Podnoszę na nią wzrok i kiwam głową. – Oczywiście. Doceniam pani przeprosiny. Moje małżeństwo z pani synem może i nie przetrwało, i miała pani rację, nie pasujemy do siebie, ale bardzo mi na nim zależy i życzę mu tylko szczęścia, bez względu na to, co postanowi dalej robić – wyjaśniam, mrugając, by powstrzymać łzy, które pieką mnie pod powiekami.
Margaret uśmiecha się smutno i klepie mnie po dłoni
















