„Zapłać mi dziesięć milionów dolarów albo mnie wylecz. Wybór należy do ciebie” – powiedział uprzejmie Cassian, jakby oferował Mili rozwiązanie wszelkich problemów.
„Jesteś bezczelny! Oszukałeś mnie! Planowałeś to od samego początku, prawda?” Choć Mila nie była tak bystra jak Cassian, teraz połączyła fakty i zrozumiała, że taki był jego plan od samego początku.
Wiedząc, że nie jest prawdziwą lekarką tradycyjnej medycyny chińskiej, jak to możliwe, że taki miliarder zaufałby jej i prosił o leczenie? Od początku zamierzał ją podejść!
„Podpisałaś umowę dobrowolnie” – zadrwił z niej Cassian. – „Pomyśl o tym. Nie jestem łatwym pacjentem”.
„Nie poddam się!” – powiedziała Mila, udając odważną. A potem uciekła.
Choć zgrywała twardą, martwiła się tym, co ją czeka. Dziesięć milionów dolarów... Jak ona miała kiedykolwiek zarobić taką kwotę? Myśl o tak gigantycznym długu napawała Milę rozpaczą.
Leżąc na swoim łóżku w akademiku, Mila trzymała telefon i przeglądała kontakty. Postanowiła zadzwonić do rodziców z prośbą o pomoc.
„Mila, co się stało?” Mila usłyszała w słuchawce radosny głos matki, dobiegający z jakiegoś głośnego miejsca, oraz szum fal i wiatru.
„Mamo, ja...” Mila dopiero co otworzyła usta, gdy w telefonie rozległ się krzyk jej ojca.
„Kochanie! Chodź, zrób mi zdjęcie!”
„Już idę!” – odpowiedziała pani Vance, po czym szybko rzuciła do Mili: – „Jesteśmy na plaży. Zadzwonię do ciebie później. Pa, skarbie!”
Mila wiedziała, że rodzice całkowicie ją ignorują, gdy podróżują. Rozżalona postanowiła zadzwonić do swojego brata, Caleba.
Jednak Caleb odpowiedział chłodno: „Dziesięć milionów dolarów? Przestań śnić na jawie! Mila, lepiej weź się do nauki do egzaminów końcowych, bo inaczej nie skończysz studiów”.
Co za bezduszni ludzie!
Mila wybiegła z akademika, trzaskając za sobą drzwiami. Była kłębkiem nerwów, przerażona umową i groźbami Cassiana.
Na nieszczęście egzaminy końcowe również były tuż-tuż.
Mila siedziała w akademiku jak w transie, pogrążona w ponurych myślach. Jej współlokatorki przywykły już do her zachowania w ostatnich dniach i domyślały się, że zerwała z chłopakiem. Traktowały ją więc wyjątkowo miło i unikały tematów, które mogłyby ją zasmucić.
„Mila, profesor Langley prosił, żebyś przyszła do jego gabinetu” – powiedziała Sienna, wchodząc do pokoju.
„Dobrze!” Mila natychmiast wstała i wyszła.
Profesor Langley był promotorem Mili. Miał ponad sześćdziesiąt lat i był niezwykle uprzejmym dżentelmenem. Mila uważała, że jest uroczy.
Myśląc o swojej niedokończonej pracy, Mila denerwowała się jeszcze bardziej.
Weszła do gabinetu, ale nikogo w nim nie zastała. „Profesorze Langley?”
„Nie ma go tutaj” – odpowiedział jakiś męski głos, który bardzo ją przestraszył.
Rozejrzała się i zobaczyła, że za biurkiem kuca mężczyzna w czapce z daszkiem i układa kartonowe pudła. Przestraszona jego obecnością, Mila odpowiedziała ze złością: „Przepraszam, ale na uczelni obowiązuje zasada, że dostawcy nie mają wstępu do budynków dydaktycznych”.
„W takim razie gdzie mam zostawić te paczki?” – zapytał mężczyzna, przerywając pracę.
„Może pan je zostawić w portierni u ochroniarzy”. Zdając sobie sprawę, że człowiek ten może nie znać tutejszych zasad, Mila odpowiedziała cierpliwie: „Będzie pan miał duże kłopoty, jeśli ochrona pana tu znajdzie. Proszę już iść. Nikomu nie powiem”.
Wzruszając lekko ramionami, mężczyzna wstał.
