Lorenzo wszedł do środka, jakby cały świat należał do niego.
Ubrany w idealnie skrojony czarny smoking, z precyzyjnie zawiązanym czerwonym krawatem i włosami gładko zaczesanymi do tyłu – był elegancją i niebezpieczeństwem ucieleśnionymi w jednej osobie. Jego ostre spojrzenie skupiło się na Camili, taksując ją od stóp do głów.
Początkowo się nie odzywał. Po prostu się wpatrywał. W końcu przemówił:
















