Obudziłam się, gdy promień słońca przedarł się przez zasłony w oknach. Wpatrywałam się w światło. Leżąc na brzuchu, przypomniałam sobie koszmar minionej nocy. Na szczęście czułam tylko mdłości, ale nie na tyle silne, by zwymiotować.
Rozejrzałam się wokół; wszystko wydawało się ciche i spokojne. Udało mi się podnieść z łóżka. Bez marnowania czasu skierowałam wzrok na drzwi. Podbiegłam do nich, bojąc się, że będą zamknięte, ale odetchnęłam z ulgą, gdy zauważyłam, że są otwarte. Delikatnie uchyliłam drzwi, starając się nie wydać żadnego dźwięku, i spojrzałam na pusty korytarz, po czym wyszłam z pokoju i zaczęłam ostrożnie schodzić po schodach.
Wystrój domu był wspaniały i bardzo luksusowy, co sprawiło, że zaczęłam się zastanawiać, kim jest właściciel.
Moje oczy powędrowały prosto do głównych drzwi i posłałam szybkie podziękowanie do Boga. Ruszyłam w stronę wyjścia, ale zanim zdążyłam dotrzeć do drzwi, usłyszałam za sobą głos.
— Nie robiłbym tego na twoim miejscu.
Powoli odwróciłam się jak spłoszona zwierzyna i napotkałam ciemnobrązowe oczy oraz kręcone ciemne włosy. Był atrakcyjny.
— Deaconowi nie spodobałby się fakt, że próbowałaś uciec — powiedział ponownie, kładąc nacisk na imię Deacon, który, jak zgadywałam, był facetem, który mnie porwał.
— Jestem Enzo i choć bardzo chciałbym cię lepiej poznać, musisz odsunąć się od drzwi.
— Gdzie on jest? — Chciałam spotkać mojego rzekomego porywacza, by zapytać, dlaczego tu jestem.
— Wyszedł załatwić kilka spraw. Sugeruję, żebyś wróciła do pokoju. Nie chciałbym, żebyś musiała mierzyć się z gniewem Deacona — powiedział, a przez jego twarz przemknęły różne emocje. Nie wiedziałam, czy to strach, zmartwienie czy litość, ale fakt, że bał się tego Deacona, sprawił, że zaczęłam się zastanawiać, jak przerażający musi być ten człowiek.
Odeszłam od drzwi i weszłam po schodach z powrotem do swojego pokoju, a Enzo szedł za mną.
— Przyniosę ci coś do jedzenia — powiedział, gdy weszłam do środka.
Enzo wrócił z tacą, na której był talerz z chlebem, jajecznica i szklanka soku pomarańczowego. Zjadłam i wypiłam wszystko bez oporów. Potrzebowałam energii do późniejszej ucieczki. Kiedy skończyłam posiłek, zabrał tacę, ale dźwięk kliknięcia przykuł moją uwagę. Wstałam z łóżka i podeszłam do drzwi, próbując je otworzyć, ale były zamknięte.
Świetnie! Jestem uwięziona w pokoju.
Tyle z mojego planu ucieczki, ale nie zamierzałam się poddawać. Myślami uciekłam do Sie. Musi odchodzić od zmysłów ze zmartwienia. Co jeśli nie uda mi się uciec? Co się ze mną stanie? Przez długi czas krążyłam po pokoju, płacząc ze strachu i złości, aż w końcu moje powieki stały się ciężkie, a ciało zmęczone, i zapadłam w sen bez snów.
Obudziło mnie chłodne, mrowiące uczucie na twarzy. Trzymałam oczy zamknięte, próbując odpędzić to wrażenie, ale ono tylko przybrało na sile. Otworzyłam oczy i natychmiast wydałam z siebie krzyk.
Ciarki przeszły mi po plecach, gdy spojrzałam w jego czarne tęczówki. Rozpoznałam go natychmiast – to był ten sam mężczyzna, którego widziałam miesiąc temu w klubie. Jego twarz znajdowała się zaledwie cal od mojej, a kiedy próbowałam się poruszyć, jego dłonie przytrzymały mnie za boki, uniemożliwiając ruch. Uśmiechał się w mroczny i złowieszczy sposób, co sprawiało, że czułam się bardzo nieswojo.
