Z perspektywy Vespery
6 miesięcy później
Życie z Arthurem i Marthą jest radosne, spokojne i słodkie. Ich miłość złagodziła mój smutek i wyciszyła moje koszmary. Szybko dowiedziałam się, że para nigdy nie miała dzieci. Stałam się poniekąd ich przybraną córką. I jako taką, rozpieszczają mnie wbrew moim protestom. Do tego stopnia, że w końcu się poddałam. Pozwalam im robić, co chcą, i jest mi z tym dobrze.
Rozpoczęłam karierę artystyczną pod fałszywą tożsamością. Małżeństwo, które pracowało dla rodziny królewskiej, chciało mi pomóc zdobyć uznanie, ale ja wolę zapracować na swoje nazwisko sama. Pewnego dnia, podczas spaceru ulicami miasta, dostrzegam zgromadzony tłum, składający się w przeważającej mierze z kobiet. Młode kobiety wydają się podekscytowane.
"No proszę, a to znowu co?" mruczy gniewnie Arthur.
"Och, daj spokój, stary zrzędo, pozwól młodym robić, co chcą!"
"Vespera umie się zachować."
"Poczekaj, aż dowiem się, o co chodzi. Mogę być gorsza od nich," mówię ze śmiechem.
"Ty? Na pewno nie!"
"Och, teraz jestem ciekawa!"
Martha wciąga mnie za ramię w tłum, pod karcącym wzrokiem Arthura. Likanka jest mojego wzrostu, ale tłum jest tak gęsty, że nic nie widzimy. Zaczyna torować sobie drogę łokciami, żeby podejść bliżej. W końcu wydaje z siebie okrzyk zaskoczenia, gdy zdaje sobie sprawę z przyczyny całego zamieszania.
"Król! To król Draven," szepcze mi do ucha.
"Król?"
Uważnie przyglądam się młodemu mężczyźnie. Jest przystojny. Wyższy ode mnie, jest smukły, ale umięśniony. Ma przystojną twarz o opalonej karnacji i kwadratowej szczęce. Wszystko to okalają średniej długości czarne włosy i przenikliwe oczy. Stoi wyprostowany i wydaje się nie zwracać większej uwagi na otaczający go tłum.
Jego chłodna obojętność sprawia, że wydaje się niesympatyczny. Ale może nie jestem w najlepszej pozycji, by to oceniać. Moi rodzice zawsze byli uśmiechnięci i ciepli. Lubili, gdy do nich podchodzono, a tłum ich nie przerażał.
U boku władcy stoi kobieta. I ona również robi na mnie złe wrażenie. A mimo to jest bardzo piękną likanką, ubraną w suknię, która podkreśla jej kobiece kształty. Jej blond włosy są krótkie i lekko falowane, a oczy mają piękny, zielony kolor.
Draven w końcu dostrzega Marthę i podchodzi do nas. Martha kłania się, a ja idę za jej przykładem.
"Martho, jak się miewasz?" pyta beznamiętnym tonem.
"Bardzo dobrze, Wasza Wysokość. Dziękuję."
Wzrok Dravena przenosi się na mnie, na jego ustach błąka się lekki uśmiech, na który czuję się w obowiązku odpowiedzieć.
"Pozwól, że przedstawię ci Vesperę. Naszą przyjaciółkę, którą gościmy u siebie i która wnosi odrobinę młodości do naszego codziennego życia."
"Martho..."
Draven przygląda mi się coraz bardziej natarczywie. Wydaje się, że zaraz coś powie, ale towarzysząca mu kobieta powstrzymuje go z irytacją.
"Draven! Chodźmy! Jest gorąco, a ja jestem zmęczona!"
"Tak, masz rację, Vivienne. Chodźmy. Miło było cię znowu widzieć, Martho. Proszę, przekaż pozdrowienia Arthurowi."
"Z przyjemnością, Wasza Wysokość!"
Martha kłania się raz jeszcze, a para odchodzi, ciągnąc za sobą tłum. Martha wzdycha.
"Był o wiele milszy jako dziecko. Zastanawiam się, co się z nim stało!"
"W każdym razie, jego dziewczyna ma rację. Jest gorąco. Powinnyśmy wracać, Martho. Wyglądasz dość blado; martwię się," mówię z troską.
"Och, tak myślisz? Martwisz się na zapas, Vespero! Ale tak, wracajmy. Arthur na pewno ucieszy się na wieść, że spotkałyśmy drogiego Dravena."
Jednak nic, co wiedziałam o ich zdrowiu, nie przygotowało mnie na konieczność wzywania pomocy zaledwie tydzień później! Teraz chodzę w tę i z powrotem przed pokojem, w którym przebywa para, z niepokojem oczekując na werdykt lekarza. Kiedy w końcu wychodzi z pokoju, widzę w jego oczach, że to już koniec. Mój żołądek zaciska się w supeł, a w moich oczach zaczynają lśnić powstrzymywane łzy.
