Dałeś mi jego numer, więc wzięłam jego nazwisko.

Dałeś mi jego numer, więc wzięłam jego nazwisko.

Autor: Isolde Ray

Cena policzka
Autor: Isolde Ray
24 lip 2026
Ostry, ząbkowany ból w klatce piersiowej Elary powoli ustępował na rzecz tępego pulsowania, pozostawiając ją walczącą o oddech w sterylnej szpitalnej sali. Zmusiła się, by oderwać wzrok od świecącego ekranu telefonu, na którym obraz jej rodziców i Yoricka świętujących w blasku fajerwerków wypalił się w jej umyśle. Zegar ścienny tykał z nieubłaganą precyzją. Wskazówki ułożyły się dokładnie na godzinie dziewiątej wieczorem. Administracja szpitala postawiła sprawę jasno. Musiała uregulować rachunek i zostać wypisana jeszcze tej nocy, w przeciwnym razie wyrzucą ją na bruk. Potrzebowała dwudziestu tysięcy dolarów. Jej lista kontaktów była cmentarzyskiem zerwanych więzi i zdrad. Pozostała jej tylko jedna opcja. Ręce jej drżały, gdy stukała w ekran, ponownie wybierając numer Zane'a Vancrofta. Linia zaczęła nadawać sygnał. Każdy dźwięk rozlegał się echem w cichym pokoju, napinając jej nerwy do granic możliwości. Następnie rozległo się kliknięcie. "Elara Caldwell?" Głęboki, dźwięczny głos popłynął przez słuchawkę. Miał chropowatą barwę, wnosząc do pokoju nagły chłód, niczym śnieg osiadający na chodniku w zimową noc. Niewidzialny uścisk zacisnął się na gardle Elary. Cały żal, porzucenie i fizyczny ból dzisiejszego dnia wezbrały w niej, więżąc powietrze w płucach. Zacisnęła oczy, walcząc z drżeniem szczęki. "Witaj, Zane" - zdołała wykrztusić, a jej głos się załamał. "Czy mógłbyś pożyczyć mi dwadzieścia tysięcy dolarów? Jestem w szpitalu. Nie stać mnie na rachunki medyczne." Zapadła cisza. Przez głośnik wychwyciła cichy, rytmiczny dźwięk jego oddechu i delikatny szelest materiału, być może marynarki ocierającej się o skórę. Przygotowała się. Czekała na ostre odrzucenie, kpiący śmiech, sygnał rozłączenia. "Numer konta?" - zapytał. Elara zamrugała, oszołomiona. "Daj... daj mi go znaleźć." Upuściła telefon na pościel i chwyciła designerską torebkę, którą pielęgniarki położyły na jej szafce nocnej. Jej palce zagłębiły się w przegródkach. Pielęgniarka twierdziła, że torba należy do niej, ale nie było w niej nic znajomego. Wyciągnęła drogie szminki, puder w kamieniu i jedwabny szal, rzucając je na bok. Ogarnęła ją panika. Co jeśli Zane się zniecierpliwi i się rozłączy? Jej paznokcie zadrapały dno najgłębszej kieszeni, ostatecznie zahaczając o kawałek twardego plastiku. Karta bankowa. Złapała za telefon, dysząc. Przeczytała wytłoczone cyfry do słuchawki, a serce waliło jej o żebra. Nie minęła nawet minuta. Z jej urządzenia rozległ się dźwięk powiadomienia. Na ekranie wysunął się baner: na konto wpłynął przelew na równe dwadzieścia tysięcy dolarów. Elara wpatrywała się w SMS z potwierdzeniem. Była teraz winna temu mężczyźnie pieniądze, ale on jako jedyny człowiek na świecie odpowiedział na jej błaganie. Trzymała telefon przy uchu, niezdolna do naciśnięcia czerwonego przycisku kończącego połączenie. Nie wiedziała, co powiedzieć. Minęły trzy minuty. Ciężka cisza zawisła między nimi, gęsta i nieprzerwana. Zane nie rozłączał się. Cisza stała się przestrzenią, w której istniał tylko ich miarowy oddech. "Zane, ja..." "Czy twoje obrażenia są poważne?" Jego ton nie zawierał krztyny ciepła. Przypominał przeciąg wkradający się pod zamknięte drzwi. A jednak to pytanie uderzyło w Elarę z siłą fizycznego ciosu. Słowa dzwoniły jej w uszach. Odkąd obudziła się w tym łóżku, a jej umysł został wyczyszczony ze wspomnień, jej własna matka ją przeklęła. Jej rzekomy narzeczony patrzył na nią z pogardą. Jej siostra zgrywała ofiarę. Nikt nie zapytał o jej ciało. Nikt nie zapytał o bandaże, siniaki, utrzymujący się ból. Tylko Zane. W jej gardle uformowała się gula, gęsta i bolesna. "Już czuję się dobrze. Dziękuję. Znajdę sposób, by ci oddać." Linia zamilkła jak grób. Kiedy Zane odezwał się ponownie, temperatura jego głosu