Dałeś mi jego numer, więc wzięłam jego nazwisko.

Dałeś mi jego numer, więc wzięłam jego nazwisko.

Autor: Isolde Ray

Karmazynowy Cień
Autor: Isolde Ray
22 lip 2026
Tauris prychnął na jej formalny ukłon, pokręcił głową z niesmakiem i odwrócił się plecami. Sięgnął do klamki luksusowego samochodu i szarpnięciem otworzył drzwi. Wsunął się na fotel kierowcy, z hukiem zatrzaskując ciężkie drzwi. Elara zacisnęła dłonie na zimnej, metalowej kierownicy wypożyczonego skutera. Stała w bezruchu na cichej ulicy. Patrzyła, jak elegancki, czarny pojazd ożywa z głośnym rykiem i płynnie odjeżdża w dal, zostawiając ją samą pod migoczącymi latarniami. Wewnątrz jadącego samochodu panowała dusząca cisza. Zane siedział z tyłu. Jego ciemne oczy pozostawały utkwione w grubym stosie dokumentów, spoczywającym na jego kolanach. Nie podnosił wzroku. Tauris poprawił lusterko wsteczne, wydając z siebie krótkie, ostre prychnięcie. – Zasięgnąłem języka, kiedy tak czekaliśmy – powiedział. Jego głos wypełnił ciszę panującą w kabinie. – Znowu urządza histerię. Znów jest zazdrosna o Yoricka i Vernę. W ich środowisku krążą słuchy, że Yorick w końcu zamierza zerwać zaręczyny. Dobrze jej tak. Sama ściągnęła to na siebie. Zane wciąż miał spuszczoną głowę. Jednak jego długie palce, opierające się o sztywne, białe krawędzie papieru, nagle zesztywniały. Ruch ten był ledwie zauważalny, ale napięcie w dłoniach zadało kłam jego pozornie spokojnej fasadzie. Przypomniał sobie, jak Yorick po raz ostatni groził zerwaniem ich zaręczyn. To nie wydarzyło się na osobności. Yorick urządził scenę. Elara błagała go, żeby został, płacząc na oczach wszystkich. Yorick tylko się zaśmiał, wskazując na rwącą pod nimi rzekę. Powiedział jej żartobliwym, okrutnym tonem, że przemyśli decyzję o rozstaniu tylko pod warunkiem, że ona skoczy z mostu. Nie wahała się. Te słowa ledwie opuściły usta Yoricka, a Elara już wspięła się na balustradę i runęła prosto w lodowatą, kłębiącą się wodę. Ten wyczyn niemal ją zabił. Spędziła koszmarny miesiąc na szpitalnym łóżku, trzęsąc się z gorączki i zmagając z bólem. Jednak według jej pokrętnej logiki było to zwycięstwo. Ten skok zmusił Yoricka do dotrzymania zaręczyn. A teraz Yorick znów chciał to zakończyć. Zane wpatrywał się w rozmyte linijki tekstu na swoich dokumentach. Mocniej zacisnął szczękę. Nie mógł oprzeć się myślom, na jaki niebezpieczny, zagrażający życiu wyczyn zdobędzie się tym razem. Na punkcie tego mężczyzny kompletnie traciła zmysły. Wiele kilometrów stąd, Elara powoli, chwiejnie jechała z powrotem do swojego ciasnego, wynajmowanego mieszkania. Silnik skutera wył z protestem, gdy manewrowała po popękanym asfalcie. Zaparkowała go i weszła po ciemnych, wąskich schodach do swojego lokum. Pchnęła liche drzwi i pstryknęła włącznikiem światła. Słaba żarówka zamigotała i zapaliła się, rzucając ostre cienie na ponury, tani pokój. Ze ścian łuszczyła się farba. W powietrzu unosił się zapach wilgotnego drewna. Elara opadła na krawędź twardego materaca. Ukryła twarz w dłoniach. Potężny, duszący ciężar uciskał jej klatkę piersiową. Przez tę jedną, przelotną stłuczkę miała teraz gigantyczny dług w wysokości stu tysięcy dolarów. Potarła skronie. Ostatnio