Przebudzenie pani Sterling

Przebudzenie pani Sterling

Autor: Sophia Reed

Rozdział 4
Autor: Sophia Reed
23 cze 2026
„Zaraz. Powiedziałeś, że niczego nie pamiętasz” — mówi, celując palcem w moją twarz. Patrzę na jej palec, potem znowu na nią i przewracam oczami. „Nie pamiętam. Ale stan tego pokoju, kiedy się dziś obudziłem, jest bardzo jasną wskazówką, że to była udana noc”. Robię krok w jej kierunku, a ona wyciąga szyję, by na mnie spojrzeć. „Od drzwi aż do łóżka ciągnął się szlak z naszych ubrań, co oznacza, że byliśmy zbyt zaabsorbowani naszą namiętnością, by przejmować się tym, kto jest w czyim typie” — oświadczam rzeczowo i puszczam do niej oko. „Nie wspominając o tym, że masz na sobie mój popisowy look pod tytułem »dobrze wydupczona«”. Zielone oczy Seraphiny rozszerzają się, dziewczyna prycha i robi duży krok w tył, by zachować między nami odstęp. Przeczesuje palcami włosy, wyraźnie sfrustrowana. „Wow. Nawet nie zaszczycę tej uwagi żadną odpowiedzią”. Przestaje krążyć i znów na mnie patrzy. „Co my teraz zrobimy? Czy to małżeństwo jest w ogóle legalne?” „Obawiam się, że tak”. Jej ramiona opadają i Seraphina kręci głową. „Jak? Jak oni mogli nam w ogóle dać ślub, skoro byliśmy pijani? To nie ma sensu. Czy nie trzeba złożyć wniosku o licencję małżeńską czy coś w tym rodzaju?” — pyta, piorunując mnie wzrokiem. Wzruszam ramionami, odstawiam kubek z kawą i biorę ze stołu akt małżeństwa. „Taka jest magia tego miasta. W Vegas wszystko się może zdarzyć. Proszę, znalazłem to rano w mojej kieszeni”. Odbiera ode mnie papier i rozkłada go. „Co to jest?” „Nasz akt małżeństwa. Podpisany niedbale przez nas oboje” — odpowiadam, a ona czyta dokument, po czym na mnie spogląda. „O mój Boże, naprawdę jesteśmy małżeństwem” — mamrocze, opierając się o stół w jadalni. Wzdycham i niezręcznie pocieram kark. Wygląda na przybitą, wpatruje się w podłogę, a ja nie radzę sobie z pocieszaniem zdenerwowanych dziewczyn. Zaczynam czuć się niekomfortowo i zamykam w sobie. „Hej, słuchaj, to nie koniec świata. Jestem pewien, że nie jesteśmy pierwszą parą, która po pijaku wzięła ślub w Vegas. Zdobędziemy unieważnienie i będziemy żyć dalej, tak jakby to się nigdy nie wydarzyło”. Kiedy to mówię, podnosi wzrok, by na mnie spojrzeć, i przysięgam, że smutek w jej oczach przyprawia mnie o dreszcz. W końcu kiwa głową i prostuje się. „Tak, chyba masz rację”. Wzdycha i ze zdumieniem rozgląda się po pokoju, a następnie lekko marszczy brwi, drapiąc się po głowie z zakłopotaniem. „Eee…” Przygryza delikatnie dolną wargę. „Nie mogę znaleźć swojej sukienki…” Pozwalam, by mój wzrok omiótł pomieszczenie. „Muszę też wymyślić, jak do cholery mam wrócić do domu”. „Och, już to załatwiłem. Nasz lot do Londynu jest za dwie godziny” — informuję ją, na co ona kiwa głową. „Zorganizowałem też dla nas ubrania. Wyglądasz na rozmiar trzydzieści osiem. Chcesz kawy?” — pytam, a ona gapi się na mnie z otwartymi ustami, po czym kiwa głową i opada na krzesło przy jadalnianym stole. Nalewam jej czarnej kawy i stawiam kubek na stole tuż przed nią. Nadal się na mnie gapi ze zmarszczonymi brwiami. „Dziękuję. Nie musiałeś tego robić. Powiedz mi, ile jestem ci winna, a zwrócę ci pieniądze”. Przykłada