"Przykro mi, panienko," mówi zmęczonym głosem lekarz.
"Rozumiem," odpowiadam, kręcąc głową.
I tak nic nie może zrobić.
"Czy mogę ich zobaczyć?"
"Tak. Powinnaś się z nimi pożegnać. Teraz wszystko potoczy się bardzo szybko."
"Dobrze."
Wchodzę do pokoju i moje serce pęka na ich widok. Każde w swoim łóżku, ale tuż obok siebie. Oddziela ich krzesło, na którym siadam, biorąc ich dłonie w swoje.
"Dziękuję. Dziękuję wam, że pomogliście mi na nowo odnaleźć smak życia. Dziękuję, że pomogliście mi znaleźć tu moją drogę, moje miejsce. Mam nadzieję, że uda wam się uspokoić moją rodzinę po tamtej stronie. Zrobicie to dla mnie?"
Łzy płyną mi po twarzy, gdy mocniej ściskam ich dłonie. Ten ból... Ten ból, który teraz czuję, nie jest tak silny jak ten, który złamał mnie, gdy zginęła moja rodzina. Ale otwiera rany, o których myślałam, że są już niemal całkowicie wyleczone.
Chcę krzyczeć. Chcę im powiedzieć, żeby mnie nie zostawiali. Że wciąż ich potrzebuję, ich uczucia. Ale gryzę się w język i nadal płaczę w ciszy, aż ciągły pisk maszyn daje znać, że odeszli. Znowu jestem sama.
Waham się, czy zostać w ich domu. To mój spadek, ale każdy pokój i każdy zapach przypomina mi to staruszeczków. Wciąż słyszę ich śmiech; widzę ich sprzeczających się na kanapie, bo nie mogą się zgodzić co do programu, który chcą obejrzeć. Słyszę, jak Martha w kuchni zrzędzi na Arthura, ponieważ on próbuje wszystkich jej dań, gdy tylko ona się odwraca.
Ostatecznie decyduję się go sprzedać i kupić małe mieszkanie w centrum miasta. W duchu przepraszam małżeństwo, przekazując klucze nowym właścicielom.
Ale to właściwa decyzja, a ja szybko aklimatyzuję się w nowym domu. Drugą sypialnię zamieniam w pracownię i całym sercem zanurzam się w malarstwie.
Z perspektywy Kaelara
Trę oczy. Odkąd odeszła, nie potrafię zasnąć. Moja bogini mnie opuściła. Bez chwili wahania zostawiła mnie po wykrzyczeniu mi w twarz swojej nienawiści. Dlaczego nie rozumie, że wszystko, co zrobiłem, zrobiłem z miłości do niej?
Jej rodzice byli przeciwni naszemu związkowi. W ich oczach było to niewłaściwe, ponieważ patrzyłem, jak dorastała. I co z tego? Nasza długość życia sprawia, że różnica wieku nie ma znaczenia, prawda?
"Radco Kaelarze, przez nasze największe miasta przetaczają się bunty, pozostawiając za sobą płomienie i rozlew krwi. Musimy coś z tym zrobić!"
Mężczyzna patrzy na byłego radcę z lękiem. Odkąd księżniczka uciekła, Kaelar ma obsesję na punkcie naprawy portalu, by ją odnaleźć. Zaniedbuje wszystko inne, pozostawiając królestwo samemu sobie.
Szybko burmistrzowie przejęli władzę nad regionami, zarówno dużymi, jak i małymi. Niektórzy wciąż są lojalni wobec zaginionej rodziny królewskiej, podczas gdy inni przeszli na stronę Kaelara. Głupcy! Jedynym zmartwieniem tego człowieka jest on sam i księżniczka Vespera, nic więcej. W rzeczywistości zupełnie go nie obchodzi, co stanie się z królestwem.
"Rób, co musisz. Reszta mnie nie obchodzi. Co z badaniami nad portalem?"
"Nie dokonaliśmy żadnych znaczących odkryć. Księżniczka zmodyfikowała zaklęcie w takim stopniu, że nikt nie jest w stanie przywrócić go do pierwotnego stanu. Jak tylko uda nam się naprawić jedną część, zmienia się inna."
"W takim razie przydziel do tego więcej ludzi! Chcę ją mieć z powrotem! Kiedy już tu będzie, u mego boku, wszystko będzie dobrze!"
Mężczyzna kłania się i odwraca. Szalony, ten facet jest kompletnie szalony. Gdy drzwi do sali tronowej się za nim zamykają, pociera skronie, ogarnięty znużeniem, a następnie odchodzi.
















