Przebudzenie pani Sterling

Przebudzenie pani Sterling

Autor: Sophia Reed

Rozdział 3 Declan
Autor: Sophia Reed
24 cze 2026
Och, słodki Jezu. Ból głowy wyrywa mnie z bardzo spokojnego snu: ból i wyraźny zapach kokosa z marakują. Przesuwam się, by przewrócić się na bok, i marszczę brwi, czując ciężar na klatce piersiowej. Z trudem otwieram oczy i krzywię się od jaskrawego słońca świecącego mi prosto w twarz. Opuszczam wzrok na głowę pełną jedwabistych, brązowych włosów i uderza mnie kolejna fala kokosowo-marakujowej mikstury. To ona. Przekrzywiam lekko głowę i przyglądam się twarzy dziewczyny rozciągniętej teraz na mojej piersi. Nie jest źle. Budziłem się z gorszymi. Jej usta są miękkie i różowe, rzęsy długie i ciemne, a brwi idealnie wyprofilowane. Co u licha stało się wczoraj w nocy? Nie pamiętam absolutnie niczego. Kim jest ta dziewczyna? Delikatnie odklejam jej ramię od mojej klatki, rozplątuję nasze nogi, a ona pojękuje, gdy zsuwam ją z siebie, po czym z westchnieniem wtula się w poduszkę. Pozwalam, by mój wzrok powędrował po jej nagim ciele, owiniętym do połowy prześcieradłem, gdy leży rozciągnięta na brzuchu z długimi, ciemnymi włosami rozsypanymi na poduszce. Przyglądam się jej twarzy z bliska i marszczę brwi. Nie, nie pamiętam absolutnie, kurwa, nic. Kompletne urwanie filmu. Rozglądam się po pokoju. Nasze ubrania walały się bezładnie po marmurowej podłodze. Gdzie my, do kurwy nędzy, jesteśmy? Naciągam bokserki i podchodzę do okna. Dlaczego ten widok wydaje mi się taki znajomy? Czekaj. Czy ja jestem w pieprzonym Vegas? Przecieram twarz dłońmi i raz jeszcze patrzę na krajobraz przed sobą. O tak, zdecydowanie jestem w Vegas. Podnoszę z podłogi dżinsy i wsuwam ręce do kieszeni w nadziei, że znajdę jakąś wskazówkę dotyczącą tego, co tu się u licha wydarzyło. Z tylnej kieszeni wyciągam kartkę papieru wraz z moim paszportem i rozkładam ją. Jest wilgotna — a jak tak teraz pomyślę, moje dżinsy też. „Akt Małżeństwa”. Wpatruję się tępo w te słowa przez dłuższą chwilę. Nie ma, kurwa, mowy. Nie poszedłem i nie ożeniłem się z jakąś przypadkową dziewczyną. Czytam resztę dokumentu i przeklinam. O kurwa. „Małżeństwo Juliana Declana Sterlinga i Seraphiny Hayes”. Gdyby sam dokument nie był wystarczającym dowodem, na palcu miałem złotą obrączkę. Pochylam się i patrzę na dziewczynę w łóżku — ona też nosi pierścionek z brylantem. Wzięliśmy ślub. Polecieliśmy do Vegas i się pobraliśmy. „Kurwa”. Znajduję swój telefon na szafce nocnej i wychodzę z pokoju. Muszę zadzwonić do mojego prawnika. Mam nadzieję — nie, modlę się — żeby to małżeństwo nie miało mocy prawnej. „Pan Sterling?” Senny głos Alistaira — mojego prawnika — dobiegł z drugiej strony słuchawki. Jasne, różnica czasu, u nich jest pewnie wczesny ranek. „Wszystko w porządku?” „Alistair, przepraszam, że cię budzę. Czy ślub zawarty w Vegas jest prawnie wiążący?” „Posiada pan akt małżeństwa?” — odpowiada. Robię zdjęcie certyfikatu i mu je wysyłam. „Mam coś, co wygląda jak akt małżeństwa. Właśnie wysłałem ci zdjęcie. Zerknij na to”. Słyszę, jak po drugiej stronie majstruje przy telefonie. „Cóż, tak, to oficjalny dokument, więc jest to w pełni legalne, panie Sterling” — informuje mnie, a moje serce opada na samo dno żołądka. Wpatruję się w papier w mojej dłoni i wzdycham. „Jezu Chryste. Nie pamiętam absolutnie niczego po wyjściu z klubu. Kompletna pustka. Na pewno jest jakaś prawna luka, która pozwoli mi z tego wyjść? Błagam, znajdź ją”. „Zajmę się tym. Unieważnimy małżeństwo na podstawie tego, że oboje byliście pod wpływem alkoholu” — mówi, a ja kiwam głową, krążąc tam i z powrotem. „Świetnie. Informuj mnie na bieżąco” — odpowiadam i kończę połączenie. O czym ty, kurwa, myślałeś, żeniąc się z dziewczyną, której w ogóle nie znasz, ty absolutny idioto. To do mnie niepodobne. Nie piję aż tyle. Nigdy. Jasna cholera, ja w ogóle nie wychodzę na miasto. Całe moje życie kręci