Czy to był ten rodzaj uśmiechu, który posyłał swoim ofiarom, zanim je mordował?
Minęło kilka sekund, zanim w końcu usiadł, dając mi odrobinę przestrzeni. Byłam zbyt przerażona, by się poruszyć. Jego potężna sylwetka była tak onieśmielająca, że z trudem patrzyłam mu w oczy. On jednak nie miał problemu z wpatrywaniem się we mnie; jego wzrok błądził po moim ciele, śledząc każdy mój ruch.
— Sloane Vance, hm. Sloane, Sloaney, Slo — wyrecytował z rozbawieniem w głosie. Byłam zaskoczona, że zna moje imię, ale nic nie powiedziałam, gdy on spojrzał na ścianę za sobą.
— Wiesz, dlaczego tu jesteś, Slo? — zapytał głosem spokojnym, lecz niebezpiecznym.
— Nie, po prostu wypuść mnie — powiedziałam cichym, błagalnym głosem.
— Byłaś tej nocy cholernie seksowna, wiesz o tym? — powiedział szorstko, a ja poczułam, jak krew odpływa mi z twarzy.
Zamknął oczy i wziął głęboki oddech. Kiedy je otworzył, jego źrenice były rozszerzone. Natychmiast cofnęłam się, aż moja głowa uderzyła o wezgłowie łóżka, a on przysunął się razem ze mną.
Zbliżył twarz do mojego prawego ucha. Próbowałam nie drżeć, ale było to trudne. Jego ciepły oddech omiatał moją skórę.
— Cz... czego ode mnie chcesz? Dlaczego mnie porwałeś? — szepnęłam drżącym głosem, powstrzymując szloch.
— Bo cię chcę, mała kusicielko — odpowiedział swobodnie, jakby mówił o pogodzie.
— Dlaczego ja? Możesz mieć każdą. Po prostu mnie wypuść — błagałam.
— Nie chcę nikogo innego. Jesteś moja — powiedział spokojnie, ale chłodno.
Zamknęłam oczy, a moje ciało zaczęło się niekontrolowanie trząść. Jedno silne ramię objęło mnie w talii, przyciągając bliżej niego, a druga ręka spoczęła obok mojej głowy na wezgłowiu, przez co gwałtownie otworzyłam oczy. Próbowałam się wiercić, by wyrwać się z jego uścisku. Bez ostrzeżenia zanurzył twarz w zagłębieniu mojej szyi.
Zapach jego wody kolońskiej uderzył mnie w nozdrza, gdy zaczął ocierać się nosem o moją skórę. Położyłam dłoń na jego piersi, co sprawiło, że zesztywniał i mocniej zacisnął uścisk w talii. Czułam, jak jego mięśnie brzucha się napinają, a skóra pod moją dłonią jest gorąca, gdy pchałam go z całej siły, próbując stworzyć między nami dystans, ale on nawet nie drgnął.
Zaczął kreślić nosem wzory na mojej gołej skórze, co wywołało dreszcze w całym moim ciele i poczułam wściekłość na samą siebie za to, że poczułam takie podekscytowanie.
Uratował mnie dźwięk dzwoniącego telefonu i w duchu byłam wdzięczna komukolwiek, kto do niego dzwonił.
— Che cosa! — warknął, wściekły na osobę po drugiej stronie.
— Sto arrivando, non puoi nemmeno fare niente di giusto idiota. — Zakończył połączenie. — Muszę już iść, mała kusicielko, ale wrócę. — Pocałował mnie w policzek i wstał, by wyjść z pokoju. Wypuściłam powietrze, które nieświadomie wstrzymywałam, podczas gdy z moich oczu popłynęły niekontrolowane łzy.
*+*+*+*
Tłumaczenia:
Che cosa – (Co?)
Sto arrivando, non puoi nemmeno fare niente di giusto idiota – (Już idę, nie potrafisz zrobić nawet jednej rzeczy porządnie, idioto).
