Był wysoki i miał na sobie białą koszulkę. Ze swoimi szerokimi ramionami i umięśnioną sylwetką wyglądał świetnie nawet w zwykłym T-shircie. Wyglądał niczym model. Mężczyzna zapytał: „Jesteś studentką profesora Langleya?”
„Tak, dlaczego pytasz?” – odpowiedziała z niedowierzaniem Mila.
„Mila, już jesteś”. Mila usłyszała donośny głos. Do gabinetu wszedł uradowany profesor.
„Profesorze”. Mila podbiegła, by się przywitać. Powiedziała: „Jest tu taki jeden...”
„Ach, już się poznaliście? To twój starszy kolega, Reid Halloway”. Profesor Langley uśmiechnął się i odwrócił do Reida. – „Reid, to twoja młodsza koleżanka. Nazywa się Mila Vance”.
„Cześć, Mila”. Zdejmując czapkę, Reid odsłonił swoją młodą, przystojną twarz. Najwyraźniej był niezwykle kulturalnym człowiekiem. Jak Mila mogła pomyśleć, że to kurier?
„Miło cię poznać, Reid” – uśmiechnęła się niezręcznie Mila. Co za wstyd!
„Wybieram się z żoną w podróż, aby uczcić naszą rocznicę. Mam nadzieję, że wy dwoje skończycie projekt, o którym wspominałem”. Profesor zdawał się nie zauważać niezręcznej atmosfery między Reidem a Milą i kontynuował wesoło: „Na pewno świetnie się dogadacie”.
„Nie ma problemu, profesorze. Mila jest urocza. Zaopiekuję się nią” – odpowiedział swobodnie Reid, spoglądając na Milę z uśmiechem.
„Będę współpracować z Reidem” – odpowiedziała cicho Mila. Pierwsze spotkanie z partnerem z projektu, a ona zachowała się tak głupio. Jak miała teraz z tego wybrnąć?
Profesor Langley był żonaty od trzydziestu lat i hucznie obchodził każdą rocznicę. W tym roku planowali wycieczkę na Hawaje. Dlatego profesor poprosił swojego ulubionego studenta, Reida Hallowaya, o pomoc Mili. Przed wyjściem udzielił Mili kilku wskazówek.
„Reid to znakomity student. Mila, możesz go pytać o wszystko, jeśli będziesz miała jakieś problemy z nauką”. Profesor miał tendencję do gadatliwości, gdy był w dobrym humorze. Dodał jeszcze: „Jeśli oblejesz egzaminy, nic na to nie poradzę”.
Mila odchrząknęła, a jej twarz zrobiła się purpurowa. „Profesorze, proszę nie zdradzać moich słabości”.
Reid uśmiechnął się lekko stojąc obok nich. Był w pewien sposób zaintrygowany Milą i przyglądał się jej. „Mila, z chęcią pomogę ci w nauce”.
Wychodząc z gabinetu profesora Langleya, Mila dąsała się i udawała, że nie widzi idącego za nią Reida.
Reid powiedział łagodnie: „Mila, mamy razem stworzyć ten projekt. Zajmie nam to kilka dni. Może napijemy się kawy, przedstawimy sobie jeszcze raz i zaczniemy od nowa, co ty na to? Ja stawiam”.
Jego słowa były rozsądne, a ton niezwykle ciepły. Mila nie mogła dłużej utrzymywać kamiennej twarzy i odpowiedziała z uśmiechem: „Dobrze”.
Siedząc w kawiarni przy szkolnej bramie i jedząc desery, Mila poczuła się znacznie lepiej i chętnie rozmawiała z Reidem.
„Jak to możliwe, że nigdy wcześniej cię tu nie widziałam?” – zapytała Mila, patrząc na Reida. Tak przystojny starszy kolega musiał być znany na całej uczelni.
„Na drugim roku wyjechałem na wymianę studencką” – odpowiedział z uśmiechem Reid. Mila zauważyła, że Reid bardzo lubi się uśmiechać. Kiedy szczerzył swoje lśniąco białe zęby, ludzie natychmiast obdarzali go sympatią.
„Rozumiem” – skinęła głową Mila. Nic dziwnego, że nigdy wcześniej nie spotkała go w gabinecie profesora Langleya.
Siedząc za przeszkloną witryną, Mila gawędziła beztrosko z Reidem, zupełnie nieświadoma, że w ich stronę wpatruje się właśnie para ostrych, przeszywających oczu.
