spadła poniżej zera. "Elaro, jak długo zamierzasz mnie okłamywać tym razem?" Zaparło jej dech w piersiach. Świeża fala paniki przeszyła jej żyły. Okłamywać? Jakie kłamstwo? Czy oszukała go już wcześniej? Jej umysł wirował, chwytając się pustej nicości w miejscu, gdzie powinny znajdować się jej wspomnienia. Sugestia kryjąca się w jego chłodnym żądaniu przeraziła ją. Bez zastanowienia jej kciuk opadł na ekran, przerywając połączenie. Siedziała w cichym pokoju z drżącymi dłońmi. Nie miała żadnych odpowiedzi, jedynie długi i ciało, które bolało przy każdym ruchu. Odsuwając na bok zamęt, Elara zsunęła nogi przez krawędź materaca. Pomaszerowała do działu rozliczeń, przelała pieniądze i podpisała dokumenty wypisowe. Przechodząc przez automatyczne, przesuwne drzwi szpitalnego holu, uderzyło w nią nocne powietrze. Za duża szpitalna koszula nie zapewniała żadnej ochrony przed chłodem. Objęła się ramionami, wpatrując się w przemykające światła uliczne i przejeżdżające samochody. Nie miała dokąd pójść. Wyciągnęła telefon, przewijając historię wiadomości. Znalazła adres zamieszkania widniejący w wiadomości od kuriera sprzed kilku tygodni. To był jej jedyny trop. Elara zatrzymała przejeżdżającą taksówkę. Ogrzewanie na tylnym siedzeniu buchało ciepłym powietrzem, ale nie mogła przestać się trząść. Samochód jechał przez miasto, ostatecznie zjeżdżając z głównych dróg do ekskluzywnej, zacisznej dzielnicy. Światła uliczne stawały się coraz rzadsze, zastąpione przez wysokie żywopłoty i bramy z kutego żelaza. Taksówka zatrzymała się przed ogromną, luksusową willą. Znajdujący się wewnątrz ogród był wypielęgnowany do perfekcji, oświetlony delikatnym światłem krajobrazowym. Kierowca wrzucił bieg postojowy i zaczął stukać palcami o kierownicę. "Jesteśmy na miejscu. To będzie sto dolarów. Gotówka czy karta?" Elara zamarła. Otworzyła aplikację bankową, ale saldo wskazywało zero. Przelała co do centa pieniądze Zane'a na rzecz szpitala. Sprawdziła kieszenie. Puste. "Ja..." Elara przełknęła ciężko ślinę, a jej twarz zapłonęła. Para oślepiających reflektorów LED przemknęła po taksówce. Smukły, nisko zawieszony luksusowy samochód sportowy zaparkował tuż za nimi, a jego silnik wydał z siebie niski, agresywny warkot, po czym zgasł. Szyba od strony kierowcy opuściła się gładko w dół. Za kierownicą siedział Yorick. Obok niego, na siedzeniu pasażera siedziała Verna. Jej włosy były ułożone bezbłędnie, a ona sama wyglądała tak delikatnie i świeżo jak wiosenny poranek. Verna otworzyła drzwi i wysiadła na wybrukowany podjazd. Uliczne latarnie oświetliły lśniące kryształy wszyte w jej designerską sukienkę. Przez ramię miała przewieszoną torebkę z limitowanej edycji. Elara rozpoznała logo; pielęgniarka plotkowała wcześniej o dokładnie tym modelu, wspominając o cenie wynoszącej co najmniej trzy miliony dolarów. Verna przyłożyła dłoń do klatki piersiowej, a jej oczy rozszerzyły się w przesadzonym szoku. "Elaro, dlaczego wyszłaś ze szpitala?" Elara pchnęła drzwi taksówki i wyszła w zimną noc. Zbyt duża bawełniana koszula pochłaniała jej sylwetkę. Jej bose stopy były wsunięte w tanie szpitalne kapcie. Kontrast między dwiema kobietami był wyraźny, brutalny i niezaprzeczalny. "Czy Yorick nie mówił ci wcześniej?" - głos Verny drżał. Jej oczy natychmiast zaszły wyuczonymi łzami. "Twoim chłopakiem jest Zane Vancroft. Znowu tu jesteś przeze mnie? Czego ode mnie chcesz?" Yorick zatrzasnął drzwi swojego samochodu. Wymaszerował zza maski, a jego wzrok omiótł Elarę z czystym obrzydzeniem. Jego wargi wykrzywiły się w kpiącym uśmieszku. "Naprawdę myślałem, że wytrzymasz dłużej" - wypluł Yorick. "Ale nie potrafiłaś wytrzymać nawet sześciu godzin. Elaro, nie masz za grosz wstydu? Czy naprawdę muszę powtarzać to samo w kółko?" Podszedł bliżej, górując nad nią i osłaniając Vernę swoim ciałem. "Podoba mi się Verna. Nie masz za grosz szacunku do samej siebie? Lubisz być upokarzana? Dlaczego ciągle