Gdy tylko zostali sami, Dominic cisnął szklanką przez lożę; uderzyła w ściankę działową i rozprysła się w drobny mak na podłodze, rozbryzgując brązowy płyn wszędzie dookoła.
Patrzył na ten bałagan, ale jego wściekłość nie ostygła, nie czuł satysfakcji.
Chwycił niemal pełną butelkę i już miał zgotować jej ten sam los, gdy Justin zerwał się na równe nogi i mu ją wyrwał.
— Hej, stary, wyluzuj! Wiesz,
