czuła się jak magnes przyciągający nieustające nieszczęścia. Ostre brzęczenie przerwało ciszę. Jej telefon wibrował na taniej szafce nocnej. Ekran rozświetlił się, wyświetlając imię: Jezebel. Elara wyciągnęła rękę i przesunęła palcem po ekranie. – Halo? – Elara – w słuchawce rozległ się głośny, radosny głos Jezebel. – Cierpisz teraz na brak gotówki, prawda? Chcesz wpaść dziś wieczorem do Crimson Shade? Elara zamrugała. Crimson Shade był najbardziej osławionym, ekskluzywnym klubem nocnym w całej Valdorii. Był to gigantyczny pochłaniacz pieniędzy, zaprojektowany po to, by drenować portfele najbogatszych młodych dziedziców w mieście. Napiwki tam rozdawane obrosły legendą. Barmani i kelnerzy wychodzili stamtąd z tysiącami dolarów zarobionymi zaledwie w jedną noc. – Naprawdę można tam dobrze zarobić? – zapytała Elara. Mocniej zacisnęła dłoń na telefonie. – O tak – powiedziała Jezebel tonem ociekającym zachętą. – Wczoraj w nocy podczas zaledwie jednej zmiany zarobiłam trzydzieści tysięcy dolarów. Faceci w strefie VIP wydają fortunę. Rozrzucają gotówkę, jakby to nic nie znaczyło. Dziś wieczorem miała być moja zmiana, ale coś mi wypadło. Muszę być gdzie indziej. Wolałabym oddać tę złotą szansę tobie niż jakiejś przypadkowej dziewczynie. Jeśli przyjdziesz tu natychmiast, możesz przejąć moje miejsce. Trzydzieści tysięcy dolarów. Ta liczba odbiła się echem w umyśle Elary. To była prawie jedna trzecia jej nowego długu. Niewyobrażalna wręcz suma za zaledwie kilka godzin roznoszenia drinków. Pokusa pojawiła się natychmiast i była obezwładniająca. – Podaj mi adres – powiedziała Elara. Rozłączyła się, chwyciła torebkę i wybiegła z mieszkania. Zatrzymała przejeżdżającą taksówkę i podała kierowcy cel podróży. Zapatrzyła się w okno, obserwując rozmywające się w pędzie światła miasta. Nie wiedziała jednak, że jej twarz była już doskonale znana w Crimson Shade. Była tam wręcz stałą bywalczynią, choć w tym najgorszym sensie. Klub nocny działał w oparciu o rygorystyczny, zaawansowany technologicznie system rozpoznawania twarzy. Ochroniarzom stojącym przy wejściu płacono krocie za ich doskonałą pamięć i siłę fizyczną. Ich głównym zadaniem było skanowanie i zapamiętywanie twarzy każdego elitarnego członka klubu, stałego gościa VIP oraz personelu, aby zapobiec wśliźnięciu się do środka nieupoważnionych osób. Gdyby ktoś zaczął sprawiać kłopoty niewłaściwemu VIP-owi, oznaczałoby to dla klubu poważne konsekwencje. Taksówka podjechała pod oświetlone neonami wejście. Ciężki bas muzyki wibrował pod jej stopami na chodniku. Elara wysiadła i ruszyła w stronę potężnych, podwójnych drzwi. Gdy tylko weszła w światło latarni, potężni ochroniarze zesztywnieli. Zatrzymali na niej wzrok. Ich wyraz twarzy natychmiast przerodził się w głęboką, nieskrywaną pogardę. Doskonale ją pamiętali. Wywołała w tym samym holu wiele żenujących, głośnych awantur. Najsłynniejszy incydent miał miejsce kilka miesięcy temu, kiedy wpadła do środka i kilkukrotnie spoliczkowała Yoricka, ponieważ pozwolił, by klubowa hostessa usiadła zbyt blisko niego. Jednak w chwili, gdy Yorick podniósł głos i zaczął jej grozić, Elara kompletnie się rozsypała. Padła na kolana, płacząc i przepraszając, a zmiana