– Jesteś żonaty, idioto! – krzyczy, wyrzucając ręce w powietrze. – Nie możesz ożenić się z Victorią, jeśli już masz żonę. Zabierz Seraphinę do dziadka, przedstaw ją jako swoją żonę, problem z głowy.
Och. Dlaczego o tym nie pomyślałem? Jestem żonaty.
Marszczę brwi. – Masz na myśli, że zostaniemy małżeństwem? – Nathaniel przytakuje, szeroko otwierając niebieskie oczy. – Nie zgodzi się, dlaczego miałaby chcieć pozostać w związku małżeńskim?
Nathaniel rzuca we mnie poduszką. – Ponieważ jesteś Julian Declan Sterling, oto dlaczego. Jesteś najbardziej rozchwytywanym kawalerem w kraju... oczywiście po mnie – mówi żartobliwie, a ja odrzucam w niego poduszkę.
Przewracam oczami z irytacją. – Pierdol się, dupku. Nathaniel łapie poduszkę i opiera na niej łokieć, szczerząc zęby. – Nic z tych rzeczy jej nie obchodzi. Nie przypomina pozostałych dziewczyn; moja sława i pieniądze ani trochę jej nie odstraszyły.
– Równa babka. Po prostu powiedz jej prawdę, może odwołasz się do jej dobrego serca, zlituje się nad tobą i zgodzi pomóc. Jeśli to zawiedzie, zaoferuj jej wypłatę, parę baniek, coś w rodzaju usługi przykrywki.
Pocieram twarz dłońmi i ciężko wzdycham. – To brzmi dość prymitywnie.
– Wolałbyś ożenić się z Victorią? Kręcę głową i opadam z powrotem na oparcie kanapy.
– Kurwa, nie – rzucam z przekąsem, patrząc na butelkę piwa, którą trzymam w dłoni. – Z Seraphiną przynajmniej można się dobrze bawić, o wiele bardziej wolałbym utknąć w małżeństwie z nią.
– Po prostu ją zapytaj – stwierdza, pociągając łyk piwa. – W najgorszym razie powie „nie”.
– Och, z całą pewnością powie „nie”. Jest zadziorna i uparta jak diabli – mruczę, w zamyśleniu pukając w szyjkę butelki. Nie zaszkodzi zapytać. Tak jak powiedział Nathaniel, może zrobi jej się mnie żal i mi pomoże. Może mógłbym dać jej podwyżkę? Poza tym wolałbym być żonaty z Seraphiną niż z Victorią, w jej towarzystwie jest przynajmniej zabawnie. Cały dzień rozśmiesza mnie do łez.
– Zadziorna, co? – przeciąga Nathaniel, unosząc brwi ze zaintrygowaniem. – Dobra w łóżku?
Przygryzam dolną wargę, wspominając naszą wspólną namiętną noc. – Och, zdecydowanie – mruczę.
Wzdycham, czując ulgę. Nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo to zaaranżowane małżeństwo mi ciążyło.
Wychodzę od Nathaniela i kieruję się do domu. Kolejnego dnia czekał mnie ważny dzień i przed prezentacją musiałem wziąć się w garść.
Następnego ranka siedziałem przed apartamentowcem Seraphiny i czekałem na nią. Czekałem już piętnaście minut, a ona wciąż nie zeszła. Kobiety. Nigdy nie zrozumiem, dlaczego do wszystkiego szykują się przez cały rok. Zniecierpliwiony trąbię klaksonem dokładnie w chwili, gdy ona pchnięciem otwiera drzwi i idzie w stronę samochodu. Gdy się zbliża, pozwalam moim oczom błądzić po jej sylwetce. Obcisła czarna ołówkowa spódnica i czerwona satynowa bluzka, które ma na sobie, opinają jej ciało we wszystkich właściwych miejscach. Ciemne pukle opadają jej na plecy w formie delikatnych fal, zupełnie jak tej nocy, kiedy się poznaliśmy.
– Jezu, nie denerwuj się. Obudzisz sąsiadów – zrzędzi, wsiadając do samochodu. Nie jestem z tego dumny, ale mój wzrok natychmiast ucieka w stronę jej spódnicy, która gdy siada, podwija się do połowy uda. Łapię się na tym, że podziwiam jej zgrabne nogi. Nagle przed oczami staje mi przebłysk z naszej nocy w Vegas – te nogi owijające się wokół mnie, kiedy przyciągała mnie w głąb siebie.
– Declan.
Mrugam, wyrywając się z zamyślenia, i zza okularów przeciwsłonecznych patrzę na nią. – Hm?
Marszczy brwi, spoglądając na mnie. – Jedziemy czy będziemy tak tu siedzieć? Przed chwilą mnie popędzałeś.
– Tak, jedziemy – mówię, włączając się do ruchu. – Jak się masz? Udało ci się załatwić sprawę z oponami?
