Było już po południu, gdy Dominic w końcu wybudził się ze swojego po-miłosnego odrętwienia. Spodziewał się zastać obok siebie Elenę; nie byłby to pierwszy raz, kiedy jego przygodne znajomości nadużywały gościnności.
Kiedy jednak obrócił się na bok i zobaczył puste miejsce, poczuł dziwną konfuzję.
Usiadł i jęknął. Pulsujący ból głowy potęgowało rażące światło wpadające przez sięgające od podłogi do sufitu okna, gdy jego kamerdyner nacisnął przełącznik na ścianie, by odsłonić żaluzje.
— Chryste, Davis, czy mógłbyś przestać?
— Przepraszam, proszę pana, ale został pan wezwany do rezydencji. Ojciec chce pana widzieć natychmiast.
— Powiedz mu, że nie mogę się z nim dzisiaj spotkać — jęknął Dominic, z wdzięcznością przyjmując lekarstwo na kaca i dwie aspiryny. Miał przeczucie, że jeśli jego ojciec postawi na swoim, będzie potrzebował czegoś znacznie silniejszego niż aspiryna.
— Oczekuje pana w domu za godzinę — powiedział Davis i odwrócił się, by wyjść.
Dominic zatrzymał go: — Zajmij się Eleną w moim imieniu.
— Już wyszła, proszę pana.
— Jak to: wyszła? — zapytał Dominic, oszołomiony słowami kamerdynera.
— Dokładnie tak, proszę pana.
— Czy zrobiła scenę? — Zawsze to robiły. Nie zdziwiłby się, gdyby Elena też tak postąpiła.
— Nie, proszę pana. Wyglądała na bardzo chętną do wyjścia. Praktycznie wybiegła z domu. Gdyby to zależało od niej, odjechałaby Uberem…
— To nie ma sensu — Dominic potrząsnął głową. Zazwyczaj nie sprowadzał kobiet do domu; życie na torze pochłaniało go wystarczająco mocno. Ale te, które już tu trafiały, zwłaszcza gdy dowiadywały się, czym się zajmuje, zawsze trzeba było wypraszać. Czasami musiała interweniować ochrona.
— Jesteś pewien, że to była Elena? Brązowe włosy, drobna, ładna, o taka niska? — zapytał, opisując dziewczynę i pokazując dłonią jej wzrost.
Davis skinął głową.
Dominic był pewien, że między nim a kamerdynerem doszło do jakiegoś nieporozumienia. Wyciągnął rękę po szlafrok, zbity z tropu takim obrotem spraw. Narzucił go na siebie i wysunął się z łóżka.
Zeszedł na dół, sprawdzając salon i jadalnię. Gdy nie znalazł tam Eleny, wyszedł na patio, przekonany, że leniuchuje w podgrzewanym basenie.
Ale po mysiej bibliokarce nie było ani śladu, co kompletnie go zaskoczyło. Nie spodziewał się, że Elena wymknie się, gdy on będzie spał. Powinien być zadowolony, że oszczędziła mu trudów niezręcznej rozmowy po wspólnie spędzonej nocy, ale nie był. Może dlatego, że nie sprawiała wrażenia osoby, która po prostu wstaje i wychodzi – nie z tym jej temperamentem i śmiałością, z jaką go uwiodła.
Spodziewał się, że zacznie myśleć, iż to ich jednorazowe, nigdy niepowtórzone doświadczenie mogłoby doprowadzić do czegoś trwalszego. Aby łagodnie sprowadzić ją na ziemię, postanowił już wcześniej zabrać ją na zakupy, pozwolić jej wybrać najdroższy diamentowy naszyjnik, jaki znajdzie, i podwieźć ją gdzieś do jej dwupoziomowego mieszkania. Emanowała klimatem posiadaczki małego, jednopokojowego lokum.
Za kogo ona się do cholery uważa? — Dominic kipiał ze złości, wracając do głównej sypialni. Myśl, że kobieta, która stała o wiele niżej od niego w hierarchii – zarówno pod względem urody, jak i bogactwa – uznała za stosowne wykorzystać go do seksu i po prostu sobie pójść, napełniła go gniewem, jakiego nigdy wcześniej nie czuł.
