logo

beletrystyka

Odrodzony, by ich wszystkich zniszczyć

Odrodzony, by ich wszystkich zniszczyć

Autor: Emilyyyyy

Rozdzial 2: Przyjęcie powitalne
Autor: Emilyyyyy
19 lip 2025
Kiedy Cassandra ponownie odzyskała przytomność, znalazła się w ciasnym schowku. Był to pokój, który Yulissa przygotowała dla niej, gdy Cassandra wróciła do rodziny Yatesów, twierdząc, że jest to jedyne wolne miejsce na tamtą chwilę. Cassandra zdała sobie sprawę, że los zlitował się nad jej bezradnym i samotnym minionym życiem, oferując jej drugą szansę poprzez cofnięcie czasu do dnia, w którym została zabrana do tej rodziny. Ten schowek był nawet mniejszy niż garderoba Yulissy. Yulissa, wówczas pełna skruchy, wyznała: „Wiem, że jesteś biologicznym dzieckiem tej rodziny. Ja nigdy tak naprawdę nie należałam do Yatesów. Jednak mieszkałam tu przez osiemnaście lat i spakowanie wszystkich moich rzeczy nie jest łatwym zadaniem. Więc na razie będziesz musiała zadowolić się tym skromnym pokoikiem, dopóki nie znajdę lepszego miejsca”. Słysząc słowa Yulissy, jej bracia zaprotestowali, sarkastycznie oskarżając Cassandrę o dramatyzowanie i żądanie większej przestrzeni. Twierdzili, że dziewczyna szuka jedynie uwagi i próbuje zastąpić ich ukochaną siostrę w rodzinnej dynamice. Mimo poczucia niesprawiedliwości w tamtym momencie, Cassandra próbowała udobruchać rodzeństwo, mówiąc: „Proszę, nie denerwujcie się. Zadowolę się tym miejscem”. Cassandra zmagała się z niepokojącym uczuciem pośród surowej rzeczywistości swojego otoczenia. Przypomniała sobie swoją śmierć od ostrza Yulissy. Pytanie, dlaczego obudziła się w tej ciasnej przestrzeni, nie dawało jej spokoju. Gdyby nie żywy ból poprzedzający jej śmierć, mogłaby uznać to wszystko za sen. Ale teraz, skoro otrzymała drugą szansę, musiała zmienić bieg losu wyznaczonego jej w poprzednim życiu! „Cassandro, pamiętasz, jak dumną osobą byłaś przed powrotem do rodziny Yatesów? A jednak w ciągu dwóch miesięcy od powrotu byłaś lekceważona i uważana za hańbę rodziny. Nie jest ci siebie żal? Rodzina Yatesów nie jest warta poświęcania wszystkiego. Przez te dwa miesiące traktowano cię jak zwierzę. Rozstawiają cię po kątach i czerpią korzyści z twojej ciężkiej pracy, w zamian dając ci tylko przykre słowa. Co gorsza, zmanipulowali cię, byś wierzyła, że Yulissa jest jedyną dziedziczką rodziny Yatesów i że otrzymasz godne życie dopiero wtedy, gdy pragnienia Yulissy zostaną spełnione” – pomyślała Cassandra. Po krótkiej pauzie kontynuowała ocenę sytuacji. „Droga, droga Cassandro. Spędziłaś dwa lata, zadowalając ich w poprzednim życiu, ale jedyne, co dostałaś, to ich przekleństwa i kary. Czy tego naprawdę chcesz? Teraz, gdy masz drugą szansę, musisz położyć kres tej tragedii. Nie pozwól historii się powtórzyć” – rozważała uroczyście Cassandra. Puk, puk! Jej myśli zostały nagle przerwane serią pukania do drzwi. „Cassandro, jesteś głucha? Lisa cię woła. Kim ty w ogóle jesteś, żeby puszczać jej słowa mimo uszu?” – skarcił ją Raymond, jej szósty brat. Raymond był znany ze swojej niecierpliwości i porywczego temperamentu. Dwudziestoletni młodzieniec był w wieku zbliżonym do Yulissy, co tłumaczyło, dlaczego byli ze sobą tak blisko. Odzyskawszy panowanie nad sobą, Cassandra otworzyła drzwi. „Och, doprawdy? Kiedy Lisa o mnie pytała?” – odparła Cassandra z nutą sarkazmu. Stojąca w pobliżu Yulissa wyglądała, jakby zaraz miała wybuchnąć płaczem. „Cassandro, wołałam cię trzy razy, ale mnie zignorowałaś”. Gdy Yulissa to mówiła, w jej oczach wezbrały łzy. „Naprawdę? Ten schowek jest słabo wygłuszony, a jednak nie słyszałam, żeby ktokolwiek mnie wołał. Szeptałaś moje imię? Jeśli tak, to nie moja wina, że cię nie słyszałam” – odcięła się Cassandra. „Cassandro, o czym ty mówisz? Lisa cię zaprasza, a ty zamiast być wdzięczna, urządzasz sceny. Myślisz, że cię nie poturbuję?” Kiedy Raymond zobaczył, jak bardzo Yulissa jest przygnębiona, niesprawiedliwie zrzucił winę na Cassandrę. Raymond uważał, że to wszystko wina Cassandry. Gdyby nie ona, Yulissa nie cierpiałaby z powodu takiego upokorzenia. Nie był w stanie pojąć, dlaczego po osiemnastu latach Cassandra nie dokonała żywota gdzieś na zewnątrz. Dlaczego wróciła? „Czy był czas, kiedy powstrzymywałeś się przed uderzeniem mnie?” Cassandra porzuciła wszelkie próby oszczędzania uczuć Raymonda. W końcu i tak postanowiła odejść. „Ty...” „Ray, proszę, nie denerwuj się. Cassandra nie miała nic