Seraphina zerka na mnie i wzrusza ramionami. – Tak. Ktoś przyjedzie dziś wieczorem założyć nowe – wyjaśnia, a ja kiwam głową. – Dziękuję, że zaoferowałeś pomoc. Miałam parszywy nastrój. Mam nadzieję, że nie zabrzmiałam niegrzecznie. – Spogląda na mnie, a ja kręcę głową.
– W ogóle – odpieram jej przeprosiny machnięciem ręki. – Prawdę mówiąc, też byłbym wkurzony, gdyby ktoś ukradł mi z samochodu wszystkie opony. Zgłosiłaś to? Seraphina kręci głową, a ja marszczę brwi. – Dlaczego nie?
Wzdycha, patrząc przez okno. – A jaki to ma sens? To nie jest zbrodnia roku, prawda? Jasne, jest to uciążliwe, ale myślę, że policja ma dużo poważniejsze sprawy, które wymagają ich uwagi, niż moje skradzione opony. Uśmiecham się i kręcę głową.
– To jest jakiś sposób patrzenia na tę sprawę.
Seraphina wzdycha, odgarniając włosy ze swojej ślicznej twarzy. – Nic mi się ostatnio nie układa, to naprawdę dziwaczne.
Uśmiecham się i rzucam na nią okiem, a następnie z powrotem spoglądam na drogę. – Och, byłem w podobnej sytuacji. Ale zawsze powinnaś starać się zachować pozytywne nastawienie, bo nigdy nie wiesz, kiedy karta się odwróci. Seraphina rzuca mi krótkie spojrzenie i przytakuje. – Może szybciej, niż myślisz.
– Szczerze w to wątpię – mówi głosem o zaledwie oktawę wyższym od szeptu. Resztę dwudziestopięciominutowej podróży do biura prawnika spędziliśmy na omawianiu mojego harmonogramu pracy.
– Twoje spotkanie o czternastej trzydzieści zostało przesunięte o piętnaście minut. Lot pana Cohena z Belgii się opóźnił; jego szofer wysłał mi wcześniej e-mail. Przytakuję, gdy wchodzimy do biura i wita nas Alistair, nasz prawnik.
– Dzień dobry panu, panie Sterling, dzień dobry pani, pani Sterling. Obserwuję reakcję Seraphiny, gdy Alistair zwraca się do niej nazwiskiem po mężu. Uśmiecha się z przymusem, ściska wyciągniętą dłoń i siada przy stole. – W porządku, panie Sterling, sporządziłem dokumenty rozwodowe. Jedyne, czego potrzebuję, to państwa podpisy i mogę zacząć przetwarzać sprawę. Seraphina przytakuje, bierze długopis i podpisuje dokumenty. Podaje mi długopis, a ja go biorę i wpatruję się w leżące przede mną papiery.
– Declan? – Unoszę wzrok i patrzę na Seraphinę. – Podpisz te papiery.
– Alistairze, zostawisz nas na chwilę? Seraphina odprowadza go wzrokiem, kiedy prawnik wstaje i wychodzi z pokoju, po czym znów patrzy na mnie.
– Co się stało? – pyta, przyglądając mi się z rezerwą.
– Seraphino. Mam dla ciebie propozycję.
Jej brwi ściągają się jeszcze bardziej. – Propozycję?
Kiwam powoli głową, nie odrywając od niej wzroku. – Tak, propozycję.
– Okej...
– A co, jeśli się nie rozwiedziemy? – sugeruję, a ona wpatruje się we mnie bez wyrazu i nagle wybucha śmiechem.
– Zabawne, Declan. Przestań pieprzyć bzdury i podpisz te dokumenty, żebyśmy mogli stąd wyjść. Gdy nie robię najmniejszego ruchu, by podpisać papiery, jej uśmiech powoli gaśnie. – Nie... zaraz, ty mówisz poważnie?!
– Bardzo.
– Bardzo? Bardzo co, Declan? Zgodziliśmy się na rozwód. O czym ty w ogóle mówisz? – wykrzykuje, podnosząc się z fotela.
Wzdycham, odkładam długopis i patrzę na nią, gdy ciska we mnie spojrzeniem pełnym złości. – Ja tylko sugeruję, żebyśmy zostali małżeństwem jeszcze przez jakiś czas.
Seraphina przestaje krążyć po pokoju i patrzy na mnie z gniewem. – A ja sugeruję, żebyśmy się rozwiedli – w tej chwili.
– Seraphino, po prostu posłuchaj mnie przez chwilę. Utknąłem w sytuacji bez wyjścia i potrzebuję twojej pomocy – wyjaśniam, a jej spojrzenie nieco łagodnieje. – Mój ojciec zmusza mnie do ślubu z kimś, kogo nie kocham, w zamian za swoje i dziadka udziały w firmie. Wzdycham i wstaję. – Mój dziadek jest śmiertelnie chory i nie pożyje już długo. Jego ostatnim życzeniem jest zobaczyć na ślubnym kobiercu swojego pierworodnego wnuka przed śmiercią. Jeśli tego nie zrobię, odda swoje udziały mojemu kuzynowi Gideonowi, który jest skończonym tumanem i spierdoli wszystko, na co tak ciężko pracowałem w firmie.