utrudniasz Vernie życie?" Verna wtuliła się w ramię Yoricka. Pokręciła głową, a na jej delikatnych rysach odmalował się tragiczny wyraz. "Zapomnij o tym, Yorick. Jestem do tego przyzwyczajona." Krew odpłynęła z twarzy Elary. Nocny wiatr przebijał się przez cienką bawełnę jej koszuli, ale chłód rozlewający się w jej klatce piersiowej był znacznie gorszy. Jej długie, ciemne rzęsy trzepotały, drżąc jak kruche szkło pochwycone w burzy. Spojrzała na mężczyznę, który miał być jej rodziną, jej przyszłością, a który stał tu i traktował ją jak robactwo. Zamknęła oczy na ułamek sekundy, połykając upokorzenie. Miała bardziej palący problem. Taksówkarz czekał, wiercąc spojrzeniem dziury w jej plecach. Przeniosła wzrok na Yoricka. Jej głos zabrzmiał jak chrapliwy szept. "Masz sto dolarów? Mógłbyś mi pożyczyć?" Yorick zamarł. Wpatrywał się w nią, a z jego ust wyrwało się prychnięcie pełne niedowierzania. Potem się roześmiał. Dźwięk był szorstki i odbił się echem od żelaznej bramy willi. "Pożyczyć ci pieniądze?" Yorick pokręcił głową, a odraza była widoczna w każdym calu jego twarzy. "Wolałbym dać je psu niż tobie." Spojrzał w dół na Vernę, a jego wyraz twarzy natychmiast złagodniał. Położył delikatnie dłoń na jej ramieniu. "Wejdźmy do środka. Po prostu ją zignoruj." Verna uniosła dłoń i otarła nieistniejącą łzę z kącika oka. Założyła słodki, pełen przebaczenia uśmiech i sięgnęła do swojej błyszczącej torebki. Wyciągnęła elegancką kartę bankową. "Elaro, proszę" - powiedziała miękko Verna, wyciągając kawałek plastiku. "Weź moją kartę. Użyj jej, jeśli potrzebujesz." Elara wpatrywała się w wyciągniętą dłoń. Gorycz w jej gardle smakowała jak żółć. Chciała odtrącić tę kartę. Chciała krzyczeć. Ale brutalna rzeczywistość jej sytuacji stłamsiła w niej wolę walki. Była uwięziona, bosa, w szpitalnej koszuli, z długiem u taksówkarza, którego nie mogła spłacić. Duma była luksusem, na który nie mogła sobie już pozwolić. Potrzebowała tych pieniędzy. Uniosła drżącą dłoń, sięgając po kartę Verny. Zanim jej opuszki palców zdążyły musnąć plastik, ryk kolejnego silnika roztrzaskał ciszę ulicy. Masywny, czarny, luksusowy sedan wyłonił się zza rogu, a opony pisnęły, gdy kierowca wcisnął hamulec. Samochód zatrzymał się z szarpnięciem zaledwie kilka cali od miejsca, w którym stali. Tylne drzwi otworzyły się z hukiem. Carmilla Dravos wybiegła w noc. Jej designerskie szpilki agresywnie stukały o chodnik. W chwili, gdy oczy Carmilli spoczęły na Elarze sięgającej do Verny, jej twarz wykrzywiła się w czystej furii. Pokonała dystans trzema długimi krokami. Wzięła zamach i uderzyła w twarz Elary z całą siłą, na jaką było ją stać. W powietrzu rozległ się ostry, dźwięczny trzask. Uderzenie odrzuciło głowę Elary na bok. Siła ciosu sprawiła, że zatoczyła się do tyłu. Jej policzek zapłonął palącym, piekącym bólem, który rozlał się wzdłuż szczęki. Metaliczny smak krwi zalał jej usta, gdy jej zęby wbiły się w wewnętrzną stronę policzka. Carmilla nie przestawała. Wycelowała wypielęgnowany palec prosto w twarz Elary, krzycząc wniebogłosy. "Znowu dręczysz Vernę?" - głos Carmilli łamał się z wściekłości, a jej pierś unosiła się ciężko. "Nie zabrałaś jej już wystarczająco dużo? Elara Caldwell, czego ty od nas chcesz? Chcesz unieszczęśliwić wszystkich wokół ciebie?" Elara stała nieruchomo, a jej wzrok się zamazał, podczas gdy palące gorąco promieniowało na jej skórze. Taksówkarz obserwował rozwój wydarzeń z szeroko otwartymi oczami na siedzeniu kierowcy. "Odkąd Verna została odnaleziona i sprowadzona do domu, zamieniłaś jej życie w koszmar!" - wrzeszczała Carmilla, robiąc krok bliżej. "Dlaczego to ty nie zostałaś porwana? Verna i tak już tyle wycierpiała. Czy nie potrafisz po prostu dorosnąć i radzić sobie z problemami jak dojrzała osoba?"

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Cena policzka – Dałeś mi jego numer, więc wzięłam jego nazwisko. | Czytaj powieści online na beletrystyka