Uśmiecham się wyzywająco i z premedytacją oblizuję wargi, podczas gdy on mnie obserwuje. – Ja też. Możesz ją rozciągnąć na tym biurku i rżnąć w nią, dopóki nie zobaczy samego Boga, a mnie i tak by to... – szepczę, muskając wargami jego usta. – Nic a nic nie obchodziło – kończę. Jego wzrok unosi się na moje oczy i patrzy na mnie przez dłuższą chwilę, po czym się uśmiecha.
– Och? Ale to, co tu słysz
