złego na myśli. To ja pławiłam się w waszej miłości przez ten cały czas i Cassandra ma pełne prawo mieć do mnie żal. Przepraszam, Cassandro”. Yulissa w swojej białej suknie balowej i wykwintnym makijażu naprawdę przypominała księżniczkę. W tej chwili jej oczy zaczerwieniły się, a ona sama wyglądała na bardzo przygnębioną. „Co się dzisiaj dzieje z Cassandrą? Jak ona śmie mi pyskować? Czy ona naprawdę myśli, że dzisiejsze przyjęcie powitalne jest dla niej?” – zadrwiła w duchu Yulissa. Cassandra nic nie powiedziała, decydując się obserwować, jak Yulissa udaje niewiniątko. „Liso, nie płacz. Jesteś cenionym członkiem tej rodziny, więc oczywiście, że nam na tobie zależy. Dobra dziewczynka, nie płacz” – Raymond czule pocieszał Yulissę, rezerwując swoją miłość wyłącznie dla rodziny, z wyłączeniem Cassandry. „Hmph, Cassandro, przez wzgląd na Yulissę, dzisiaj ci odpuszczę. Słuchaj, lepiej żebyś na dzisiejszym przyjęciu słuchała wszystkiego, co powiedzą Mama i Tata. Nie sprawiaj kłopotów, albo nie będę dla ciebie łagodny!” Ostrzeżenie Raymonda nie zrobiło większego wrażenia na obecnej Cassandrze. „Przyjęcie? Prawie o nim zapomniałam” – pomyślała Cassandra. Chociaż rodzina Yatesów twierdziła, że to przyjęcie powitalne, w rzeczywistości były to obchody urodzin Yulissy. To również na tym przyjęciu Benjamin i Miranda ogłosili Yulissę swoją prawdziwą dziedziczką, degradując Cassandrę z prawowitej następczyni do roli adoptowanego dziecka. Przyjęcie przyniosło rodzinie Yatesów wielką reputację w wyższych sferach jako hojnych filantropów niczym Matka Teresa, i cieszyli się oni podziwem wszystkich gości. Jeśli chodzi o Cassandrę, odegrała rolę przybłędy przygarniętej przez rodzinę Yatesów. Teraz, gdy Cassandra wróciła do dnia, w którym odbywało się przyjęcie powitalne, byłoby wstydem, gdyby nie urządziła sceny przed odejściem. Tego wieczoru w sali bankietowej goście wymieniali toasty i pozdrowienia, zajmując miejsca. Gdy nadeszła odpowiednia chwila, Benjamin i Miranda wprowadzili Yulissę na scenę pod ramię. Jej sześciu starszych braci podążało tuż za nią, wchodząc w rolę jej kawalerów. W rażącym kontraście do tego, Cassandra była przez nich całkowicie ignorowana i stała pośród gości, ubrana w T-shirt i wyblakłe dżinsy. Bogate panny z towarzystwa nie mogły powstrzymać się od drwin, zastanawiając się, jak ktoś jej pokroju zdołał zdobyć zaproszenie na przyjęcie. Wszyscy zastanawiali się, skąd wzięła się ta biedna dziewczyna wyglądająca jak żebraczka. „Dobry wieczór wszystkim. Witamy na obchodach osiemnastych urodzin mojej córki Yulissy...” Benjamin, promieniejąc dumą, wylewnie mówił o Yulissie, zasypując ją wszelkimi komplementami, jakie przyszły mu do głowy. Yulissa zarumieniła się i skromnie odpowiedziała: „Przesadzasz, tato. Wcale nie jestem taka wspaniała”. „Wszyscy jesteśmy z ciebie niezwykle dumni” – dodała czule Miranda. Pośród deszczu pochwał dla Yulissy, Cassandra poczuła gorzką ironię. Stracili ją, gdy była małą dziewczynką, a zamiast jej szukać, adoptowali dziewczynkę w podobnym wieku, przyjęli ją do rodziny i najwyraźniej zapomnieli o własnej biologicznej córce. Nawet teraz, gdy Cassandra wróciła do domu, rodzina Yatesów po długim okresie rozłąki nie czuła radości, lecz pogardę. „Cóż, widzicie państwo, Lisa jest naszym dzieckiem. Aby dotrzymać jej towarzystwa, moja żona i ja postanowiliśmy adoptować dziecko z sierocińca, zaledwie kilka dni starsze od Lisy. W ten sposób obie dziewczynki są naszymi córkami”. Gdy Benjamin to mówił, w jego głosie brzmiała nuta dezaprobaty. Kiedy Miranda zobaczyła Cassandrę w koszulce i dżinsach, jej wyraz twarzy pociemniał. „Co za brak ogłady! Jak mogła ubrać się tak niedbale na tak ważną okazję??” – zastanawiała się Miranda. Tłumiąc gniew, Miranda rozkazała: „Cassandro, podejdź tutaj”. „Co za hańba!” – zadrwiła w duchu. Nie mogli jednak cofnąć swoich słów. Cassandra weszła na scenę bez pośpiechu. Ku ich zaskoczeniu, w jej oczach nie było widać wdzięczności, za to na twarzy malował się sarkazm. „Więc twierdzicie, że jestem adoptowana? Czyż oboje, a także Leo, nie wręczyliście mi wyniku testu DNA potwierdzającego moje biologiczne więzi z rodziną Yatesów? Czy to było kłamstwo?” – zapytała Cassandra. Goście w sali wybuchnęli szeptem.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdzial 2: Przyjęcie powitalne – Odrodzony, by ich wszystkich zniszczyć | Czytaj powieści online na beletrystyka