kubek do ust i bierze długi łyk, po czym zamyka oczy i wzdycha. Tak, ten pierwszy łyk kawy na kacu to istne niebo. Nawet nie zauważyłem, że gapię się na nią, dopóki nie podnosi na mnie wzroku, marszcząc brwi. Kręcę głową i wzruszam ramionami. „Nie przejmuj się tym. To żaden problem. Zapewne zechcesz wziąć prysznic i się odświeżyć. Nie zamawiałem śniadania, bo nie byłem pewien, co chciałabyś zjeść” — mówię, znikając w łazience. „Dlaczego nie wezwiesz obsługi hotelowej i czegoś nam nie zamówisz?” — sugeruję, a ona mruga, patrząc na mnie, i z wahaniem kiwa głową. Po długim, bardzo potrzebnym prysznicu i paru telefonach biznesowych, Seraphina i ja zjedliśmy śniadanie, żeby przyswoić alkohol spożyty poprzedniej nocy. Miałem mdłości, ale tost z awokado, którego zjadłem, pomógł mi je załagodzić. Seraphina wzięła prysznic i ubrała się w ciuchy, które dla niej załatwiłem. Wyszła z łazienki wyglądając na odświeżoną, w dopasowanych, jasnoniebieskich dżinsach i czarnym T-shircie z głębokim dekoltem. Opuściliśmy hotel i udaliśmy się na lotnisko. Seraphina wysiada z samochodu, kiedy podjeżdżamy pod mój prywatny odrzutowiec, i zapatruje się na niego. „O rany, to twoje?” — pyta, gdy do niego podchodzimy. „Pewnie, że tak, skarbie” — potwierdzam i daję jej znak ręką, by weszła po schodach. Szczerze mówiąc, nie mogę się doczekać, żeby wrócić do domu. Czuję się paskudnie, a mam mnóstwo zaległości w pracy do nadrobienia. Zsuwam się na fotel w samolocie i obserwuję, jak Seraphina kręci się w pobliżu. Wydaje się pełna obaw, a ja łapię się na zastanawianiu, czy denerwuje się przed lotem. „Zamierzasz tak stać przez całe dziesięć godzin lotu? Usiądź. Nie ugryzę, chyba że sama o to poprosisz” — droczę się, a ona kręci głową, mruczy coś pod nosem i wślizguje się na fotel obok mnie. Patrzy przez okno, a jej palce nerwowo zaciskają się na udach, podczas gdy zagryza dolną wargę. Chciałbym umieć czytać w jej myślach w tej chwili. Coś w tej kobiecie jest. Nie potrafię dokładnie określić co, ale jest inna od kobiet, za którymi zazwyczaj się uganiam, a to zdecydowanie najdłuższy czas, jaki spędziłem z dziewczyną, z którą przespałem się w całym swoim życiu. Zwykle nawet nie zostaję na noc. Wychodzę zaraz po tym, gdy skończymy tę zabawę. Jak to mawia mój najlepszy przyjaciel, Nathaniel: „Ruchasz i znikasz”. Brzmi okropnie, wiem, ale nie mam czasu na relacje — między nawałem obowiązków zawodowych a ciągłymi podróżami, po prostu nie wystarcza mi czasu na dziewczynę czy jakiekolwiek życie towarzyskie. Po tym, jak mój ostatni, trzyletni związek z hukiem legł w gruzach rok temu, uczyniłem pracę moim priorytetem. Wybudzam się ze snu, słysząc głos kapitana z interkomu. Musiałem zasnąć podczas czytania. Seraphina spała, opierając głowę na moim ramieniu, jej ramię owinięte było wokół mojego bicepsa. Znów czuję zapach jej szamponu i staje się on moim ulubionym zapachem. Delikatnie odgarniam kosmyk włosów z jej twarzy. Jest oszałamiająca, nawet bez makijażu. Kiedy koła samolotu dotykają płyty lotniska, Seraphina zrywa się ze snu i unosi te oliwkowe oczy prosto na mnie. Dopiero po chwili dociera do niej, że opierała głowę na moim ramieniu, wtedy odsuwa się i siada