Minął miesiąc, odkąd byłyśmy z Sie w klubie, a ja w końcu skończyłam sesję egzaminacyjną. Został mi jeszcze tylko tydzień na oddanie przypisanego projektu i kończę szkołę. W końcu będę mogła odebrać dyplom i rozpocząć staż jako lekarz.
Zaczęło się już lato, przez co pogoda była upalna, a praca na pół etatu jako kelnerka w jednej z najpopularniejszych restauracji, L'Elite, wcale tego nie ułatwiała. Czułam, jak pot zbiera mi się pod białą koszulą; czoło wymagało ciągłego wycierania i byłam prawie pewna, że mój makijaż jest już w ruinie.
— Sloane, stolik szósty i dziewiąty, proszę.
— Już idę, pani Ricci — powiedziałam, posyłając jej uśmiech, który uprzejmie odwzajemniła. Jest menedżerką i to bardzo dobrą oraz miłą, co sprawia, że kochają ją zarówno pracownicy, jak i klienci.
Poszłam do kuchni, by się z nią spotkać, a ona wskazała na cztery talerze ustawione na blacie ze stali nierdzewnej. Udało mi się zbalansować wszystkie cztery talerze na rękach, podeszłam do drzwi kuchni i wypchnęłam je plecami.
Postawiłam talerze na drugim stoliku i wytarłam spocone dłonie o przód fartucha. Odwróciłam się i zobaczyłam Silvię, recepcjonistkę restauracji, witającą i kierującą do stolika pewną parę. Uśmiechnęłam się, widząc, że to stali klienci. Wskazano im miejsca. Wyjęłam notatnik z kieszeni fartucha i podeszłam do nich z uśmiechem na twarzy. Przerzuciłam kartkę, by przyjąć zamówienie.
— Dobry wieczór, państwu Ward. Witamy w L'Elite. Co mogę dziś państwu podać? — zapytałam, wciąż się uśmiechając.
— Cześć Slo, ładnie dziś wyglądasz — powiedziała pani Ward, odwzajemniając uśmiech.
— Wątpię, ale pani za to wygląda olśniewająco. Czy to jakaś specjalna okazja? — zapytałam.
— To nasza dwudziesta rocznica ślubu — odpowiedział pan Ward, biorąc dłoń żony w swoją i składając czuły pocałunek na jej wierzchu, podczas gdy oboje patrzyli na siebie z miłością.
— To wspaniale. Moje gratulacje — powiedziałam, podziwiając ich uczucie i marząc o takiej miłości dla siebie.
— Dziękujemy. Poproszę stek z frytkami i wasze najlepsze czerwone wino — zamówił pan Ward.
Zanotowałam to i odwróciłam się do pani Ward.
— Poproszę to samo co Jack — powiedziała.
— Dobrze, już się robi. — Wróciłam do kuchni, by przekazać zamówienie, i zrobiłam sobie krótką przerwę, zanim wysłałam jednego z kelnerów, by dostarczył im wino.
Choć praca bywa wyczerpująca, uwielbiałam tu pracować. Pracuję tu od czterech lat i to pomogło mi opłacić czesne i utrzymać się.
— Gotowe — powiedziała Gina, jedna z pracownic kuchni.
Ułożyłam talerze na rękach i ostrożnie wyszłam na salę.
— Proszę bardzo — powiedziałam, stawiając talerze po obu stronach stołu.
— Dziękujemy — odpowiedzieli jednocześnie.
— W razie potrzeby proszę mnie wołać. Życzę miłego wieczoru.
Zostawiłam parę przy kolacji i podeszłam do pustego stolika, by go uprzątnąć. Zazwyczaj sprzątam stoły przed powrotem do domu.
Wykonując swoje obowiązki, przyglądałam się ludziom w restauracji. Byli tu zakochani, biznesmeni i rodziny. Rodzina składająca się z ojca, matki i córki pojawiła się w zasięgu mojego wzroku na samym końcu sali, blisko okien. Śmiali się radośnie, ignorując upał.
To była szczęśliwa chwila, ale jednocześnie bolesna dla mnie. Myślami wróciłam do własnej rodziny.
Tak bardzo za nimi tęsknię.
Kiedy skończyłam pracę, poszłam do szatni, by zabrać swoje rzeczy i przebrać się z munduru w wygodne ubrania: bluzę i dżinsy. Wiem, że jest gorąco, ale w bluzie i dżinsach czuję się swobodniej. Wyjęłam telefon, by sprawdzić wiadomości i zobaczyłam pięć nieodebranych połączeń oraz jedną wiadomość, wszystkie od Sie. Odblokowałam telefon i sprawdziłam treść. Przez egzaminy nie miałyśmy czasu porządnie pogadać.
Bestie: Hej Slo, planuję iść do klubu Vannicelli z kilkoma znajomymi. Chcesz się zabrać?
Ja: Nie bardzo. Jestem zmęczona i chciałabym się wyspać. Może następnym razem.
Bestie: Okej, pewnie wyjdę, zanim wrócisz.
Ja: Dobra, baw się dobrze, ale bez przesady.
Bestie: Nic nie obiecuję 😉.
Zablokowałam telefon i włożyłam go do torebki, by o nim nie zapomnieć.
Pożegnałam się ze współpracownikami i panią Ricci, po czym wyszłam z restauracji.
Powroty do domu o tej porze nie były dla mnie nowością i nie bałam się. Nie brałam samochodu, bo restauracja była blisko mojego mieszkania, a lubiłam nocne spacery. Nie było aż tak ciemno, gdy szłam w stronę domu, modląc się w duchu, by nie spotkać żadnego zboczeńca.
Byłam już prawie u celu, gdy znów to poczułam. Wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Trwało to już od miesiąca. Wmawiałam sobie, że to tylko paranoja, ale nie mogłam nic na to poradzić. Obejrzałam się za siebie, ale nikogo nie było. Ktoś mnie śledził, ale po prostu nie mogłam go dostrzec. Nie robił mi krzywdy, tylko obserwował. Mimo to zawsze przyspieszałam kroku.
Bezpieczeństwo przede wszystkim, prawda? To, że nic nie robi, nie oznacza, że nie jest niebezpieczny.
Szłam dalej, szybciej niż wcześniej, i wciąż nie mogłam pozbyć się tego uczucia. Westchnęłam z ulgą, widząc mój budynek po drugiej stronie ulicy.
Zanim zdążyłam przejść, poczułam czyjąś obecność za plecami. Odwróciłam się i wpadłam na coś twardego jak mur.
Nie... nie na mur, tylko na mężczyznę.
— Witaj, Bella. Myślę, że czekałem już wystarczająco długo — powiedział, patrząc na mnie z góry. Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo poczułam ukłucie igły w skórę i nagle świat zgasł.
Jego oczy były ostatnią rzeczą, jaką zapamiętałam.
















