Clara
Kilka dni po wizycie Declana jestem na moich nocnych zajęciach plastycznych. Malowanie to coś, co koi moją duszę, i choć moja nauczycielka jest dziwna, to jest też wspaniała. Bardzo dobrze się dogadujemy, ale niestety nie ma jej dzisiaj. Zamiast tego kazała nam malować do muzyki, którą wybrała pod swoją nieobecność, ale moje trzy wroginie wyłączyły ją, gdy tylko ją puściłam, a teraz się ze mnie nabijają.
– O mój Boże! Spójrzcie na obraz tej małej, pożal się Boże, autorki-gwiazdy. Czy ona naprawdę myśli, że to wygląda dobrze?!
Staram się jak mogę ignorować najgorszą z trzech dręczycielek, Peyton, ale ona ma talent do zachodzenia mi za skórę. Sprawia, że żałuję, iż nie zostałam w domu. Lubię moje nocne zajęcia z plastyki, ale kiedy Peyton i jej dwie koleżanki od znęcania się, Blair i Gretchen, decydują się w nich uczestniczyć, nienawidzę swojego życia. Gdyby była tu moja nauczycielka, trzymałaby je w ryzach, ale skoro jej nie ma, dziewczyny są złośliwsze niż kiedykolwiek, a inni pasjonaci sztuki boją się cokolwiek powiedzieć. Po prostu cieszą się, że to ja jestem ofiarą.
– Pff! Obraz, który maluje, jest absolutnie fatalny. Co to w ogóle ma być? Banan czy penis? – pyta Gretchen, co wywołuje u Peyton i Blair wybuch śmiechu.
– Penis… – Peyton aż płacze ze śmiechu. – Naprawdę myślisz, że to właśnie rysuje, skoro jest dziewicą, która nigdy żadnego nie widziała na własne oczy?
– Może tak być! – wykrzykuje Blair. – Skoro jest dziewicą, może śni o penisach i myśli, że tak właśnie powinny wyglądać!
– O mój Boże, Blair. Ten komentarz to złoto!
Kiedy wszystkie trzy dziewczyny zaczynają się dusić ze śmiechu i łapać za brzuchy, z grymasem spoglądam na mój obraz. Próbuję narysować banana, ale teraz zaczynam się martwić, że faktycznie może przypominać penisa…
Z głębokim westchnieniem zaczynam poprawiać obraz, dodając bananowi więcej krzywizn i więcej szczegółów na skórce. Nawet gdy poruszam pędzlem z nową determinacją, wciąż słyszę Peyton i jej przydupaski szepczące i chichoczące w tle.
– Hej, patrzcie! – Gretchen wskazuje palcem. – Teraz dodaje mu więcej krągłości! Musiała nas usłyszeć.
Rozlega się kolejna salwa śmiechu, a ja zaciskam zęby. Wiem, że po prostu próbują mnie sprowokować, zajść mi za skórę, ale, do cholery, udaje im się to.
– Wygląda na to, że teraz dorysowuje mu zmarszczki – odzywa się Peyton między napadami śmiechu. – Może myśli, że dzięki temu będzie bardziej przypominał banana!
Nawet nie odważam się spojrzeć w ich stronę, świadoma, że jakakolwiek reakcja tylko podsyci ich rozbawienie. Skupiam się więc z zaciekłą intensywnością na moim obrazie, zmuszając się do wiary w moje umiejętności artystyczne, choć cała pewność siebie wydaje się teraz odległym wspomnieniem.
– Właściwie – mówi nagle Blair głosem znacznie cichszym niż wcześniej – zaczyna to wyglądać dobrze… jak na penisa!
Śmieją się wszystkie jak stado hien i wtedy pękam. Odkładam ołówek i żeby wyglądać na zajętą, wyciągam telefon, który zawibrował przed chwilą. To SMS od Declana.
Manipulatorski Szef: Czy przemyślałaś moją ofertę? Chciałabyś dla mnie pracować?
