Clara
Następnego ranka o mało nie dostaję zawału serca, gdy wchodzę do kuchni. Declan Kincaid – przystojny szef mojego taty, który na żywo wygląda jeszcze lepiej niż na Facebooku – siedzi na krześle, uśmiechając się do mnie kpiąco w chwili, gdy nasze oczy się spotykają.
– A więc to ty jesteś tą małą literatką, która pisze erotyczne historie o starszych mężczyznach z „doskonale rzeźbionymi ciałami” i „kaloryferem na brzuchu, za który można umrzeć”, co?
Jego oczy błyszczą rozbawieniem, podczas gdy ja stoję tam, marząc o tym, by zniknąć z powierzchni ziemi. Włoski na karku mi stają, szybko odwracam wzrok, a na policzki wypływa mi rumień, gdy przypominam sobie te żywe opisy mojego głównego bohatera.
Na szczęście nie muszę odpowiadać Declanowi, bo do kuchni wchodzi moja mama. Nalewa kawę do filiżanki i podchodzi z nią do stołu.
– Kawa gotowa, panie Kincaid. To pewnie nie jest marka, do której przywykło pana bogate podniebienie, ale to najlepsza, jaką mamy. Mam nadzieję, że będzie panu smakować – mówi pogodnie, zupełnie nieświadoma upokorzenia wypisanego wyraźnie na mojej twarzy.
Declan obdarza ją czarującym uśmiechem.
– Na pewno będzie wyśmienita, pani Hayes. Ale gdzie są pani bułeczki cynamonowe? Mąż zawsze zachwala je w pracy i umierałem z ciekawości, żeby ich spróbować.
Gdy moja mama rumieni się pod wpływem komplementu i spieszy do części kuchennej, by przygotować swoje słynne cynamonki, znów czuję na sobie wzrok Declana. Przełykam ślinę, zbierając w sobie resztki odwagi.
– Co pan tutaj robi?
– Przyszedłem zobaczyć, kogo zamierzam zatrudnić – odpowiada gładko, biorąc łyk kawy. – Jestem tu też po autograf. W końcu nie mogłem przegapić okazji, by poznać autorkę tak intrygującej historii i nie poprosić o autograf, skoro może stać się kolejną wielką gwiazdą.
Jego słowa wywołują kolejną falę gorąca na moich policzkach, a ja dławię w sobie westchnienie. Czy to jakiś okrutny żart?
Unosząc brew, Declan kontynuuje:
– Co? Myślałaś, że poczuję się obrażony tym, co wysłałaś, a nie pod wrażeniem? Jeśli tak, to byłaś w błędzie. Twoja historia była całkiem... wciągająca, to mało powiedziane. – Jego usta wykrzywiają się w szerokim uśmiechu.
Szukając słów, wykrztuszam:
– Pan... pan... pan nie jest zły?
– Nie – śmieje się – raczej rozbawiony, powiedziałbym. Twoje zgłoszenie było zdecydowanie najciekawszym, jakie otrzymałem. Prawdopodobnie kiedykolwiek. Poza tym, kimże jestem, by zniechęcać do kreatywności?
W jego głosie pobrzmiewa sarkazm, a przenikliwe spojrzenie zupełnie mnie obezwładnia. Moja twarz płonie już z upokorzenia, więc odwracam wzrok, gapiąc się w podłogę.
Nigdy nie sądziłam, że mężczyźni w jego wieku mogą być tak irytujący… nie żeby mi się to zupełnie nie podobało. W bardzo drażniący sposób Declan jest czarujący. Moje serce nie przestało walić od momentu, gdy otworzył usta.
W tym momencie zjawia się mama z bułeczkami cynamonowymi.
– Myślę, że mąż jeszcze nie zauważył, że pan tu jest. Rozmawia z sąsiadem. Czy chce pan, żebym po niego poszła?
– Jeśli to nie kłopot – odpowiada Declan, nie spuszczając ze mnie wzroku, nawet gdy bułeczki lądują na stole.
– Zaraz wracam!
Gdy tylko mama nas opuszcza, Declan pozwala sobie na bycie bezczelnym.
– Twoim scenom seksu brakuje głębi, a niektóre wyglądają, jakby zostały napisane przez AI… – Przerywa na chwilę. – Jesteś dziewicą, prawda?
Słucham?
– To nie pana interes!
Gromię Declana wzrokiem. Moja opinia o nim całkowicie się zmieniła. Wczoraj, kiedy czytałam jego e-mail, wydawał się dorosły. Teraz? Już nie tak bardzo. Facet ewidentnie nie ma filtra i uważam to za wyjątkowo irytujące.
…ale wciąż jest pociągający.
– Nie mój interes… – Declan powtarza moje słowa i wstaje. Muszę zadzierać głowę coraz wyżej i wyżej, by spojrzeć w jego niebieskie oczy. Jest jak olbrzym, a mój głupi, zdradziecki mózg natychmiast uznaje to za seksowne.
Wbrew własnej woli ślinię się na jego widok, a gorąco między moimi nogami tylko narasta, gdy obdarza mnie mrocznym uśmiechem. – Wiesz, gdybyś była moją „zabawką”, nie pozwoliłbym ci podnosić na mnie głosu w ten sposób.
Zastygniam, gdy podchodzi do mnie, górując nade mną swoją potężną sylwetką. W przeszłości zawsze uważałam, że faceci w garniturach są nudni, bo kojarzyli mi się z przepracowanymi ludźmi, którzy nigdy się nie bawią.