Seraphina kręci głową. – Declan, czy ty postradałeś zmysły? Mówisz o okłamywaniu swojej rodziny. Umierającego człowieka. Wykluczone.
– Nie mogę ożenić się z Victorią. Ona po prostu nie jest dziewczyną, z którą wyobrażam sobie założenie rodziny. Nie jest dla mnie – tłumaczę, a ona obojętnie wzrusza ramionami.
– Czym to się różni od tego, co my zrobiliśmy? My też nie do końca się dogadujemy. Po prostu weź z nią ślub, zdobądź udziały, a potem się z nią rozwiedź. Wzdycham i z frustracją kręcę głową.
– Seraphino, ty nie rozumiesz. Ta dziewczyna ma na moim punkcie obsesję, odkąd mieliśmy po dziesięć lat, myślisz, że zgodzi się na rozwód po latach czekania na to, żeby mnie usidlić? Nie ma kurwa mowy.
– Declan, posłuchaj, o co mnie prosisz. Prosisz, żebym pozostała w związku małżeńskim z tobą, żebym kłamała i intrygowała. Przecież ja cię nawet nie znam – oświadcza, ponownie zaczynając krążyć po pokoju. Łapię ją za ramię i przyciągam do siebie.
– Zapłacę ci – wyrzucam z siebie.
Zielone oczy Seraphiny rozszerzają się, a gdyby spojrzenie mogło zabijać, leżałbym teraz dwa metry pod ziemią. – Ty co? – cedzi przez zęby, a w jej głosie słychać wyraźną złość. – Jeśli myślisz, że dlatego, że się z tobą przespałam, jestem ci teraz coś winna, srodze się mylisz. Pieprz się ze swoją pracą, ty arogancka świnio – syczy gniewnie i wyszarpuje ramię z mojego uścisku.
– Nie! Chryste, Seraphino, to nie tak. Potraktuj to jako układ biznesowy. Podaj swoją cenę; pieniądze nie grają roli. Seraphina cofa się ze zbulwersowanym wyrazem twarzy. W jej oczach migocze błysk zranienia, po czym ponownie zastępuje go złość.
– Za kogo ty się, do diabła, masz?! Przykro mi pana rozczarować, panie Sterling, ale nie jestem na sprzedaż! Za pańskie pieniądze może pan kupić wiele rzeczy, ale nie mnie. – Próbuje mnie wyminąć, ale zagradzam jej drogę. – Zejdź mi z drogi – pluje zaciekle.
– Jezu, Seraphino, proszę cię, tylko mnie posłuchaj. Nie próbuję cię kupić, a zranienie cię to ostatnia rzecz, jakiej bym pragnął – wyjaśniam i wzdycham z przygnębieniem. – Nie prosiłbym cię, gdybym nie był zdesperowany. Jesteś moją jedyną szansą na wyrwanie się z tego zaaranżowanego małżeństwa – mówię błagalnie, a ona oblizuje wargi i przeczesuje palcami włosy, wciąż kipiąc ze złości. – Wiem, że potrzebujesz pieniędzy. Masz zaległości w spłacie kredytów studenckich. Odwraca się i posyła mi mordercze spojrzenie. – Wyszło to w weryfikacji twojej przeszłości. Będziesz mogła je spłacić i dokończyć studia. Pozwól sobie pomóc.
– Nie chcę twojej pomocy! Na świecie są miliony dziewczyn, które wyszłyby za ciebie bez namysłu, idź i wybierz sobie jedną z nich – rzuca, chwytając swoją marynarkę i torebkę.
– Nie chcę ich. Seraphina przewraca oczami i próbuje przepchnąć się obok mnie, żeby wyjść, ale ją powstrzymuję. – Chcę ciebie. Powoli unosi wzrok i nasze spojrzenia się krzyżują.
– Julian? Oboje odskakujemy od siebie, gdy słyszę swoje imię. Odwracam się i widzę stojącego w progu ojca. Kurwa.
– Tato?
– Co tu się dzieje? – pyta, sceptycznie przenosząc wzrok z Seraphiny na mnie. – Co to za krzyki? Seraphina patrzy na mnie i poprawia spódnicę. – Co wy oboje tu robicie? Spoglądam na Seraphinę i nie wiem do końca, co we mnie wstępuje, ale obejmuję ją ramieniem w talii i przyciągam do siebie.
– Tato, chciałbym, żebyś oficjalnie poznał moją żonę... Seraphinę.
