Usiadł na brzegu łóżka i wrócił myślami do ubiegłej nocy.
Trzeba przyznać, że nie był to najlepszy seks w jego życiu. Ale uwielbiał sposób, w jaki na niego reagowała. To szaleństwo, biorąc pod uwagę, że dopiero co się poznali, ale jej ciało zdawało się go znać. Ożywała pod jego dotykiem i podobało mu się, jak jęczała jego imię w sposób, w jaki nie robiła tego żadna inna kobieta. Wydawała się szczęśliwa w jego ramionach. Więc fakt, że uciekła bez słowa „dziękuję” czy „do widzenia”, był, delikatnie mówiąc, druzgocący.
Czuł się wykorzystany i dziwnie zdradzony. To były dwa uczucia, których nigdy nie spodziewał się zaznać po przelotnej przygodzie.
Davis wrócił z kolejnymi rewelacjami, kładąc ubrania Eleny na łóżku. — Zostawiła to.
— Wow! Czy tak bardzo spieszyło jej się uciec ode mnie, że wyszła nago? — Dominic prawie krzyczał.
Kim była ta kobieta, a co ważniejsze, czy jego umiejętności łóżkowe były tak marne, że nie mogła nawet zaczekać, by chociaż narzucić na siebie ubranie? W tej chwili Dominic poczuł się bezbronny i nieco niepewny siebie. Żadna kobieta nigdy nie wymknęła się w ten sposób po nocy spędzonej z nim.
— Nie, proszę pana, miała na sobie pana koszulę i swój płaszcz — wyjaśnił Davis. — Pani Flint uprała jej rzeczy po jej wyjściu.
Dominic odetchnął z ulgą na te słowa. Przynajmniej nie był aż tak beznadziejny; nie uciekła nago. Ale…
Spojrzał groźnie na starszego mężczyznę: — Mówisz, że wyszła w mojej koszuli?
Davis skinął głową i przeprosił, wychodząc, a Dominic potrząsnął głową. Była odważna, ta cała Elena. Musiał ją znaleźć i zmusić do wyjaśnień.
Popatrzył na jej sukienkę i różowe, koronkowe majtki. Co on miał z nimi teraz, do diabła, zrobić?
Wciąż na kacu i zdecydowanie nie mając nastroju na zabawianie ojca, Dominic wrócił w ciepłe pielesze łóżka i ponownie zasnął, czując dziwne ukojenie płynące z zapachu ich wspólnej nocy, który wciąż unosił się na pościeli.
Davis obudził go ponownie krótko po 15:00 z ostatecznym ostrzeżeniem od ojca. Jeśli nie pojawi się w ciągu godziny, Arthur Dominic Sterling III nie będzie miał innego wyjścia, jak tylko przyjechać i wyjaśnić sobie z nim wszystko osobiście.
Dominic wiedział, że starzec nie żartuje. Niechętnie wywlekł się z łóżka i poszedł pod prysznic, spędzając absurdalnie dużo czasu pod kojącymi strumieniami wody, by choć na chwilę odwlec nienawistne spotkanie.
Stwierdzenie, że on i jego ojciec mają relację typu „miłość-nienawiść”, byłoby niedopowiedzeniem. Gdy między nimi układało się dobrze, byli najlepszymi przyjaciółmi. Ale gdy było źle, tak jak przez ostatnie kilka tygodni, można by przysiąc, że są wrogami.
Źródłem konfliktu był plan sukcesji w firmie. Jego ojciec zdecydował się ustąpić ze stanowiska prezesa, a Dominic musiał wejść w jego ogromne buty już w najbliższy poniedziałek.
Wciąż poirytowany wezwaniem, Dominic wyszedł spod prysznica i wytarł się, po raz pierwszy zauważając na swojej szyi malinkę, gdy przeglądał się w lustrze. Na nowo ogarnął go gniew na bezczelność Eleny. Jakby samo odejście nie było wystarczająco złe, musiała go jeszcze naznaczyć.
