Przygryzam dolną wargę. Moi rodzice zawsze wyjeżdżają razem na wakacje w lecie, co oznacza, że będę sama w domu. Mogłabym widywać się z Declanem często bez ich wiedzy i nawet jeśli jest dupkiem, wolałabym uprawiać seks z nim niż zostać dziewicą na zawsze.
– Myślicie, że Clara kiedykolwiek kogoś znajdzie? – Peyton pyta nagle swoje przyjaciółki rozbawionym głosem. – No spójrzcie na nią: jest niską nerdką i nie ma za grosz wyczucia mody. I nie zapominajmy, że nie potrafi nawet namalować banana!
– Szczerze mówiąc, nawet gdyby ktoś był zdesperowany, byłby zbyt przerażony wizją obudzenia się w łóżku obok niej. Jest brzydka.
– Uhu, te sztuczne rzęsy, których używa? Wyglądają tak nienaturalnie.
– Włosy też ma brudne…
Łzy pieką mnie pod powiekami. Wcale nie jestem brzydka. Wiem to na pewno, ale te dziewczyny doskonale wiedzą, jak kopnąć kobietę, która i tak już leży.
Manipuluję telefonem, a moje palce drżą, gdy piszę pośpieszną odpowiedź do Declana.
Ja: Tak, biorę tę pracę.
– Hej, co to? – Gretchen mruży oczy, patrząc na mnie z drugiego końca sali. – Piszesz do swojego zmyślonego chłopaka?
Trio hien wybucha kolejną salwą śmiechu. Zmuszam się do nonszalanckiego wzruszenia ramionami, przełykając gulę w gardle i modląc się, by nie widziały, że moja twarz robi się buraczana. Telefon znów wibruje, a dziewczyny parskają śmiechem.
– Może pisze do tego grubego przegrywa z biblioteki, z którym zawsze gada! – sugeruje Peyton, co sprawia, że moja twarz płonie nieprzyjemnie.
Simon jest moim przyjacielem i czytelnikiem. Często bywa w bibliotece i tak, podkochuje się we mnie, ale nie jest moim chłopakiem ani nikim takim!
Ugh, biorę telefon i patrzę na wiadomość, którą właśnie wysłał mi Declan.
Manipulatorski Szef: Nadal nie śpisz? Chcesz, żebym przyjechał i odebrał cię na twoją pierwszą lekcję? Mam ochotę na trochę zabawy.
Puls wali mi w szyję. Pozwolenie Declanowi, by odebrał mnie stąd, sprawiłoby, że dziewczyny pomyślałyby, że jest moim chłopakiem, zwłaszcza gdybym była na tyle odważna, by go pocałować! Pytanie brzmi: czy Declan wściekłby się na mnie, gdybym okazała mu uczucie publicznie? Jestem od niego znacznie młodsza, a on w końcu jest szefem mojego taty.
Wahaję się przez chwilę, zanim wpisuję odpowiedź. Wizja samochodu Declana podjeżdżającego pod szkołę plastyczną wydaje się kuszącą fantazją, która wkrótce stanie się rzeczywistością.
Ja: Tak, proszę, przyjedź po mnie.
Manipulatorski Szef: Jesteś w domu?
Ja: Nie, jestem na nocnych zajęciach plastycznych. Możesz mnie odebrać stąd. To na rogu ulic Greene i Slater.
Declan nie odpowiada natychmiast i przez dłuższą chwilę martwię się, że zmienił zdanie. Ale potem telefon wibruje z kolejnym SMS-em.
Manipulatorski Szef: Będę za dziesięć minut.
– Szykuje się gorąca randka dzisiejszego wieczoru, Claro? – drwi Peyton, podczas gdy jej przyjaciółki chichoczą. Pewnie spodziewają się, że przyjedzie po mnie kolejny nerd, ale czeka je niespodzianka.
