Pragnienia umierają ciężko

Pragnienia umierają ciężko

Autor: Mad Max

Rozdział 6: Czas na dojście
Autor: Mad Max
30 sie 2025
Jedynym powodem, dla którego Shane zaprosił go na herbatę, była chęć zdobycia ziemi, którą rodzina Weltonów posiadała w Easton. Była warta miliardy dolarów. Ten kawałek ziemi należał do Weltonów od dziesięcioleci. Evan w żaden sposób nie zamierzał pozwolić Shane'owi go przejąć. – Panie Welton, czy przyjmie pan zaproszenie pana Browna? – zapytał ostrożnie Hayden. Wszyscy wiedzieli, że Evan był bezwzględnym człowiekiem, którego metody były okrutne i bezlitosne. Nikt w Nordeny nie mógł się z nim równać. Mógł cię złamać jednym pstryknięciem palców. Jego nastroje były zmienne i nieprzewidywalne. Nikt nie odważył się narazić na jego gniew. Wszyscy bali się tego, co im zrobi, jeśli to zrobią. Jako jego pracownik, Hayden musiał cały czas stąpać wokół Evana jak po skorupkach jaj. Serce biło mu jak szalone, gdy musiał rozmawiać ze swoim szefem. Młody mężczyzna bał się, że może powiedzieć coś nie tak i rozzłościć Evana. Z głośnym brzękiem Evan postawił na biurku swój drogi, wykonany na zamówienie ceramiczny kubek. Zamierzał dowiedzieć się dokładnie, jak Shane planował ukraść mu jego ziemię. Burknął: – Tak! Oczywiście! – Jasne, panie Welton. Zajmę się niezbędnymi przygotowaniami – powiedział natychmiast Hayden, notując to, a następnie kontynuował przeglądanie z nim reszty harmonogramu Evana. Gdzieś w trakcie sesji zadzwoniła stara matrona rodziny Weltonów. Evan wiedział dokładnie, czego chciała od niego staruszka, gdy tylko odebrał telefon. Szybkim ruchem ręki wyprawił Haydena z pokoju. Gdy tylko odebrał połączenie, głos staruszki rozległ się z drugiego końca linii, pytając go o jego życie miłosne. Wiedział to. – Evan... kiedy zamierzasz przyprowadzić dziewczynę do domu i pozwolić babci na nią spojrzeć? Jedną nogą jestem już w grobie, a ty... ty ledwo jesteś młody... czy nie możesz pozwolić babci spojrzeć na swoją wnuczkę przed śmiercią? Daj starej kobiecie szansę pobawić się z jej wnukami? Lekkie zmarszczenie pojawiło się na gładkim czole Evana. Nie był stary, prawda? Miał tylko dwadzieścia osiem lat. Czy to dużo? Jeszcze nie osiągnął męskiego wieku dojrzałego, prawda? Czy to nie miało być trzydzieści lat? Jego babcia była tak niecierpliwą kobietą. – Babciu, przyprowadzę kogoś do domu... jeśli znajdę kogoś, kogo polubię. – Słyszałam to już wcześniej... używasz tej wymówki od lat. Nie widziałam, żebyś kogoś przyprowadził do domu! – prychnęła staruszka w udawanym gniewie. – Przyprowadzisz damę do domu do końca tego roku. Jeśli nie zobaczę dziewczyny, gdy rok się skończy, sama ci ją znajdę. Evanowi odebrało mowę. – W takim razie ustalono – powiedziała staruszka. Rozłączyła się, zanim Evan zdążył cokolwiek powiedzieć. Palce młodego mężczyzny zacisnęły się na telefonie. Słyszał w uchu sygnał rozłączenia. Jego wyraz twarzy pociemniał. Było mnóstwo kobiet, które byłyby skłonne wrócić z nim do domu. Ale on chciał przyprowadzić tylko kobietę, którą kochał. * W tym samym czasie, w JK Couture, Anya wyszła z biura Jake'a i kierowała się do swojego biurka. Projektantka, która pomagała jej zaaklimatyzować się w nowej pracy, była młodą kobietą dwa lata starszą od niej. Miała na imię Karolina Walkowiak. Karolina była pulchna. Nie mogła powstrzymać nagłego błysku zazdrości, który zapalił się w niej, gdy zobaczyła, jak ładna była Anya. Na pewno jest jakąś szmatą. Karolina przeklęła w duchu. Karolina miała słabość do Jake'a. "No cóż, ta szmata lepiej niech nie próbuje uwieść Jake'a, bo rozerwę ją na kawałki", mamrotała gniewnie pod nosem Karolina. Następnie wsunęła Ani stos projektów i poleciła jej poprawić i oczyścić projekty do jutra rano. Odwróciła się na pięcie i wróciła do swojego biurka. Anya zmierzyła wzrokiem wysoki stos papierów w swoich ramionach. Prawie sięgał jej czubka głowy. Jej wzrok zamglił się. To było dużo projektów... nie ma mowy, żeby wróciła dziś do domu. A co z jej dziećmi? Potrzebują mleka! Anya poczuła, jak jej piersi stają się ciężkie na myśl o jej dzieciach. To uczucie przypomniało jej, że za godzinę musi iść odciągnąć mleko. Przyniesie mleko do domu, a potem pospieszy z powrotem do biura. To jedyny sposób, aby zapewnić, że jej dzieci zostaną nakarmione, gdy ona zostanie późno w biurze tej nocy. Myśl o jej dzieciach napełniła Anyę motywacją. Zaniosła stos papierów z powrotem do swojego biurka i zaczęła pracować nad projektami. Po kilku godzinach piersi Anyi wydawały się twarde, ciężkie jak głazy zwisające z jej szyi. Naprawdę musiała odciągnąć mleko z piersi.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 6: Czas na dojście – Pragnienia umierają ciężko | Czytaj powieści online na beletrystyka