Ale Declan wygląda na wszystko, tylko nie na nudziarza. Jego szerokie ramiona idealnie wypełniają garnitur, a wysoki wzrost sprawia, że wygląda potężnie. Jego obecność jest po prostu obezwładniająca.
Przełykam ślinę i cofam się o krok, przyciskając się do ściany.
– Nie podnosiłam głosu – udaje mi się wymruczeć, starając się, by strach nie wkradł się do mojego głosu.
– Nie? – Pochyla się bliżej, a jego głos zniża się do szeptu. – Dla mnie brzmiało to dość głośno.
Serce wali mi o żebra.
– Dl-dlaczego jest pan tak blisko?
– Tylko sprawdzam pewną teorię – odpowiada i opiera jedną ze swoich masywnych dłoni nad moją głową, podczas gdy druga chwyta mnie za podbródek, zmuszając, bym na niego spojrzała.
Cudem nie mdleję i jąkam się:
– J-jaką teorię?
Uśmiecha się kpiąco.
– Uważasz, że jestem pociągający, prawda?
– N-nie, wcale tak nie uważam – kłamię, ale Declan przejrzał mnie na wylot.
– Uważasz. – Aby dowieść swojej racji, przesuwa dłoń niżej, a gdy znajduje mokrą plamę między moimi nogami, na jego ustach pojawia się satysfakcjonujący uśmiech. – To jest dowód.
– N-nie – jąkam się ponownie, odpychając go od klatki piersiowej drżącymi dłońmi. On nawet nie drgnie. – Pan po prostu... po prostu mąci mi w głowie.
Uśmiech Declana staje się jeszcze szerszy na moje zaprzeczenie.
– Doprawdy? Twoje ciało najwyraźniej nie uważa, że tylko się z nim bawię. Chce mnie, a to uczucie jest wzajemne.
Ponieważ nie wiem, jak od niego uciec, spotykam jego wzrok i pytam:
– Cz-czego pan chce?
– Czy to nie oczywiste? – pyta. – Chcę cię jako moją sekretarkę na lato. – Jego palce wędrują z powrotem do mojej twarzy, a ja wstrzymuję oddech, gdy delikatnie przesuwa opuszkiem kciuka po mojej dolnej wardze. – Oczywiście robiłabyś więcej niż tylko pisanie na maszynie i odbieranie telefonów.
Gapię się na niego, a on chichocze.
– Lato to dla mnie bardzo pracowity okres, Claro. Dużo podróżuję, a posiadanie sekretarki, która jest zawsze przy mnie, ułatwiłoby zaspokojenie pewnych popędów. Może moglibyśmy sobie nawzajem pomóc? Twoje sceny erotyczne stałyby się bardziej... realistyczne.
Jego oczy ciemnieją, gdy wzrok opada na moje usta. Czuję, jak moje serce zamiera na ułamek sekundy. To nie fair. Nigdy o to nie prosiłam. Dlaczego on musi być tak... tak... odurzający?
– Ja... yyy...
Znów chichocze, odsuwając się tak gwałtownie, że robi mi się zimno i zaczyna mi brakować jego dotyku.
– Przemyśl to. Nie musisz mi odpowiadać teraz.
Zanim zdążę odpowiedzieć, oboje słyszymy zbliżające się kroki i Declan szybko odsuwa się ode mnie, poprawiając krawat i chrząkając dokładnie w momencie, gdy moja mama wchodzi do pokoju, prowadząc tatę.
– Panie Kincaid! – wykrzykuje tata. – Ja… nie wiedziałem, że pan dzisiaj wpadnie!
W odpowiedzi Declan jedynie się uśmiecha.
– Nie zostanę długo – mówi, po czym odwraca się do mnie. – Będę czekał na pani decyzję, panno Hayes. Praca jest pani, jeśli pani tego chce.
Uśmiecha się do mnie po raz ostatni przed wyjściem z naszego domu, zostawiając mnie stojącą tam w oszołomieniu i wciąż lekko bez tchu. Puls mi przyspiesza, gdy patrzę, jak odchodzi. To nie było spotkanie, jakiego się spodziewałam.
Mama odwraca się do mnie z pytającym spojrzeniem.
– Wszystko w porządku, kochanie?
Potrzebuję sekundy, zanim jestem w stanie jej odpowiedzieć.
– Tak, mamo. Wszystko w porządku.
– To dlaczego jesteś taka blada? – pyta tata. – Nie powinnaś świętować? Dostałaś pracę!
– Ja... – jąkam się, a mój umysł wciąż jest w rozsypce po tym spotkaniu. – Muszę to przemyśleć – wyznaję słabo.
– Przemyśleć? – Mama marszczy brwi, jej czoło przecina grymas zdziwienia. – Ale skarbie, to szansa życia!
Przełykam ślinę, szukając słów.
– Po prostu... nie tego się spodziewałam – udaje mi się w końcu wydusić.
Tata poklepuje mnie lekko po plecach.
– Pewnie się po prostu denerwujesz, to wszystko. Nie martw się; niedługo oswoisz się z tą myślą.
Zostawiają mnie samą w pokoju, bym mogła rozważyć propozycję Declana Kincaida. To oferta, która wydaje się zbyt piękna, by mogła być prawdziwa, i zbyt niebezpieczna, by ją przyjąć.
Dlaczego mam wrażenie, że odrzucenie tej propozycji byłoby wielkim błędem, ale jej przyjęcie jeszcze większym?
