Wstaję i zaczynam chować swoje przybory, rzucając ostatnie spojrzenie na mój obraz banano-penisa, wzruszam ramionami i zostawiam go, kierując się do wyjścia.
– Uciekasz? – woła Peyton, gdy otwieram drzwi.
– Nie uciekam – odpowiadam, nie odwracając się – wychodzę.
Telefon znów wibruje.
Manipulatorski Szef: Jestem na zewnątrz.
Gdy wychodzę ze szkoły plastycznej, widzę samochód Declana zaparkowany po drugiej stronie ulicy – lśniący, czarny, luksusowy samochód sportowy, który sprawia, że nawet nocne latarnie wyglądają wytwornie. Rodzaj samochodu, jakiego można by się spodziewać po elitarnym prezesie takim jak Declan.
Za plecami słyszę, jak moje trzy prześladowczynie wstrzymują oddech. Wygląda na to, że wszystkie poszły za mną na zewnątrz, a Gretchen pierwsza zabiera głos.
– Spójrzcie na ten samochód! – wykrzykuje z zachwytem. – Clara nie żartowała z tą dzisiejszą randką.
Słyszę, jak Peyton dodaje z kpiną:
– Akurat, jasne, jakby ona mogła poderwać kogoś, kto jeździ takim autem!
Tak sądzicie?
Z pewnym siebie uśmiechem podchodzę do samochodu Declana, ale zamieram, gdy on wysiada od strony kierowcy, zanim do niego docieram. Jest ubrany nienagannie w czarny, szyty na miarę garnitur, a jego czarujący, lecz zawadiacki uśmiech skierowany jest w moją stronę.
– Zajęcia plastyczne, co? To po to, żebyś mogła pewnego dnia wydać jedną ze swoich świerszczykowych książek z obrazkami? – pyta rozbawiony.
Zaciskam zęby, by nie warknąć na niego. Uwierzcie mi, chcę to zrobić, ale Peyton i jej bandziorzy nas obserwują i słyszę, jak rozmawiają.
– Nie ma mowy, to ten facet, do którego pisała. On jest… on jest… – jąka się Gretchen.
– Bogaty i gorący – kończy Blair głosem pełnym podziwu i nutką zazdrości.
– I wysoki – dodaje Peyton, a jej zwykła arogancja ustępuje miejsca tonowi lekkiego szoku. – Bardzo wysoki.
– To musi być jakiś znajomy czy coś – parska Blair. – Ten facet wygląda jak ktoś, kto mógłby być na okładce magazynu GQ. Jest o wiele za przystojny i zbyt dobrze ubrany dla takiego nikogo jak Clara Hayes.
Wzrok Declana przemyka tam, gdzie stoją dziewczyny, śledzące szeroko otwartymi oczami każdy nasz ruch. Jego usta wykrzywiają się w czymś, co można opisać jedynie jako diabelski uśmieszek.
– Cóż – przeciąga, przyciągając jeszcze bardziej ich uwagę. – Idziesz czy nie?
Rzucając ostatnie spojrzenie na oniemiałe dziewczyny, pewnie podchodzę do Declana – mimo że w głębi duszy serce wali mi o żebra niczym młot pneumatyczny.
– Oczywiście – mówię swobodnie, wsuwając rękę pod umięśnione ramię Declana. Potem, w bezpośrednim wyzwaniu rzuconym Peyton i jej przydupaskom, staję na palcach, zadzieram głowę, by spotkać wzrok Declana i wolną ręką chwytam go za twarz.
W jego oczach błyska zaskoczenie, a ja zdaję sobie sprawę, że to teraz albo nigdy. Jeśli dam mu sekundę do namysłu, nie będę mogła go pocałować, więc robię to szybko. Moje usta stykają się z jego, a stłumione okrzyki zachwytu za naszymi plecami brzmią w moich uszach jak muzyka.
…teraz mam tylko nadzieję, że Declan nie wścieknie się na mnie za całowanie go publicznie.
















