Było południe, kiedy w końcu wybudziłam się ze snu i tak samo jak rano, leżałam w łóżku z twarzą zwróconą w stronę okna, gapiąc się w nie tępo, bo nie miałam nic do roboty, a bałam się wyjść z pokoju, nie chcąc wejść Deaconowi w drogę. Nie żeby cokolwiek mogło go powstrzymać, gdyby postanowił wejść do środka.
Z westchnieniem złapałam się za brzuch, który zaburczał, przypominając mi, że nie jadłam
