się wokół pracy, a kiedy wreszcie mam czas trochę odpuścić, wypijam kilka szklanek szkockiej, a potem wychodzę z dziewczyną, która akurat tej nocy wpadnie mi w oko. Nie, to jest lekkomyślne i nieodpowiedzialne — a te dwie cechy na pewno mnie nie określają. Nigdy nie upiłem się do tego stopnia, by urwał mi się film i bym stracił pamięć. Odwracam się, słysząc kroki w sąsiednim pokoju. Widzę, jak Seraphina błąka się po jadalni penthouse'u z prześcieradłem owiniętym wokół ciała. Na jej twarzy maluje się przerażenie, kiedy próbuje rozeznać się w otoczeniu. Pierwszą rzeczą, którą w niej zauważam, są jej oczy — w ciemniejszym odcieniu niż moje własne. Niemal oliwkowozielone, oprawione długimi, ciemnymi rzęsami, i to wcale nie z gatunku tych sztucznych, które noszą dziewczyny; jej były w stu procentach naturalne. Włosy lśniące i długie, kaskadą opadające na plecy w luźnych falach, wprawdzie potargane po nocy dzikiego seksu. Zachodzę ją od tyłu i opieram się o framugę drzwi, podczas gdy ona wygląda przez okno sięgające od podłogi aż po sufit. „Dzień dobry” — witam się, a ona podskakuje z zaskoczenia, wydaje z siebie cichy pisk i odwraca się twarzą do mnie. Jej oczy są szeroko otwarte i zdezorientowane; przesuwają się po moim nagim torsie, po czym znów wędrują ku mojej twarzy. „Wreszcie wstałaś”. „Kim jesteś?” — pyta, cofając się w stronę okna. Sączę kawę i oblizuję wargi. W głowie wciąż pulsował mi nieprzyjemny ból i sądząc po tym, jak rozmasowywała sobie skronie, podejrzewałem, że ona też nie czuła się o wiele lepiej. „Jestem Declan” — przedstawiam się, a ona zamrugała, kiedy do niej podszedłem. Odwraca wzrok i obejmuje się ramionami, jakby chciała osłonić się przed moim wścibskim spojrzeniem, a jej palce mocno zaciskają się na prześcieradle. „Yyy, gdzie jesteśmy?” — pyta, rozglądając się po apartamencie. „Zdaje się, że w Vegas”. Oczy Seraphiny otwierają się szeroko i dziewczyna wpatruje się we mnie bez mrugnięcia okiem przez dobrą minutę. Kręci głową i marszczy głęboko brwi. „W Vegas?” — pyta z niedowierzaniem, a ja kiwam głową. „Co my, do diabła, robimy w Vegas?” Wzruszam ramionami. „Nie mam pojęcia. Nie pamiętam absolutnie nic z wczoraj. Jedyne, co mi się przypomina, to jak wychodziłem z klubu z jakąś dziewczyną. A potem urwany film. Pamiętasz cokolwiek?” Kręci głową. „Nie, j-ja nie, nie pamiętam niczego. Byłam absurdalnie wręcz pijana. Nawet nie przypominam sobie, żebym cię spotkała” — wyjaśnia, nerwowo przygryzając wargę. Opuszcza wzrok i przeczesuje smukłymi palcami miękkie włosy. „Eee, dlaczego mam na palcu pierścionek?” Pocieram kark, po czym unoszę dłoń i pokazuję jej obrączkę na moim palcu. Jej mina drastycznie rzednie. Spogląda na swój pierścionek, a potem znowu na mnie. „Nie, powiedz, że tego nie zrobiliśmy. Wzięliśmy ślub?” Kiwam głową, a ona blednie. „Jak do cholery do tego doszło? Jak to się stało, że z klubu w Londynie wzięliśmy ślub w Vegas?!” Jęczę, kiedy przez moją czaszkę przeszywa ból od głośności jej głosu. „Kurwa, ścisz trochę ton, skarbie; bo zaraz mózg wypłynie mi dupą”. Wzdycham, rozmasowując skronie. „Szczerze mówiąc, nie wiem, jak do tego doszło i jak się tu znaleźliśmy, okej? Nie planowałem raczej nawalić się w trupa i ożenić z nieznajomą, którą spotkałem w klubie”. Seraphina piorunuje mnie wzrokiem. „Och, no tak, to dobrze, że nie planowałeś. Wyobraź sobie, co by było, gdybyś to zaplanował! Poza tym ty wcale nie jesteś w moim typie”. Teraz na mnie przyszła kolej, by posłać jej mordercze spojrzenie. Czy ta laska mówi serio? Nie ma pojęcia, kim jestem. Nigdy nie spotkałem dziewczyny, dla której nie byłbym w jej typie. „O, naprawdę? Wczorajszej nocy jakoś cholernie przypominałem twój typ” — wytykam, a jej oczy zwężają się w szparki i robi krok w moją stronę.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 3 Declan – Przebudzenie pani Sterling | Czytaj powieści online na beletrystyka