jej nastawienia była tak gwałtowna, że ochroniarze aż skrzywili się z zażenowania, czując ciarki cudzego wstydu. Kiedy Elara zbliżyła się do wejścia, główny bramkarz postąpił krok naprzód, zagradzając jej drogę. Skrzyżował grube ramiona na swojej masywnej klatce piersiowej. – Panno Caldwell – powiedział ochroniarz chłodnym, surowym tonem. – Proszę nie sprawiać tu dziś wieczorem żadnych problemów. Nie zawahamy się pani wyrzucić. Elara zatrzymała się. Uniosła brew, wpatrując się w potężnego mężczyznę. W jej głowie zapanowała absolutna pustka. Nie przypominała sobie, by kiedykolwiek postawiła stopę w tym miejscu, a co dopiero urządzała tu sceny. Jego wrogie ostrzeżenie głęboko ją zdezorientowało. – Przyszłam tu tylko odpracować zmianę – powiedziała sucho, omijając go i przechodząc przez drzwi. Muzyka uderzyła w nią niczym fizyczna siła. Przemierzała zatłoczone, rozbłyskujące światłami korytarze, aż w końcu znalazła szatnię dla pracowników ukrytą za dyskretnymi, czarnymi drzwiami. Pchnęła je. Jezebel była już w środku, stojąc przy otwartej metalowej szafce. Jezebel zdjęła z wieszaka mundurek i wcisnęła go w ręce Elary. – Posłuchaj mnie uważnie – powiedziała Jezebel, podchodząc bliżej. – Kiedy wejdziesz tam z wózkiem, upewnij się, że podajesz im najpierw najdroższe butelki. Nie oferuj taniochy. Im droższy alkohol otworzą, tym wyższa będzie twoja prowizja. Kiedy tylko twoja wypłata przejdzie przez system, przeleję ci twoją działkę bezpośrednio na konto. – Jezebel zarzuciła torbę na ramię. – Muszę już uciekać. Liczę na ciebie. Elara spojrzała na materiał w swoich dłoniach. Szybko zrzuciła codzienne ubrania i włożyła na siebie mundurek. Spojrzała w lustro w szatni i zamarła. Mundurek był niewiarygodnie ciasny. Był to skąpy, odsłaniający ciało strój kelnerki, wyraźnie zaprojektowany tak, by zaspokoić lubieżne gusta bogatej, męskiej klienteli. Dekolt sięgał niebezpiecznie nisko, unosząc i w pełni eksponując jej piersi. Spódniczka była niewiele szersza niż szeroki pasek – opinała jej biodra i odsłaniała nagie nogi na całej ich długości. Każda krzywizna jej ciała była ściśnięta i wystawiona na pokaz. Zawsze miała zachwycającą, naturalnie piękną figurę. W tym poniżającym stroju jej fizyczny urok był wręcz niemożliwy do zignorowania. Czuła się obnażona, bezbronna i tania. Jezebel szybko spuściła wzrok, wpatrując się w podłogę, aby ukryć malujące się na jej twarzy, poczucie winy. – W porządku, wyglądasz świetnie. Idź już – powiedziała Jezebel, wskazując na drzwi. – To ostatni pokój VIP na końcu głównego korytarza. Elara przełknęła dumę. Potrzebowała tych pieniędzy. Trzydzieści tysięcy dolarów mogło odmienić ten koszmar, w którym się znalazła. Skinęła lekko głową i wymusiła na sobie uprzejmy uśmiech. – Dzięki, Jezebel – powiedziała. Elara wyszła z szatni. Znalazła na korytarzu zaparkowany ciężki, wielopoziomowy wózek na alkohol. Był po brzegi załadowany błyszczącymi, ciemnymi butelkami trunków najwyższej jakości. Chwyciła metalowy uchwyt i pchnęła ciężki wózek korytarzem; kółka toczyły się gładko po grubym, aksamitnym dywanie. Ruszyła prosto do ostatniego salonu VIP. Wewnątrz tego właśnie pokoju atmosfera była przesycona dymem cygar i zapachem