prosto, przeczesując włosy palcami. Odchrząkuje, rozglądając się niespokojnie. „Długo spałam?” „Kilka godzin”. Patrzy na mnie i lekko marszczy brwi, po czym pochyla się, by wciągnąć buty. „Strasznie mi przykro. Powinieneś był mnie obudzić”. Uśmiecham się i kręcę głową, obserwując, jak wygładza swoją bluzkę. „Nie ma problemu. Też spałem. Oboje musieliśmy być bardziej zmęczeni, niż nam się wydawało”. Seraphina kiwa głową i rozmasowuje kark, podążając przez pokład w stronę wyjścia. „Nawet mi nic nie mów. To był naprawdę szalony weekend. O Boże, rano mam pracę” — wzdycha, gdy schodzimy po schodach z samolotu. Nagle zatrzymuje się, spogląda na samochód, a potem na mnie. „Czy używaliśmy wczoraj tego samochodu?” Kiwam głową, a ona mruga i znowu przygląda się autu. „Wyszliśmy z klubu do tego samochodu zeszłej nocy”. „Hm, pamiętam samochód, ale nic więcej” — odpowiada, po czym przenosi wzrok na kierowcę i marszczy brwi. „Właściwie. Jego też pamiętam”. Gerald uśmiecha się i krótko kiwa jej głową, po czym otwiera przed nią drzwi do samochodu. „Dobry wieczór panience”. Seraphina spogląda na niego sceptycznie, po czym wsiada do auta. Godzinę później zatrzymujemy się pod adresem, który podała Geraldowi. Seraphina wysiada, a ja ruszam za nią i obchodzę samochód dookoła. „Cóż, to tutaj” — mówi, spoglądając na swój budynek, a potem znowu na mnie. „Dziękuję, że odwiozłeś mnie do domu”. „Nie ma o czym mówić. Proszę, to moja wizytówka. Mój prawnik zaczął już przygotowywać papiery rozwodowe. Spotkamy się za kilka dni i będziesz mogła je podpisać. Pasuje ci?” Seraphina bierze moją wizytówkę i przygląda się jej, po czym przenosi wzrok na mnie z marsową miną. „Julian? Myślałam, że masz na imię Declan?” — dopytuje. „Bo mam. Poza pracą wolę, jak mówi się do mnie Declan”. Kiwa głową zadowolona z mojej odpowiedzi i chowa wizytówkę do kieszeni. Rany, ona autentycznie nie wie, kim jestem. To całkiem miła odmiana. „Więc… Chyba zaczekam na wieści od ciebie. Wyślę ci SMS-em mój numer”. Kiwam głową i przez moment patrzymy na siebie w niezręcznej ciszy, nie wiedząc, co powiedzieć i jak się zachować. Podać sobie ręce czy się uścisnąć? Obraca się, by odejść, lecz nagle przystaje, zdejmuje z palca pierścionek i mi go wręcza. „Nigdy wcześniej się nie spotkaliśmy, prawda?” — pyta, przyglądając się mojej twarzy z przymrużonymi oczami. Kręcę głową i wzruszam ramionami. „Nie wydaje mi się. Z pewnością bym cię zapamiętał” — odpowiadam z półuśmieszkiem, a ona mruga ze zdziwieniem, podczas gdy jej policzki stają się różowe. O kurwa. Jeśli to nie jest najbardziej seksowna rzecz na świecie, to nie wiem, co nią jest. Seraphina odchrząkuje i kiwa głową. „Jeszcze raz dziękuję”. Posyłam jej uśmiech. „Dziękuję za pełen wrażeń weekend, Seraphino Hayes”. Seraphina kiwa głową, mruczy pod nosem pożegnanie i odwraca się, by odejść. „Chyba zobaczymy się za kilka dni… żonko”. Zatrzymuje się, odwraca i posyła mi zdegustowane spojrzenie. „Nie nazywaj mnie tak”. Śmieję się i patrzę, jak znika w swoim bloku. Co za obfitujące w wydarzenia czterdzieści dwie godziny.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 4 – Przebudzenie pani Sterling | Czytaj powieści online na beletrystyka