w którym zameldowałem się rano, by również się przyszykować.
– Możesz też przygotować się w hotelu. Mogę zarezerwować ci oddzielny pokój – dodałem.
Potrząsnęła głową i uśmiechnęła się do mnie: – Poradzę sobie tutaj. Nie chcę, żebyś wydawał na mnie pieniądze. Koleżanki pomogą mi z włosami i makijażem, nie żebym zamierzała nakładać go zbyt wiele.
Odwzajemniłem uśmiech, a moja dłoń powędrowała do jej policzka; przesunąłem kostkami palców po jej miękkiej skórze. – Nie potrzebujesz żadnego makijażu, i tak jesteś piękna.
Szkarłatny rumieniec powoli wypełzł na jej policzki, gdy spuściła wzrok na ziemię. – Widzimy się więc na sali balowej o siódmej?
Skinąłem głową, podszedłem do siedzenia pasażera i otworzyłem drzwi, wyjmując telefon komórkowy, który położyłem tam wcześniej, zanim tu przyjechałem.
– Weź to. Dzwoń, gdyby cokolwiek się działo. – Podałem jej telefon, a jej oczy rozszerzyły się, gdy na mnie spojrzała.
– Nie potrzebuję telefonu. Zostaję tutaj. Nigdzie się nie wybieram poza salą balową.
– To dla mojego świętego spokoju. Mój numer jest wpisany. Możesz mi go oddać, gdy będziemy wracać na terytorium, jeśli go nie chcesz. Chcę mieć tylko pewność, że możesz się ze mną skontaktować w każdej chwili, gdy będziesz tego potrzebować lub chcieć, zanim zobaczę cię wieczorem.
Skinęła głową i przygryzła dolną wargę, biorąc ode mnie telefon i wsuwając go do kieszeni.
– Dziękuję. Do zobaczenia później. – Uśmiechnęła się ciepło, po czym cofnęła się o krok.
– Do zobaczenia zatem. – Uśmiechnąłem się do niej, przeszedłem na drugą stronę auta i pomachałem jej, zanim usiadłem za kierownicą.
Zapukała w szybę od strony pasażera. Opuściłem ją i zobaczyłem, że się uśmiecha, a w jej oczach błyszczą figlarne ogniki. – Spróbuj być grzeczny, dopóki nie zobaczysz mnie na sali, dobrze? Nie pozwól, by te wszystkie dziewczyny i kobiety tam mdlały na twój widok.
Zachichotałem i zasalutowałem jej dłonią: – Będę grzeczny, psze pani.
– Dobrze! Nie zapomnij zaproszenia. Tego, które wsunęłam ci do kieszonki na piersi. Inaczej cię nie wpuszczą. – Promieniała ze szczęścia. Chciałbym móc sprawić, by uśmiechała się tak zawsze.
– Nie zapomnę. Do zobaczenia na miejscu. – Poklepałem się po kieszonce na piersi, odwzajemniając uśmiech. – Idź już! Poczekam, aż wejdziesz do środka, zanim odjadę.
Skinęła głową, pomachała mi, po czym odwróciła się i pobiegła w stronę wejścia do akademika.
Obserwowałem jej sylwetkę, aż stała się malutka i zniknęła wewnątrz budynku.
*****
Impreza już trwała, gdy przyjechałem. Miejsce roiło się od ludzi, ale widziałem też kilku pracowników, którzy byli wilkołakami.
Myślę, że większość z nich już poznałem, ale to prawdopodobnie moja aura Alfy sprawiała, że nikt nie odważył się dziś do mnie podejść.
Ale szczerze mówiąc, nie przeszkadzało mi to. Chciałem po prostu odpocząć, zapomnieć o byciu Alfą i cieszyć się wieczorem z Lyrą.
Rozejrzałem się po sali balowej z nadzieją, że ją zobaczę. Wciąż jej nie było.
Próbowałem nawiązać mindlink, ale nie mogłem się z nią połączyć. Korciło mnie już, by do niej zadzwonić, ale powstrzymywałem się. Było dopiero piętnaście po siódmej. Mogła być już w drodze. Musiałem po prostu być cierpliwy.
Wziąłem drinka ze stołu z poczęstunkiem, ignorując spojrzenia, które rzucali mi niektórzy uczniowie. Zauważyłem Stellę po drugiej stronie i podekscytowanie na jej twarzy, gdy mnie dostrzegła, ale zignorowałem ją i odwróciłem się w innym kierunku. Chciałem dotrzymać słowa danego Lyrze. Moja uwaga miała być dziś skupiona wyłącznie na niej.
I wtedy ją zobaczyłem.
Szła w towarzystwie dwóch dziewczyn, zapewne jej koleżanek; wchodziły przez podwójne drzwi wejściowe, ale moje oczy widziały tylko ją.
Jej jasna, błękitno-szara sukienka typu „princessa” z dekoltem w serek, wykonana z haftowanego materiału, podkreślała jej szczupłą talię i idealnie opinała biodra, po czym rozszerzała się w długą spódnicę o kroju litery A. I tak jak mi mówiła, jej twarz była niemal pozbawiona makijażu. Miała tylko delikatnie podkreślone oczy i czerwoną szminkę, która uwydatniała jej ponętne usta. Rozpuściła włosy, które opadały dużymi, falującymi lokami, a kilka pasm okalało jej nieskazitelną twarz.
Wstrzymałem oddech, chłonąc jej widok. Była prawdziwą pięknością i czułem się pobłogosławiony, mogąc być dziś obok niej.
Jej oczy skanowały całą salę, szukając czegoś, aż w końcu spoczęły na moich. Jej usta wygięły się w pięknym uśmiechu, gdy ruszyła w moją stronę, przecinając środek sali. Nie umknęło mojej uwadze, że coraz więcej chłopaków zaczęło obracać za nią głowy, a ja nie mogłem powstrzymać syknięcia, które wyrwało się z moich ust pod wpływem płonącej we mnie zazdrości.
Miałem ochotę podbiec i porwać ją prosto ze środka sali balowej, ale czekałem. Nie chciałem dziś przyciągać uwagi. Jej uwaga była dla mnie aż nadto wystarczająca.
