drogiego alkoholu. Neonowe paski LED ciągnęły się wzdłuż sufitu, rzucając nastrojowy, pulsujący blask na skórzane kanapy. Yorick rozpierał się wygodnie na środkowym siedzeniu. Trzymał w dłoni kryształową szklankę z bursztynowym płynem, pławiąc się w uwadze swojego bogatego kręgu znajomych. Hendrix Falkner, siedzący po lewej stronie Yoricka, wydał z siebie głośny, kpiący śmiech. Uniósł palec, kręcąc głową. – Mówię wam, chłopaki, założę się, że przypełznie do niego z powrotem w ciągu dwudziestu czterech godzin. Wszyscy widzieliście, co wydarzyło się ostatnim razem. W chwili, gdy Yorick choćby wspomniał o zerwaniu, ta szalona suka omal nie odebrała sobie życia. Bez namysłu skoczyła z tego zamarzniętego mostu. Inny dziedzic po drugiej stronie stołu zachichotał, pochylając się do przodu. – Poważnie się zastanawiam, co takiego ma w sobie Yorick, że Elara ma na jego punkcie tak ślepą obsesję. Zachowuje się jak pies na smyczy. – Szczerze? – Hendrix pociągnął łyk swojego drinka. – Gdyby nie była na jego punkcie tak porypana i żałosna, sam bym do niej uderzył. Ta twarz, to ciało... cholera. Co za strata. Niekończące się pochlebstwa i prymitywne żarty przyjaciół przyjemnie łechtały potężne ego Yoricka. Dla mężczyzn w ich elitarnym kręgu ego i status znaczyły wszystko. Elara posiadała rzadką, zniewalającą urodę. Fakt, że tak przepiękna kobieta spędziła lata, biegając za nim niczym zakochany, zdesperowany szczeniak, wywoływał głęboką zazdrość u wielu innych bogatych facetów. Dowodziło to jego wartości. Kiedyś, dawno temu, Yorick naprawdę ją lubił. Ale zasady ich pokrętnej gry były proste: kiedy kobieta stawała się zbyt łatwo dostępna, kiedy porzucała swoją dumę, by błagać o resztki uwagi, traciła całą swoją wartość. Upokarzał Elarę raz za razem. Paradował z innymi kobietami na jej oczach. Obrażał ją publicznie. Traktował jak śmiecia. A ona, zamiast spakować walizki i odejść z godnością, stawała się jedynie coraz bardziej oddana i coraz bardziej osaczająca. Przez lata Yorick przekonał samego siebie do jednego, niezaprzeczalnego faktu: Elara nigdy nie odejdzie. Brakowało jej kręgosłupa. Zawsze będzie wracać, błagając na kolanach, nawet jeśli on nie kiwnie palcem, by ją powstrzymać. Yorick oparł się wygodnie o pluszowe, skórzane poduszki kanapy. Zawirował drogim alkoholem w szklance i na jego twarzy wykwitł zadowolony, pewny siebie uśmieszek. – Założę się, że pojawi się tu dziś wieczorem – przechwalał się Yorick, mówiąc na tyle głośno, by przebić się przez dudniącą w tle muzykę. – Znam ją aż nazbyt dobrze. Jest żałosna. Nie przetrwa beze mnie ani jednego dnia. Zaledwie te aroganckie słowa opuściły jego usta, a ciężkie, dźwiękoszczelne drzwi do loży VIP otworzyły się z rozmachem. W progu stanęła Elara. Zaciskała dłonie na uchwycie wózka z alkoholami, a jej pierś unosiła się lekko po wysiłku włożonym w pchanie ogromnego ciężaru. Pulsujące neonowe światła omiatały jej ciasny, kuszący mundurek, oświetlając nagie nogi i odsłonięty dekolt na widok wszystkich mężczyzn zgromadzonych w pokoju.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Karmazynowy Cień – Dałeś mi jego numer, więc wzięłam jego nazwisko. | Czytaj powieści online na beletrystyka